Dr Wiesława Błudzin o szczepionce i szczepieniach

Szczepionka przeciwko koronawirusowi miała być światełkiem w ciemnej pandemicznej rzeczywistości. I jest, chociaż jej blask przyćmiewają liczne wątpliwości dotyczące skuteczności, składu i wpływu na zdrowie, a nawet sposobu dystrybucji, o których toczy się społeczna dyskusja. O faktach i mitach szczepionki rozmawiamy z ordynatorem Oddziału Chorób Zakaźnych Szpitala Wojewódzkiego w Opolu dr Wiesławą Błudzin.

 

– Czy rzeczywiście jest tak, że szczepionka na COVID-19, o której tak dużo się teraz mówi, gwarantuje nam już bezpieczeństwo i powrót do normalności?

– Niestety, w żadnej dziedzinie medycyny gwarancji nie ma. Oczywiście mam głęboką nadzieję, bo przecież wierzę naukowcom, że jednak ta szczepionka pomoże wrócić nam do normalnego życia. Te wszystkie obostrzenia, restrykcje, które obowiązywały, nawet ten lockdown, nie dały efektu zamierzonego, aby całkiem zapanować nad pandemią. Więc cała nadzieja jest w szczepieniu.

Szczepienia trwają, ale w społeczeństwie nadal są obawy. Wielu twierdzi, że szczepionka zbyt szybko powstała i jeszcze za mało o niej wiemy. Na przykład, jakie będzie niosła skutki w perspektywie długofalowej.

-Nie może mieć długofalowych skutków dla zdrowia, to jest wręcz niemożliwe z naukowego punktu widzenia. Odczyny  niepożądane mogą wystąpić, ale bezpośrednio po podaniu szczepionki. Natomiast na pewno firmy bardzo spieszyły się, żeby tę szczepionkę wyprodukować. Co ważne jednak, przecież był już wirus SARS-CoV-1 w 2003 roku w Azji. Prace już wtedy trwały nad szczepionką, tylko że epidemia wygasła i nie było już potrzeby, żeby ją produkować, więc nie jest to sprawa całkowicie nowa.

A jakie są te działania niepożądane, o których pani wspomniała?

– Zwykle jest tak, że występuje ból w miejscu wkłucia. Może wystąpić również stan podgorączkowy, powiększenie węzłów chłonnych, zwykle pachowych.  Zawsze pytam o to, czy osoba szczepiona jest prawo czy leworęczna, ponieważ należy podać szczepionkę w ramię nie dominujące, po to, aby w razie bólu i/lub ograniczenia ruchomości kończyny można było normalnie funkcjonować.

Biorąc pod uwagę Pani doświadczenie – czy spotkała się pani z takim wyścigiem z czasem, jeśli chodzi o prace nad szczepionką?

– Pierwszą szczepionkę przeciwko wściekliźnie opracował Pasteur, ratując 9-letniego chłopca pogryzionego przez psa. Jeszcze w XX wieku stosowaliśmy szczepionkę, która była wyprodukowana ze zmiażdżonych rdzeni i mózgów królików zakażonych wirusem wścieklizny. Strasznie to brzmi, ale taki preparat się wstrzykiwało, aby ratować człowieka przed śmiertelną chorobą jaką jest wścieklizna.

W historii jednak takiej presji, takiego pędu, do wyprodukowania szczepionki na tak olbrzymią skalę jak przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 nie mieliśmy.

A co zawiera ta szczepionka?

– Przede wszystkim ona NIE zawiera wirusa. Mamy tu całkowicie nową technologię – szczepionka zawiera fragment mRNA. To taki zapis, aby wytworzyło się białko wirusa, a  organizm wytworzył przeciwciała przeciwko temu białku, unieszkodliwiając w ten sposób wirusa jeśli dojdzie do narażenia. Nie jest zatem możliwe, aby zachorować na COVID-19  z powodu podania tej szczepionki.

Jak szybko człowiek nabiera odporności na koronawirusa, kiedy już dostanie szczepionkę?

– Większość osób – około 60-70 procent po pierwszej dawce już ma przeciwciała, ale podaje się jeszcze drugą dawkę, najwcześniej po trzech tygodniach, w przypadku leku / bo szczepionka jest lekiem/ firmy Pfizer, po to, aby ponad 90 procent zaszczepionych miało przeciwciała. Nie ma szczepionek stuprocentowych,  z różnych powodów.

Na ile ta szczepionka wystarczy? Czy to będzie jak z grypą – szczepienie się co sezon?

– Tak naprawdę tego nie wiemy i producent tego nie podaje. Tutaj są za krótkie jeszcze te obserwacje, bo szczepionkę mamy w sumie od grudnia. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało.

Poza tym wirus mutuje.

– Tak, aczkolwiek wirusy normalnie mutują i przynajmniej, z tego co mówią naukowcy i badania, wirus SARS-COV-2, który teraz mutuje i wariant, który wykryto w Wielkiej Brytanii, jest wrażliwy na tę szczepionkę. Mamy więc nadzieję, że nie będzie aż tak mutował, żeby nie był wrażliwym. Zobaczymy jednak, nie ma pewności, bo tak jak powiedziałam na początku,w medycynie gwarancji nie ma. Z resztą nigdzie nie ma. Zawsze jest jakiś przedział, że coś się może dziać. Tak jak teraz – też nie przewidywaliśmy tego, że zabraknie szczepionek.

Czy ma pani dane, ile osób chce się zaszczepić? Czy zauważyła Pani jakąś zmianę w społeczeństwie, że najpierw była niechęć, a dziś coraz więcej osób chce jednak spróbować?

– Tak, zauważyłam coś takiego w szpitalu czy wśród znajomych – najpierw mówili niektórzy: „nie, ja się nie będę szczepić”. Ale potem jak te osoby zauważyły, że jednak się zaszczepiliśmy i nic się takiego nie dzieje, to chcą się szczepić. I czekamy wszyscy na tę dostawę szczepionek. No właśnie, tylko pytanie kiedy to nastanie, żeby było możliwe wyszczepienie jak największej liczby osób i nie rozciągało się to tak w czasie. Ludzie chorują i umierają, ale przecież pandemia przekłada się też na gospodarkę, więzi społeczne, na psychikę. Młodzież siedzi pozamykana w domach. Chcielibyśmy gdzieś pojechać, na urlop, na ferie, ale nie można.

Z jakimi mitami Pani się spotkała na temat tych szczepionek?

– Najczęściej z takimi, że wstrzykną nam czipy. Nawet mnie już pytano czy jestem zaczipowana (śmiech) grubą, czy cienką igłą.

Czy Pani zdaniem szczepienie przeciwko koronawirusowi powinno być obowiązkowe?

– Obowiązkowe to nie znaczy przymusowe. Nie, ja jestem w ogóle przeciwna wszelkim przymusom. Myślę, że to źle działa, często ma skutek odwrotny. Lepiej idźmy drogą dawania przykładu i argumentacji.

– Jaki procent populacji powinien być zaszczepiony, żebyśmy mogli powiedzieć, że skutecznie zwalczamy koronawirusa?

– Im więcej, tym lepiej. Oczywiście tutaj statystyka jest różna, najlepiej gdyby było to 90 procent, natomiast jeżeli nawet będzie 70 procent osób zaszczepionych w populacji czy 80, to ten wirus już nie będzie miał gdzie krążyć i przenosić się z człowieka na człowieka. Nikła część osób ma przeciwwskazania do szczepień. Zgłaszają się do mnie osoby, które na przykład kiedyś miały wstrząs anafilaktyczny albo kobiety karmiące z pytaniem czy mogą się zaszczepić. Trzeba podchodzić do tego indywidualnie, bo do badań klinicznych nie brano kobiet w ciąży ani kobiet karmiących dzieci. Niemniej jednak rozsądek wskazuje, że jeżeli jest duże narażenie na zakażenie to należy rozważyć taką profilaktykę. Ja miałam trzy panie karmiące, które zdecydowały się zaszczepić.

A co ze szczepieniem dzieci? Do tej pory ta grupa była pomijana, ale czy jednak firma w kolejnym etapie powinna zadbać też o szczepionki dla dzieci czy w ogóle są one poza tą grupą ryzyka?

– –Trzeba byłoby zapytać firmy, ale generalnie myślenie było rzeczywiście prawidłowe – skoro dzieci nie chorują albo bardzo rzadko, wyjątkowo już, to najpierw zajmijmy się dorosłymi. Zrobiono badania kliniczne do rejestracji szczepionki od 16. roku życia, druga firma ma od 18. roku życia. Czy faktycznie zajmą się młodszymi osobami? Nie wiem, bo moce produkcyjne teraz są na razie takie, że musimy zaszczepić przede wszystkim dorosłych, starszych, odpowiednio te wszystkie grupy osób, ale możliwe, że nastąpi to w dalszej kolejności.

Jak Pani prognozuje, jak będą wyglądały najbliższe miesiące pod względem rozwoju pandemii, szczepień i prowadzonych badań?

– Trudne pytanie, które wszyscy sobie zadajemy. Ja myślę, że, latem może będzie w miarę normalne, ale pod warunkiem, że szybciej się zaszczepimy. Nie może to się odbywać w takim tempie jak teraz, bo ludzie będą nadal chorować i umierać. My mamy pacjentów w oddziale zakaźnym  naprawdę w bardzo ciężkim stanie, starszych, z chorobami nowotworowymi, z wieloma innymi schorzeniami, ale czasem trafi się nawet ktoś młodszy –czterdzieści parę lat, ma niewydolność oddechową i tak trafia pod respirator. Żniwo pandemii jest ogromne i w ogóle przebieg zakażenia  jest całkowicie nieprzewidywalny. Przede wszystkim szczepionka daje szansę powrotu do normalnego życia. Oby się tak stało, wszyscy tego pragniemy.

Wywiad ukazał się w lutowym numerze magazynu „Opole i kropka”.