Opole i Stuhr w rolach głównych, czyli ponad milion widzów co tydzień!

Maciej Stuhr to prawdziwa gwiazda polskiego kina, teatru i kabaretu. W dorobku ma kilkadziesiąt wspaniałych ról, ale seryjnego mordercę zagrał po raz pierwszy. O serialu „Szadź” rozmawialiśmy w trakcie jego kręcenia, w pięknych plenerach Opola, w którym toczy się ta ekscytująca opowieść. To było niespełna rok temu, ale gwiazdor już wtedy chyba przeczuwał, że serial spodoba się Polakom.

W jesiennej ramówce TVN-u serial z Opolem w roli głównej bije rekordy popularności – ogląda go średnio 1,21 mln widzów, co przełożyło się na 9,72 proc. udziału w rynku telewizyjnym wśród wszystkich widzów i 11,73 proc. w grupie komercyjnej 16-49 – wynika z danych Nielsen Audience Measurement, opracowanych przez portal Wirtualnemedia.pl.

Dla porównania, serial „Chyłka – Kasacja”, emitowany w tym paśmie w poprzednich tygodniach oglądało 1,02 mln osób, przy udziałach wynoszących odpowiednio 8,61 proc., 9,50 proc. i 9,58 proc. Z kolei emitowany rok temu w tym paśmie drugi sezon „Pod powierzchnią” śledziło 1,17 mln osób, co przełożyło się na 9,24 proc. udziału w rynku telewizyjnym wśród wszystkich widzów, 12,32 proc. w grupie komercyjnej 16-49 oraz 11,62 proc. w grupie 16-59.

Wracamy do tamtej rozmowy, którą przeprowadziliśmy z Maciejem Stuhrem, czyli najbardziej znanym obecnie „mordercą”.

 

– Jest pan częstym bywalcem Opola.

Maciej Stuhr: – To prawda. Wielokrotnie byłem oczywiście w amfiteatrze podczas Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki, przyjeżdżałem także z teatrem i niejednokrotnie z występami kabaretowymi. Pierwszy raz przyjechałem jednak do waszego miasta z kamerą, aby wystąpić w serialu.

– „Szadź” to siedmioodcinkowy thriller z wątkiem kryminalnym w tle. My, opolanie, już chcemy wiedzieć, czy osiągnie sukces, więc pytam o to głównego aktora.

– Zawsze chcemy osiągnąć sukces, ale gotowej recepty nie ma. Każdy scenariusz, który dostajemy do przeczytania, najpierw rozważamy we własnym sumieniu i wyobraźni. Czy będzie okey, czy jest fajny dla mnie, dla widzów. I nawet jeśli odpowiedzi na te wszystkie pytania brzmią „tak”, to czasem na końcu okazuje się, że nie jest tak dobrze jakbyśmy chcieli.

– Pytam o ten konkretny serial kręcony w Opolu.

– W przypadku tego projektu jest ogromna szansa, że widzowie od pierwszej do ostatniej minuty będą przykuci do telewizorów. Tak jak ja nie mogłem oderwać się od lektury scenariusza. Jest niezwykle wciągający, a historia i dramaturgia świetnie ułożone.

– Mimo tego, że od początku wiemy kto zabija, a karty zostały rozdane?

– Karty absolutnie nie zostały rozdane! Od pierwszego odcinka wiemy kto zabił, ale inne pytania stają się jeszcze ciekawsze. Zastanawiamy się dlaczego mój bohater Piotr Wolnicki zabija, główkujemy czy, lub jak go złapią, obserwujemy jak zaciera ślady. To bardzo oryginalny pomysł.

– W którym to pan jest seryjnym mordercą.

– Producenci powierzyli mi świetną rolę. Jeszcze zanim dokładnie poznałem scenariusz i pomysł na konkretne rozwiązania historii, powiedziałem sobie: „wchodzę w to”. Lektura każdego odcinka przyprawiała mnie o dreszcze. Z wielką ekscytacją sięgałem po kolejne odcinki. Jeśli te same emocje towarzyszyć będą widzom, to jestem spokojny. W filmie pokazujemy przerażającą dwoistość ludzkiej natury. Potrafimy być mili, sympatyczni, normalni, atrakcyjni, pociągający, a jednocześnie robimy straszne rzeczy. Jak to jest, że wykładowca uniwersytecki, człowiek z dorobkiem naukowym, szanowany, kochany przez studentów, przykładny mąż – robi rzeczy najstraszniejsze jakie tylko potrafimy sobie wyobrazić. To pytanie w przypadku tego serialu jest gwarancją ekscytacji i przyglądania się mechanizmom doprowadzającym do tragedii. To tajemnica, którą zgłębia serial.

– Grał pan już seryjnego mordercę?

– Nie, ale o tym marzyłem.

– I od początku nie miał pan wątpliwości, żeby przyjąć tę rolę?

– Po kilkudziesięciu rolach w filmie i telewizji pierwszy raz mogę zagrać zło w najczystszej postaci. Dla każdego aktora to ogromna frajda.

– Naprawdę?

– Tylko w ten sposób możemy bezpiecznie flirtować ze złem. Poprzez sztukę. Nie musimy nikomu robić krzywdy, żeby zbliżyć się do tego, co jest najstraszniejsze w ludzkiej naturze.

– No i absolutna zmiana aktorskiego emploi.

– To było od zawsze moje największe marzenie, cieszę się, że spełniam je w Opolu.

– W mieście, jak pan wspomniał, dobrze znanym i często odwiedzanym.

– Od początku kręcenia serialu było bardzo miło. Mam sporo wspomnień związanych z waszym miastem. Projekty kręcone poza miejscem zamieszkania zawsze na trwałe wpisują się w pamięć. Tak było w Chełmży i Chełmnie podczas kręcenia „Belfra”, pod Jelenią Górą w Karpnikach, gdy robiliśmy „Operację Dunaj”, czy Beskidzie Niskim w „Winie Truskawkowym”. Teraz dochodzi Opole. Te wszystkie projekty są silnie związane z miejscami, w których powstawały. Oprócz tego, że filmy czy seriale zostają na lata jako dokumenty danego przedsięwzięcia, to jeszcze osiadają na stałe we wspomnieniach twórców, aktorów i samych mieszkańców, którzy mogli z bliska zobaczyć nieco filmowej kuchni.

– A przy okazji mógł pan zobaczyć Opole z nieco innej strony.

– O tak. Kręcimy w atrakcyjnych, tajemniczych, ale mrocznych miejscach. Ale nie macie się czego bać, to przecież tylko film.

– Podobno zdążył pan zajrzeć do opolskiego kina przed pierwszym filmowym klapsem?

– Z dużą satysfakcją obejrzałem „Jokera”. Dla mnie jeden z mocniejszych filmów ostatnich lat. W ciemno obstawiam dużo Oscarów dla tej produkcji.

– Niech więc to będzie dobry omen dla serialu Szadź, który już w przyszłym roku.

– Mam wielką nadzieję, że widzom film się spodoba.

 

Wywiad ukazał się w „Opole i kropka, grudzień 2019.

Premierowe odcinki serialu „Szadź” na antenie TVN oglądać można we wtorki o godz. 21.30, począwszy od 13 października br.

Na zdjęciu Maciej Stuhr z Aleksandrą Popławską.