Witold Potwora: Optymistyczny pesymista

Z dr Witoldem Potworą, polskim i opolskim ekonomistą oraz prorektorem Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu szukamy światełka w tunelu. Czy 2021 rok będzie dla nas lepszy niż ten, który właśnie się skończył? Wywiad ukazał się w styczniowym numerze magazynu „Opole i kropka”.

– Chciałem z panem porozmawiać o minionym roku w kontekście pandemii i jej skutków dla nas wszystkich. I przygotowując się do rozmowy co znajduję? Że z natury jest pan… pesymistą.

– Bo to prawda, ale naturę mam raczej przekorną, więc wcale nie jest tak do końca, że poddaję się atmosferze, która nas otacza.

– A ja już myślałem, że miał pan niezłe używanie w ostatnim czasie, bo przecież pesymiście wygodnie jest komentować wydarzenia z minionego roku, który był chyba najsmutniejszy od wielu dziesięcioleci.

–  Życiowo nastawiam się na rzeczy jak najgorsze, ale zdaję sobie sprawę, że w gospodarce i polityce potrzebny jest optymizm i przynajmniej szczypta szczęścia. W przeciwnym razie nic dobrego nie uda nam się zrobić. Wspomniałem, że mam przekorną naturę, bo jeśli w moim otoczeniu większość mówi, że coś jest niedobrego, to szukam przeciwieństw. Jak się więc pojawiła pandemia i dominowało przerażenie i czarnowidztwo, to ja próbowałem szukać pozytywów.

– I jakie pan znajdował?

– Jestem z pokolenia pamiętającego złe czasy. Stan wojenny, puste półki w sklepach, kolejki po wszystko i wszędzie… Pamiętam początek pandemii i wpisy ludzi, zwłaszcza młodych, którzy dziwili się, że ze sklepów znika np. ryż czy kasza. „Musicie się nauczyć kupować w kryzysie” – mówiłem sobie wtedy myśląc głównie o tych młodych ludziach.

– Jest pan pesymistą, którego szklanka pozostaje zawsze do połowy pełna.

– Dobrze powiedziane. Wolę się pozytywnie zaskoczyć niż nieprzyjemnie rozczarować. Prawdopodobnie wynika to z wielu doświadczeń, bo w nie krótkim życiu sporo już widziałem i przeżyłem.

– Widzi pan światełko w  tym wirusowym tunelu?

– Widzę dużo dobrego. Od 2004 roku jesteśmy w Unii Europejskiej. Tego członkostwa nie kojarzę wyłącznie ze strumieniem płynących do nas pieniędzy. Raczej ze swobodą gospodarczą. Wreszcie zaczęliśmy się rozwijać, bo wcześniej szarpaliśmy się, podejmując dużo niewłaściwych decyzji.

– A co to ma wspólnego z pandemią?

– Teraz jesteśmy mimo wszystko bardziej odporni na niespodziewane wstrząsy. Nasza gospodarka nie jest już taka krucha jak kiedyś.

– Czy to dotyczy także Opola?

– O tak, zdecydowanie! Nam wspaniale wyszedł samorząd, który doskonale wie, czego potrzebują ludzie. Polska 2004 i 2020 to dwa zupełnie inne światy. I nawet pandemia tego nie wywróci. Niedawno pisząc wspólnie z żoną Dorotą książkę „Innowacje a strategie marketingowe przedsiębiorstw” przygotowaliśmy mapkę Opola, na której zaznaczyłem miejsca szczególnie „zarażone” biznesem. Naprawdę mamy przynajmniej trzy, cztery strefy aktywności biznesowej. Wolne tereny inwestycyjne na Metalchemie i Malinie, centrum miasta, okolice Parku Naukowo-Technologicznego. Pani redaktor Maria Szwed, osoba o wyjątkowej wiedzy  – długoletni redaktor Wydawnictwa Instytut Ślaski – po redakcji kolejnego naszego artykułu (mojego i żony) przyznała ostatnio, że nawet nie zdawała sobie sprawy, że w Opolu jest tak dużo firm i ciekawych inwestycji. Mnóstwo ludzi pracuje na „Metalchemie”, tylko przy ul. Budowlanych jest około 150 przedsiębiorstw.

– Stolica Polskiej Piosenki centrum biznesu?

– Otóż to! Postanowiłem walczyć ze stereotypem, że Opole równa się piosenka. To oczywiście prawda, ale Opole to także nowoczesny i perspektywiczny biznes. Na tyle dobrze sobie radzący, że wirus nie jest w stanie nas zrujnować. Do tego dochodzi dynamiczna i młoda ekipa w  ratuszu, która z wyczuciem tworzy dobre warunki dla przedsiębiorstw. Naprawdę uważam, że jesteśmy nowoczesnym miastem przemysłowym, a nie tylko sypialnią, jak zwykło się kiedyś mówić. Widać to gołym okiem i zgodnie potwierdzają to ludzie, którzy po kilku latach pojawili się w naszym mieście.

– Przez pandemię restauratorzy czy hotelarze myślą trochę inaczej…

– No oczywiście, że te branże oberwały koszmarnie, ale to nie opolska tylko polska i światowa prawidłowość. Niestety… Prezydent Wiśniewski i tak bardzo szybko, bo jeden z pierwszych w Polsce, zaproponował przedsiębiorcom pakiet pomocowy w postaci ulg i zwolnień podatkowych.

– Czy uważa pan, że Opole się obroni?

– Jestem o tym święcie przekonany. Mimo tych wszystkich zawirowań od kilku lat nie zmienia się na przykład bezrobocie. Jest minimalne, jak ja to nazywam higieniczne.

– Dlaczego tak się dzieje?

– Bo miasto nie zrezygnowało z inwestycji i świetnie wykorzystujemy środki unijne. Niemal perfekcyjnie. A budżet jest zrównoważony. Prawie rok jak zaczęła się pandemia, ale Opole buduje, remontuje, oddycha, a więc żyje. Finansowanie oparte na niewielkim długu jest klasyczne w biznesie. Rozwój przez inwestycje jest właściwym kierunkiem.

– Pesymista, który cały czas dodaje otuchy.

– Najgorsza byłaby stagnacja i tworzenie barier dla samorządu, a tego akurat wykluczyć jednak nie można, bo istnieje trend do centralizacji pewnych decyzji. On jest trochę niebezpieczny, bo samorząd najlepiej wie co zrobić ze swoimi środkami. Taka niedobra informacja dla samorządów to coraz więcej własnych środków, które muszą być przeznaczane na oświatę. Niestety to jest bardzo stały trend… I niech się nikomu nie zdaje, że nauka zdalna wprowadziła oszczędności. Chyba jest dokładnie odwrotnie.

– Naprawdę nie boi się pan, że opolanom spadną dochody i miasto wpadnie w jakąś „czarną dziurę”?

– Absolutnie się nie boję i w to nie wierzę. Znam ludzi zarządzających miastem. Nie dopuszczą do tego. Z jednej strony są młodzi i nie boją się ryzyka, a z drugiej mają ogromne doświadczenie. Ratusz to ekipa profesjonalistów od góry do dołu. Nawet w dobie pandemii załatwienie zwykłej sprawy odbywa się niemal od ręki.

– Co nam zostanie po tej pandemii, bo obaj wierzymy przecież, że niebawem odejdzie?

– Zapewne jakiś dystans, będziemy trochę ostrożniejsi. Ale jako nie klasyczny pesymista zakończę optymistycznie. Przez ten rok przeszliśmy błyskawiczny kurs pracy zdalnej na wszelkich możliwych poziomach. Co, co za kilka lat i tak miało być na wielu płaszczyznach nieuniknione, my przećwiczyliśmy w kilka miesięcy. Bardzo nam się to przyda.