Afera Jakiego. Degradacja za ciąże w WiK

Młode mamy, które pracują w WiK pod rządami prezesa Jakiego nie mają lekko. Spośród wszystkich kobiet, które zdecydowały się na potomstwo, zaledwie część z nich po powrocie z macierzyńskiego mogła dalej pracować na dotychczasowym stanowisku. Pozostałe takiego szczęścia nie miały.

Prześledziliśmy sytuację młodych mam na przestrzeni lat 2015-2022 i dotarliśmy do dokumentów, które obrazują niedopuszczalne traktowanie młodych mam w WiK rządzonym przez Ireneusza Jakiego.

W tym czasie na zwolnieniach lekarskich i urlopach macierzyńskich przebywało 14 kobiet. Zaledwie cztery z nich po powrocie z macierzyńskiego kontynuowały pracę na dotychczasowych stanowiskach. Dla innych kobiet powrót do pracy wiązał się z pasmem ciągłych problemów. W najtrudniejszej sytuacji były dwie młode mamy, którym nie przedłużono umów o pracę, kończących się w czasie urlopu macierzyńskiego lub rodzicielskiego. Praktycznie z dnia na dzień te kobiety znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. W spółce kierowanej przez prezesa Ireneusza Jakiego podobne praktyki to zdarzały się często.

Prezes Jaki kiedy nie zwalniał młodych mam, to skutecznie uprzykrzał im życie. Osiem kobiet po powrocie zderzyło się z polityką prorodzinną w jeszcze inny sposób. Jeśli któraś z nich pracowała w jednym dziale, to po powrocie z macierzyńskiego mogła być pewna, że wkrótce będzie musiała go zmienić na inny. Tak było w przypadku sześciu młody kobiet. Niektóre z nich były przenoszone z działu do działu wielokrotnie. Innym prezes, owszem pozwalał pozostać w dziale, ale za to degradował je nawet o parę szczebli.

– Nie wiem dlaczego prezes Jaki tak nie lubi młodych mam i przez tyle lat postępował lub tolerował takie wredne praktyki. Jak tylko z Agnieszką [Maślak – przyp. red] pojawiliśmy się w zarządzie wzięliśmy młode mamy pod naszą ochronę. To nie spodobało się prezesowi – tłumaczy Sebastian Paroń, wiceprezes spółki od czerwca 2021 roku.

Spółka pozorowała politykę prorodzinną. Mamom oferowała wyprawkę i kartę prezentową dla młodych rodziców. Problem w tym, że co młodym rodzicom po paczce pieluch czy parze śpiochów, gdy w zamian za to prezes degraduje młode mamy albo każe im zmieniać stanowisko równie często jak pieluchy swoim pociechom.

Na koniec warto dodać, że degradacje i przenosiny odbywały się za porozumieniem stron. Ciekawe czy „za porozumieniem stron” w tym wypadku nie oznaczało wyboru: albo degradacja/przeniesienie, albo zwolnienie. Tak jak choćby w przypadku dwóch młodych mam, którym po powrocie z macierzyńskiego nie przedłużono umów.