Awantura w zoo

Awantura w zoo, czyli Szopka Noworoczna spółki autorskiej  Rudnik&Pelon

Występują w kolejności pojawiania się:

Stary Rok

Arkadiusz Wiśniewski, prezydent Opola

Witold Zembaczyński, poseł KO

Piotr Woźniak, senator KO

Barbara Kamińska, przewodnicząca Rady Miasta Opola

Aleksandra Czechowska, dyrektor zoo

Włodzimierz Skalik, poseł, wiceprezes  Konfederacji Korony Polskiej

Krowa, rasy polska czerwona

Nowy Rok

Echo z Wyspy Bolko

Miejsce:

Opolski ogród zoologiczny w noc sylwestrową 2025/26.

 

Zgarbiony Stary Rok podpiera się laską i wolnym krokiem narciarza zmierza do bramy zoo wyraźnie zasmucony:

Już minęło, z bicza trzasło.

Światło dla mnie prawie zgasło…

Witający go w bramie prezydent Wiśniewski bierze Stary Rok pod ramię i wskazuje na ławkę:

Pora na podsumowanie,

niech się w zoo to dzisiaj stanie.

Zaraz będzie kilku gości,

tu się Stary Rok umości.

 

Stary Rok chętnie przysiada. Do obu panów podchodzi poseł Witold Zembaczyński i z pretensją wymalowaną na twarzy rzuca wzrokiem gromy kuliste w liczbie ośmiu w kierunku Starego Roku:

Zapamiętam cię kochany,

za te wszystkie twoje zmiany.

Za te wszystkie przyszłe lata,

Żeś nam wsadził  wetomata.

Żeś nam wsadził z ringu bojca,

co żałuje i psom kojca.

 

Tymczasem zza wybiegu dla człekokształtnych wychodzi wyraźnie zainspirowany senator Piotr Woźniak:

Witku spoko, jeszcze chwila

a zobaczysz w nim goryla.

Jak dla psa mieć serce wielkie,

Gdy już skitrał kawalerkę?

 

Prezydent Wiśniewski  prosi posła Zembaczyńskiego na stronę:

Po co takie myśli w głowie,

Koniec roku jest. Panowie!

I abyśmy zdrowi byli.

Nie marnujmy miłej chwili.

Naród wybrał, jego krok.

Co w tym wszystkim winien rok?

 

W tym momencie prezydent dostrzega dwie wychylające się z mroku powabne sylwetki:

O, jak widzę idą panie.

Gasić burzę ich zadanie.

 

Do grona wokół ławeczki ze Starym Rokiem podchodzą przewodnicząca Kamińska i dyrektor Czechowska. Gospodyni zoo zagaja:

Witam, sorry za spóźnienie,

Moc roboty,  przekształcenie.

Do zoo dojdą z o.o. dwa kółka.

W przyszłym roku będzie spółka.

 

Słowa prezydenta bierze sobie do serca przewodnicząca Kamińska, która ma wprawę w gaszeniu napięć w Radzie:

Dosyć swarów, dość gadania.

Czas  się zabrać do zwiedzania.

Zaraz. Ja mam coś z oczami,

czy tu ciągnie ktoś z krowami?

 

Rzeczywiście, alejką zmierza poseł Skalik, pod nosem skandując:

Prawa, prawa,

lewa krewa…

 

…i ciągnie za sobą na postronku wystraszoną krasulę, która ma jeszcze większe oczy niż zwykle mają krowy i rzecz jasna gubi krok. Niezrażony tym faktem poseł Skalik intonuje:

Patriota niech pamięta:

W polskim zoo, polskie zwierzęta!

 

Dyrektor Czechowską zamurowało, lecz po chwili dochodzi do siebie i  trąca przewodnicząca Kamińską:

Weź uszczypnij mnie, Barbara.

 Co tu właśnie się odwala?

Co się chłopu w głowie roi,

krowę pewnie też wydoi…

 

Tymczasem poseł Skalik przywiązuje krasulę do drzewa. Naturalnie krowa jest rasy polska czerwona. Nazwa nie bardzo mu pasuje, ale trudno:

Tu jest Polska, polskie związki,

a więc polskie obowiązki.

Zoo-migracji stop!  Z Afryki,

Południowej Ameryki,

Azji, tudzież Oceanii!

 

Prezydent Wiśniewski szepce do ucha senatora Woźniaka:

– On już chyba jest na bani…

 

Ale niezrażony krytyką poseł Skalik kontynuuje:

Obce małpy macie w zbiorze.

No rozumiem, wilk być może.

A papugi? Precz w tej chwili!

Niech nam słowik pięknie kwili.

Dumnie orzeł stroszy pióra,

polskie jajo znosi kura.

I miast islamskiego słonia

jutro przyprowadzę konia.

Ale tylko z polskiej gliny,

byle nie był z Ukrainy.

 

Poseł Zembaczyński stanął przy przewodniczącej Kamińskiej:

Poseł Janusz pod Lublinem

lecz w przyrodzie nic nie ginie.

Tamten u nas już nie fika,

od fiksum mamy Skalika.

 

Tymczasem dyrektor Czechowska już całkowicie doszła do siebie. Odzyskała rezon w drodze po tradycyjnego szampana i poczęstunek. Pierwszą lampkę w ramach profilaktyki podaje posłowi Skalikowi:

Robi poseł raban wielki,

A tu czas już na bąbelki.

Na ruszt zaraz coś się wrzuci.

Może i oleum wróci…

 

Prezydent Wiśniewski jako jeszcze bezpośredni zwierzchnik dyrektor zoo, pierwszy wznosi toast:

W tym twierdzeniu wiele racji,

Na pohybel więc fiksacji.

Niech nam o kraj kwitnie troska,

a sposobem Nowa Polska.

 

… po czym przepija do posła Skalika:

Życzmy sobie najlepszego,           

I dla ciebie też, kolego.

Więcej roztropności blasku,

mniej rzucania w tryby piasku.

Moc rozsądku, mniej celebry.

Niech już nas nie różnią zebry.

I dziś, w samym środku zimy

Nic tu, Włodku. nie gasimy

 

Kolejny kielich wzniósł senator Woźniak:

Zrozumienia też w narodzie,

Że wróg owszem jest, na Wschodzie.

I niech nikt już nie zaprzeczy

porządkowi świata rzeczy.

 

Poseł Zembaczyński nie chce być gorszy:

Winni, co są na obczyźnie,

niech odsiedzą tu, w Ojczyźnie.

Polak, Węgier dwa bratanki,

nie od zbójów, a od szklanki.

Orban, ich przywódca marny,

łaskawca penitencjarny.

Nadchodzi jego godzina,

o pomoc błaga Putina.

 

Przewodnicząca Kamińska dodaje:

Ludzie, przestańmy się kłócić,

ciągle ideolo młócić.

Cała żółć niech wsiąknie w pole.

I niech łączy nas Opole!

 

W tym czasie poseł Skalik odwiązuje krasulę i puszcza wolno na terenie zoo:

Moja myśl jest nieugięta:

W polskim zoo, polskie zwierzęta!

To jest me ostatnie zdanie:

Niech tu krowa pozostanie.

Mych poglądów nikt nie stłumi:

Unia niech idzie do Unii!

 

Stary Rok na te ostatnie słowa jeszcze bardziej zrezygnowany opadł na ławkę:

A martwiłem się tak srodze.

Może lepiej, że odchodzę…

Jedni straszą, drudzy gaszą.

I tak drą ojczyznę naszą.

Nie ma dziś takiego słowa,

co w znaczeniu się uchowa.

Im kto głupszy post wymości,

bije rekord klikalności.

Już od tego boli głowa,

hejt oznacza wolność słowa.

Prawdę ścisną, wymiętolą

aż się z fałszem zmieni rolą.

Kręcą, kłócą się bez przerwy.

To już nie na moje nerwy.

 

Na te słowa Nowy Rok przystępuje do towarzystwa bojaźliwym krokiem. Z pewną taką nieśmiałością,  z jaką onegdaj kultowa Anna Patrycy reklamowała w TVP podpaski:

Ja się pytam w pierwszym rzędzie:

Co to będzie, co to będzie?

 

Odpowiada mu Echo z Wyspy Bolko:

Co to będzie, jak to co?

Polskie zoo, polskie zoo…

 

Na hasło „zoo” dyrektor Czechowska z niepokojem rozgląda się po interiorze:

Zaraz, gdzie uciekła krowa?

Jeszcze w szkodę wejść gotowa.

 

Tymczasem krowa ze stoickim spokojem, lekko urażona insynuacją, odzywa się ludzkim głosem, co jej pozostało jeszcze z Wigilii:

Ja się tutaj nie zasadzam.

I  nie uciekłam,

tylko na razie nie wracam.

Kurtyna.

Najnowsze artykuły