Czas na zmiany

Z posłem Tomaszem Kostusiem (KO) rozmawia Ryszard Rudnik.

 

– Panie pośle, skąd u pana pomysł, by  startować w wyborach na regionalnego szefa struktur Koalicji Obywatelskiej?

– Nowy szyld KO , to są nowe szanse i nowe wyzwania. Przed nami kluczowe wybory w 2027 roku, które decydują o przyszłości państwa na kolejne lata: zostaniemy członkiem  Unii Europejskiej , czy zostaniemy rzuceni na pastwę rosyjskiej strefy wpływów. Zdecydują, czy uda nam się zatrzymać marsz skrajnych populistów.

– Wiadomo, że sytuacja jest zero-jedynkowa, ale skąd ta chęć, by przewodzić opolskiej KO?

–  Mam kompetencje, doświadczenie w pracy samorządowej, politycznej i parlamentarnej. Moje doświadczenia to trzy kadencje w Sejmiku województwa, trzy kadencje w Zarządzie Województwa, trzecia  kadencja w Sejmie, w latach 2016-21 byłem przewodniczącym PO powiatu Opole, wtedy nasze notowania szorowały po dnie, ale udało się wzmocnić pozycję Platformy w Opolu i regionie, trzykrotnie zwiększyliśmy wtedy liczbę członków PO, powołaliśmy kolejne koła, odbudowała się partyjna młodzieżówka. Mam wreszcie swój program, który będę przedstawiać na przedwyborczych spotkaniach z działaczami KO. Uważam, że w kontekście kolejnych wyborów bardzo ważne jest dobre przygotowanie organizacyjne i programowe w terenie.

– No to powiedzmy trochę o pana programie.

– Bez wątpienia konieczna jest nie kontynuacja a zmiany, w wymiarze organizacyjnym, programowym, politycznym.

– Rozumiem, że nie chce pan kontynuować linii dotychczasowego szefa KO, europosła Buły…

– Dajmy spokój nazwiskom. Po prostu uważam, że nowa polityczna formuła jaką jest Koalicja Obywatelska wymaga gruntownych zmian jeśli idzie o kwestię zarządzania partią, jej organizacji.

– Ciągle rozmawiamy ogólnie to ja spytam wprost: to dobrze, gdy szef regionalnych struktur jest zajęty w Brukseli, z dala od lokalnych spraw.

– A ja odpowiem tak – w 80 procentach szefami regionalnych struktur KO są posłowie Sejmu, w mniejszym stopniu  również marszałkowie i senatorowie. Trudno jest się spotykać z ministrami na bieżąco siedząc w Brukseli, czy też na bieżąco prowadzić sprawy związane z regionem. Posłowie mają takie możliwości.

– Jest paru parlamentarzystów z pana obozu, niekoniecznie trzeba być od razu szefem regionu, żeby mieć kontakty w centrum spraw

– Tak, i oczywiście wszyscy koledzy  parlamentarzyści Koalicji 15 października  wykonują tu swoją robotę. Tylko wie pan jak to jest, inaczej rozmawia się z jednym, drugim szeregowym posłem a inaczej posłem szefem regionu. To on powinien w imieniu  naszej koalicji zgłaszać w Warszawie nasze regionalne gruntownie przekonsultowane z lokalnymi współkoalicjantami postulaty. I dowozić nasze projekty.

– Gdy pan mówi o zmianach organizacyjnych, to co ma na myśli?

– Proponuję więcej kompetencji dla Zarządu Regionu, zarządów powiatów. Musimy się otworzyć na nowych ludzi, nowe środowiska. Jeśli myślimy o zwycięstwie w 2027 roku, musimy wyjść z opolskiej bańki, rozbudowywać struktury w powiatach, gminach, być zauważalni w małych miejscowościach. Możemy mówić o sukcesach na szczeblu samorządu województwa, samorządu w Opolu, ale już w Głubczycach, Kietrzu wygląda to zupełnie inaczej.  Musimy być bliżej ludzi, by odbudować tam zaufanie. Dziś nasze sondaże są sprzyjające, ale to za chwilę może się zmienić.

Musimy też inwestować w młodych, to przecież nasza przyszłość. Mam pomysł, by powołać regionalną akademię KO, która miałaby przygotowywać młode kadry do wyborów samorządowych i być może również do parlamentarnych.

Na pewno takim mocnym punktem w moim programie jest rozliczenie PiS. W regionie w ogóle tego nie zrobiliśmy. Robią to za nas dziennikarze, my w większości milczymy, mimo wielu sygnałów, które do nas przez osiem lat rządów PiS w regionie docierały. Nie chodzi przecież o ściganie ludzi z taką czy inną partyjną legitymacją, tylko tych, którzy dopuszczali się przestępstw, zwykłego złodziejstwa, niegospodarności.

– Koalicja Obywatelska to już tylko nie Platforma, która w niej dominuje, lecz także sojusznicy, jak Pan widzi wzajemny układ w nowej politycznej formule.

– Bardzo ważna jest współpraca, nie tylko między działaczami dawnej Platformy, Nowoczesnej, ale również szerzej, w ramach koalicji 15 października z PSL, Lewicą, Polską 2050. Dziś w regionie na tej płaszczyźnie nie ma efektu synergii. Nie chcę tu nikogo krytykować, mówię tylko o lepszej, bardziej efektywnej współpracy z naszymi koalicjantami, wypracowywaniem w tym gronie wspólnych decyzji. A tego nam w ostatnim czasie brakowało.

– Gdyby pan wygrał te wybory byłby pan pierwszym od lat regionalnym szefem struktur PO- KO z Opola. To ma jakieś znaczenie?

– W wymiarze wizerunkowym moim zdaniem ma. Trudno sobie  bowiem wyobrazić KO w regionie bez Opola. Tu się wykuwają nasze sukcesy wyborcze – samorządowe, parlamentarne, i w najbliższym czasie pewnie nic się nie zmieni. Jeśli przegramy w Opolu, przegramy w całym regionie. Ja o tym pamiętam, a jednocześnie widzę sens, żeby nie osiadać na laurach i jak już wspomniałem wzmacniać się poza stolicą regionu. Dlatego jestem przeciw kontynuacji a za zmianą naszej regionalnej polityki.

–  Jeśli przyjrzeć się nastrojom w KO, to wygląda na to, że ludzie u was raczej chcą kontynuacji a nie zmian.

– Dlatego przez te dwa miesiące do naszych wewnętrznych wyborów będę przekonywał kolegów, że zmiany są konieczne. Że kontynuacja oznacza regres. Mamy dzisiaj nowe wyzwania, brunatną falę polexitu, która nas powoli zalewa, mamy wreszcie w ramach KO nową, szerszą  formułę polityczną. Nie ma wyjścia, musimy przeorganizować naszą pracę.

– Jest taka gradacja: wróg, arcywróg, kolega z partii. Pan staje w szranki o przywództwo w regionie z Robertem Węgrzynem.

– Ja Roberta oceniam dobrze, jest skutecznym pracowitym samorządowcem, sprawnym  działaczem. Natomiast ja stawiam na zmianę, a nie na kontynuację.

 – Aluzję pojąłem, dziękuję za rozmowę.

Najnowsze artykuły