Droga do gwiazd
Aleją gwiazd idziemy… – śpiewa w jednym ze swoich przebojów Zdzisława Sośnicka. Ta opolska, Aleja Gwiazd Polskiej Piosenki, to historia fajnego pomysłu, błyskotliwych eventów, a jednocześnie orki na ugorze, która od kulis, od czasu do czasu znaczona politycznym błotkiem, przez ponad 20 lat towarzyszyła temu przedsięwzięciu.
Przez ten czas, dokładnie do 29 stycznia tego roku, Aleją zajmowała się Fundacja Stolicy Piosenki Polskiej, którą współkierowało małżeństwo Joanny i Pawła Staufferów. Tego dnia Rada Miasta Opola przegłosowała zmianę: Radni powołali dziewięcioosobową Kapitułę, w skład w której wejdą: przedstawiciel Rady Miasta, dyrektor Muzeum Polskiej Piosenki, dziennikarze muzyczni, przedstawiciel artystów już uhonorowanych gwiazdą w Alei, przedstawiciele Fundacji Stolicy Piosenki Polskiej, naczelnicy wydziałów ds. kultury i promocji.
Kapitula będzie decydować o przyznaniu corocznie 4 gwiazd artystom związanym z polską piosenką. Swoich kandydatów mogą zgłaszać fan cluby, management artystyczny, redakcje muzycznych mediów, organizacje zawiadujące prawami autorskimi, firmy fonograficzne, spadkobiercy artystów, i tu największa nowość – takie prawo mają też mieszkańcy Opola, tyle że ich wnioski muszą być poparte minimum 20 podpisami.
Generalnie zmiana polega na tym, że teraz to Miasto staje się wyłącznym organizatorem i fundatorem Gwiazd, a stronę realizacyjną przedsięwzięcia zajmie się Muzeum Polskiej Piosenki. „Za” głosowało 14 radnych, 3 radnych było przeciw, 2 wstrzymało się od głosu, 2 radnych nie wzięło udziału w głosowaniu, a 4 radnych było nieobecnych.
Szefowie Fundacji poczuli się odsunięci. Okazało się, że już na wstępie uchwała radnych ulec musi małej modyfikacji. Obecny podczas sesji wiceprezes Fundacji Stolicy Polskiej Piosenki Paweł Stauffer, oświadczył, że zrywa porozumienie, na podstawie którego troje członków fundacji plus jej dyrektor artystyczna Halina Frąckowiak mieli zarezerwowane miejsce w Kapitule. Stauffer uważa, że uchwała rady ma istotne wady prawne, wspomniał o próbie intelektualnej grabieży i zagroził, że swoich praw Fundacja dochodzić będzie na drodze sądowej.
Prezydent Opola: Aleja została odpolityczniona
– Nie wiem o jakich wadach prawnych mówił pan Stauffer – przyznaje prezydent Arkadiusz Wiśniewski. – Opole jest stolicą polskiej piosenki, Opole jest gospodarzem Rynku, właścicielem pasa drogowego gdzie znajduje się Aleja Gwiazd, Opole w znacznym stopniu finansowało ich powstawanie, więc teraz wykłócanie się z organizacją pozarządową, czy Opole ma prawo tam umieścić swoje gwiazdy, za które płaci, to w ogóle nie jest ta perspektywa, która jest warta uwagi. Nareszcie to porządkujemy.
– Aleja Gwiazd nie jest po to, żeby politycy przyznawali gwiazdy artystom za pieniądze spółek skarbu państwa, żeby Janusz Kowalski pozwalał nam, czy też nie pozwalał uhonorować jakieś nazwisko – dodaje prezydent Opola.
Na X, na wieść, że miasto ma zamiar przejąć inicjatywę w kwestii Alei Gwiazd poseł PiS Janusz Kowalski, zagroził, że Fundacja wymontuje gwiazdy z opolskiego bruku i przeniesie je tam gdzie uważa. Groźby Kowalskiego odświeżyły stare rany, te z 2017 roku. Wtedy prezydent Opola wyprosił TVP Jacka Kurskiego z Amfiteatru, gdy ten przygotował listę proskrypcyjną artystów, których z powodów politycznych nie wolno było zaprosić na opolski festiwal.
Kohabitacja festiwalowa z telewizją Kurskiego była dla miasta problemem. Zarząd Miasta zaciskał jednak zęby tolerując pojawiające się na festiwalu przejawy pisowskiej propagandy. Z dwóch powodów: Bo zdawał sobie sprawę, że jest jedynie depozytariuszem, a nie właścicielem marki opolskiego festiwalu i nie ma prawa ryzykować likwidacji imprezy, której samo miasto nie będzie w stanie poprowadzić. Druga przyczyna była taka, że zakulisowe rozmowy o współpracy z przedstawicielami innych prywatnych telewizji zakończyły się fiaskiem. Ich przedstawiciele podkreślali, że mają już swoje festiwale piosenki, i dawali jednoznacznie do zrozumienia, że ewentualne przejęcie opolskiego festiwalu niechybnie zakończyłoby się ostrym konfliktem z władzą, z którą ich układy i tak już nie były dobre.
W 2017 w związku z listą artystów wyklętych czara goryczy się jednak przelała. Miasto od początku było też przeciwne, by gwiazdą uhonorować Jana Pietrzaka, co zaproponowała Fundacja. To był akurat czas jego wyjątkowej aktywności politycznej. Jerzy Golczuk, działacz niepodległościowy i pierwszy prezes Fundacji mówił wówczas w prasie o skandalu i przypominał:
„ Fundacja miała być apolityczna. Jednak nie jest. Jako działacz opozycji PRL nie mogę nie doceniać dorobku Jana Pietrzaka. W stanie wojennym sam śpiewałem jego piosenki. Za nie gwiazda faktycznie mu się należy. Ale nie powinien jej dostać za to, co wyczynia w ostatnich latach. Mam na myśli grubiaństwo i skandaliczne komentarze na temat ludzi, którzy mają inne poglądy niż on”.
Ten pogląd wyrażony publicznie przez Golczuka podzielał Zarząd Miasta. Staufferowie, którzy już wówczas zawiadywali Fundacją postawili jednak na swoim. Ominęli tym razem prezydenta, na odsłonięcia gwiazdy nieco już wyliniałego barda PRL-u zapraszała imiennie gości ówczesna wicewojewoda Violetta Porowska, polityczka PiS.
Po wielu deliberacjach, straszeniu prezydenta Wiśniewskiego przez prezesa Kurskiego i lokalnych polityków PiS, że festiwal trafi do Kielc, 54. KFPP przeniesiono w końcu na wrzesień. Za pozostawieniem festiwalu w Opolu lobbowała również dyrektor artystyczna Fundacji, Halina Frąckowiak. Festiwalowy benefis Pietrzaka odbył się przy praktycznie pustej widowni. W końcówce widowiska dziennikarze naliczyli w amfiteatrze 200 widzów.
W 2017 roku Jerzy Golczuk nie był już w Fundacji, nie brał udziału w przygotowywaniu kolejnych gwiazd Alei, której był współpomysłodawcą. Przypadek z gwiazdą Pietrzaka ugruntował w nim jedynie przekonanie, że odchodząc postąpił właściwie:
– Zrezygnowałem już na samym początku, po pierwszej gwieździe. Dałem sobie spokój , po nieustannym wtrącaniu się do naszych prac Janusza Kowalskiego. Tam zaczęły wchodzić w grę głębsze współzależności, do których nie chcę dzisiaj wracać. W każdym razie po kilku akcjach Kowalskiego zrozumiałem, że Fundacja jest przesiąknięta politycznymi emocjami i poczuciem osobistej wdzięczności, i że to się nie zmieni. Podziękowałem temu towarzystwu.
Dziś pod decyzją przejęcia Alei Gwiazd przez kapitułę pod auspicjami Miasta Jerzy Golczuk podpisuje się obiema rękami: – Trzeba to było dawno zrobić, uważam, że prezydent ma rację porządkując wreszcie tą stajnię Augiasza.
Wiceprezes Fundacji: To byłaby kradzież
Paweł Stauffer w obszernym wywiadzie dla nto, opublikowanym w dniu podejmowania przez radnych decyzji w sprawie Alei Gwiazd, podkreśla wieloletnie bezinteresowne poświęcenia dla rozwoju przedsięwzięcia, swoje, żony i najbliższej rodziny. Nie ukrywa żalu i rozczarowania: „Przez 22 lata nie dostaliśmy ani jednej nagrody, czy podziękowania od władz miasta, regionu i kraju”. Jest dumny z osiągnięć Fundacji. Przejęcie Alei Gwiazd przez miasto nazywa wprost kradzieżą. Czuje się współautorem projektu gwiazdy. Na wstępie wywiadu wspomina: „ Zaprosiliśmy Andrzeja Czyczyłę i wspólnie zaprojektowaliśmy gwiazdę na spotkaniu w karczmie nad stawkiem Barlickiego. Tam stworzyliśmy znak rysując klasycznie na serwetce gwiazdę ze wszystkim co ma zawierać. Andrzej wygładził projekt, dodał fakturę i tak powstała gwiazda”.
W prasowym wywiadzie snuje opowieść o bezinteresownej, harmonijnej pracy Fundacji pro publico bono, zarzucając krytykom polityczne i osobiste motywacje i rzucanie kłód pod nogi. „Naszą nagrodą są uśmiechnięci turyści z dziećmi przechadzający się aleją z wbitym w dół wzrokiem i czytający nazwiska kolejnych artystów z gwiazd wmurowanych w opolski bruk”- tak kończy się ten wywiad.
Chaos razy prowizorka
Na tezę o współsprawstwie projektu graficznego gwiazdy Andrzej Czyczyło reaguje uśmiechem: – To, że ktoś mówi, że projekt mu się podoba nie znaczy, że jest jego współautorem. A opowieść o pracy na serwetkach naprawdę mnie ubawiła. Jako autor i właściciel kompozycji graficznej gwiazdy, prawa do niej przekazał właśnie miastu.
– Zrobiłem to, bo sprawę Alei trzeba wreszcie uporządkować. Wcześniej poinformowałem o mojej decyzji Pawła, powiedziałem, że robię to z myślą o mieszkańcach Opola, bo to oni są w gruncie rzeczy właścicielami Alei. Kapituła, określona liczba gwiazd, stabilny system finansowania Alei, rozwiązania, które pozwolą w czytelny sposób zdefiniować proces decyzyjny komu przyznajemy kolejne gwiazdy, czytelny klucz, który będzie tym procesem zawiadywał, możliwość sensownego zaplanowania pracy – to są wszystko atuty nowego rozwiązania zaproponowanego przez prezydenta Wiśniewskiego.
Bo Czyczyło inaczej niż wiceprezes Paweł Stauffer pamięta lata współpracy z Fundacją:
– Naprawdę miałem już dość tego nieustannego czekania na faksymile autografów, ponagleń od modelarza, kiedy będzie wreszcie materiał do odlania gwiazd, multiplikacji matryc. Tej ciągłej niepewności ile ich w końcu ma być, cztery czy siedem, na ile starczy pieniędzy i komu zostaną poświęcone. Miałem dość pracy na ostatnią chwilę, na wariata. Tej nieustannej zadyszki i tłumaczeń szefostwa Fundacji, że zaraz, za chwilę, że sprawy się dopinają, że wkrótce wszystko będzie. Zarywanie nocek, by zdążyć w ostatniej chwili – to była już rutyna około gwiazdowych przygotowań. Zdarzało się, że Ratusz zlecał mi gwiazdy dla konkretnych artystów, a do mnie dzwonił z pretensjami Paweł Stauffer, dlaczego on nic o tym nie wie. W Fundacji w moim odczuciu nieustannie toczyła się jakaś niezdrowa rywalizacja z miastem, które było przecież jej głównym sponsorem. A mnie się ciągle wydawało, że chodzi o to, by gwiazd w Alei było jak najwięcej.
W niewielkim Opolu układy zawodowe nakładają się często na płaszczyznę prywatną. Tak jest i w tym przypadku. Andrzej Czyczyło i Paweł Stauffer to koledzy z dawnej redakcji Nowej Trybuny Opolskiej.
– Dlatego zabolało – przyznaje Czyczyło – gdy Paweł na wieść, że przekazałem prawa autorskie do graficznego wizerunku gwiazd Miastu powiedział, że wbiłem mu nóż w plecy. Zastosował wobec mnie szantaż emocjonalny, o którego szczegółach nie chcę nawet mówić.
– Mnie ciągle wydaje się, że dla Fundacji współpraca z Miastem jest korzystna. Skończy się przecież ciągle szukanie pieniędzy na kolejne eventy, bo Miasto było fundatorem, ale nie stuprocentowym. Skończy się wyszarpywanie kasy skąd się da, ta nieustanna prowizorka, takie dzierganie na ile się uda. Teraz przecież o rozwoju Alei będą w Fundacji współdecydować wspólnie z Miastem, i szerzej, ze środowiskiem. Sprawy się uporządkują. Nie potrafię zrozumieć w czym problem.Problem jednak był, zakreślił go w rozmowie z Czyczyłą wiceprezes Fundacji Pawel Stauffer :
– Chodziło o to, że początkowo pomysłodawcy powołania Kapituły Alei Gwiazd, zarezerwowali w niej dla przedstawiciela Fundacji jedno miejsce – relacjonuje rozmowę Czyczyło. – Moim zdaniem i tu zgadzałem się z Pawłem, to było za mało, uwzględniając ich dotychczasowy wieloletni wkład. Zdecydowałem się mediować. Umówiłem nas Pawłem z Grzegorzem Marcjaszem, sekretarzem Urzędu.
Był poniedziałek, panowie doszli do porozumienia. Stanęło na tym, że Ratusz zaproponuje przedstawicielom Fundacji 3 miejsca w 9-osobowej Kapitule plus czwarte ekstra dla dyrektor artystycznej Fundacji Haliny Frąckowiak.
– Po wyjściu z gabinetu Marcjasza Paweł dziękował mi jowialnie za pomoc. Wszystko było dobrze, a cztery dni później, w piątek dowiedziałem się, że umowa już nie jest aktualna. Stauffer podczas sesji Rady Miasta zerwał porozumienie. Nie wiem o co tu chodzi.
Kontakty z Fundacją nie najlepiej wspomina Ferid Lakhdar, wiceprezes Stowarzyszenia Autorów ZAIKS:
– Fundacja występowała do nas o wsparcie finansowe, niestety działali nieprofesjonalnie. Przy lekturze wniosków miałem wrażenie, że pisali je na kolanie, przesyłali je za późno, na ostatnią chwilę. To absolutnie nie przysparzało Fundacji powagi, my również mieliśmy poczucie, że traktowani jesteśmy niepoważnie. Niedociągnięcia tłumaczyli tym, że są sami, że nikt im nie pomaga, to były uwagi zupełnie pozamerytoryczne. Nas jako Stowarzyszenie z ugruntowaną pozycją obowiązują procedury, również dotyczące finansowania pewnych przedsięwzięć, i absolutnie w tej sferze nie działamy na zasadzie straży pożarnej. Z naszego punktu widzenia zmiana zasad funkcjonowania Alei Gwiazd Polskiej Piosenki to bardzo dobra wiadomość.
Sprawy już się toczą
Jarosław Wasik dyrektor Muzeum Polskiej Piosenki, a jednocześnie człowiek z branży, autor piosenek i wykonawca, znawca i badacz opolskich festiwali widzi to tak:
– Gdy Fundacja Stolicy Piosenki Polskiej rozkręcała działalność, rzeczywiście niewiele się działo w mieście wokół samego festiwalu. Aleja Gwiazd to był bardzo dobry pomysł. Ale czasy się zmieniają, minęły dwie dekady, Opole mocno postawiło na brand Stolicy Polskiej Piosenki, mamy szereg imprez okołofestiwalowych. Fakt, wielu uznanych artystów ma już na Rynku swoje gwiazdy, no ale skoro się festiwalowo profesonalizujemy, to również czas najwyższy, by sprofesjonalizować bardziej sam format przyznawanie tych wyróżnień. Opracować czytelny regulamin. Dotąd często management artystów dzwonił do mnie pytając co mają zrobić, by ich podopieczni zostali uhonorowani w opolskiej Alei. Dla nich nie było nawet jasne z kim tam mają rozmawiać, nie było czytelnego regulaminu, ustalonych reguł działania, czytelnego kanału kontaktu. Odsyłałem ich do Fundacji, potem docierały do mnie sygnały, że nie doczekali się stamtąd żadnej odpowiedzi.
Teraz Muzeum Polskiej Piosenki będzie organizować pracę Kapituły, przyjmować zgłoszenia, i kontaktować się z wnioskodawcami.
Dobrymi chęciami, i tak dalej…
– Dotąd przyznawaniem gwiazd rządził chaos – podkreśla Arkadiusz Wiśniewski. – Nigdy do końca nie wiadomo było ile ich będzie i komu będą poświęcone. Nie do końca jasny był klucz doboru nazwisk, takim przykładem była ostatnio gwiazda dla pani Ewy Śnieżanki. Nikt nie rozumiał tego klucza: Z całym szacunkiem dla tej pani, ale jest wielu bardziej zasłużonych dla polskiej piosenki artystów, którzy swojej gwiazdy u nas jeszcze nie mają. Nie ma Zdzisława Sośnicka, Anita Lipnicka, Natalia Kukulska… Co rodzi podejrzenia, że często donatorzy Fundacji mogli mieć wpływ na kandydatury, a nie miało go miasto, choć ponosiło większość kosztów. Powrót Alei do miasta jest po prostu najwłaściwszy.
– Ja tu czegoś nie rozumiem, chcieliśmy współpracować z Fundacją, uporządkowaliśmy zasady przyznawania gwiazd, zapewniliśmy stabilne finansowanie, włączyliśmy w proces branżę muzyczną, samych mieszkańców Opola. Jednocześnie słyszę jak ciężko przedstawiciele Fundacji harowali, jak się poświęcali, nie mając w zamian nic oprócz satysfakcji. Rozumiem i doceniam poświęcenie, ale gdy chcemy pomóc, ułatwić, unormalizować, bo Aleja Gwiazd Polskiej Piosenki to przecież prestiżowe miejsce nas wszystkich, to nasze, Opolan, miasto, nasza sprawa, wtedy wiceprezes Fundacji oskarża nas o kradzież i odzywa się poseł Janusz Kowalski strasząc, że wydłubie gwiazdy z Rynku i gdzieś tam je sobie zabierze. A jednocześnie wiceprezes Stauffer publicznie zapewnia na sesji , że z Kowalskim nie ma od dawna żadnego kontaktu. To jakim prawem Kowalski chce tu sobie cokolwiek wydłubywać?
Prezydent Wiśniewski ma silne przekonanie, że gwiazdy to nie biuro poselskie Janusza Kowalskiego. Ich tak łatwo do Zamościa sobie nie przeniesie.
Ryszard Rudnik








