Jeść pączka czy nie jeść, oto jest pytanie
Tradycja zobowiązuje, trzeba zjeść chociaż jednego. Pączek wiadomo – bomba kaloryczna, ale to nieprawda, że najlepiej jest go spalić podczas aktywności fizycznej – dowodzi dr Małgorzata Słoma-Krześlak z Zakładu Żywienia Człowieka Wydziału Zdrowia Publicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Po pierwsze, dowodzi pani doktor, aktywność fizyczna nie może być formą kary za jedzenie, bo to buduje fałszywe wzorce zachowań. Próba zrównoważenia nadwyżki kalorycznej wyłącznie poprzez trening fizyczny jest strategią nieefektywną i ignoruje fakt, że organizm zużywa większość energii na podstawowe procesy biologiczne, które zachodzą niezależnie od tego, czy zjedliśmy pączka, czy nie.
Co więcej, gwałtowny wzrost aktywności fizycznej, by spalić posiłek może wywołać reakcje obronne. Badania wykazują, że u osób, które próbują drastycznie zwiększyć wydatek energetyczny, dochodzi do nieświadomej redukcji aktywności w pozostałej części dnia. Polega to na tym, że człowiek „odpokutowujący” pączka staje się bardziej statyczny — mniej się wierci, częściej siada, unika schodów — co może zniwelować nawet 300-500 kcal z rzekomego deficytu wypracowanego na bieżni.
Gwałtowne spalanie pączka to droga ku …depresji
Pani doktor podkreśla: Fizjologia wskazuje, że kluczowe jest nie to, ile kalorii „spalimy” w trakcie 30 minut biegu, ale jak zjedzony produkt wpłynie na gospodarkę hormonalną w skali całego dnia. Wysoki poziom insuliny po zjedzeniu pączka skutecznie blokuje procesy utleniania kwasów tłuszczowych na kilka godzin, co sprawia, że trening wykonany bezpośrednio po posiłku spala głównie glukozę, a nie tkankę tłuszczową, o której myślą osoby stosujące model kompensacyjny. Jeśli już decydujemy się na „spalanie” pączka, to raczej później, nie od razu po konsumpcji
Traktowanie ruchu jako narzędzia do „wymazywania” jedzenia jest jednym z najsilniejszych powodów zaburzeń odżywiania. Jeśli ktoś ćwiczy nie dla zdrowia, siły czy przyjemności, ale z powodu lęku, wstydu i poczucia winy wywołanego jedzeniem, naraża się na bulimię sportową. A to może być prosta droga do depresji, myśli obsesyjno-kompulsywnych o kaloriach, czyli generalnie do rzeczy znacznie gorszych niż zjedzenie pączka bez poczucia winy.
Jeden dzień nie stanowi o sylwetce
Przy Tłustym Czwartku pamiętajmy też może o najważniejszym: Jeden dzień nie wpłynie na kształt naszej sylwetki. Jeden dzień nadwyżki kalorycznej nie decyduje o przyroście tkanki tłuszczowej, lecz chroniczny nadmiar energii w dłuższym przedziale czasowym.
Jeśli średnie zapotrzebowanie człowieka wynosi 2000 kcal dziennie , co sumuje się do 14000 kcal tygodniowo, zjedzenie trzech pączków (ok. 1000 kcal nadwyżki) jednego dnia podnosi średnią tygodniową do 2142 kcal dziennie. Taka różnica, o ile nie powtarza się regularnie, jest często niwelowana przez naturalne mechanizmy, takie jak wzrost termogenezy poposiłkowej, czy spontaniczne ograniczenie apetytu w dniach kolejnych.
Badania długoterminowe pokazują, że osoby o elastycznym podejściu do diety, które pozwalają sobie na planowane odstępstwa (takie jak Tłusty Czwartek), odnoszą większe sukcesy w utrzymaniu wagi niż osoby stosujące sztywne restrykcje .
Czyli jedzcie dziś pączki i nie przejmujcie się, byle tylko Tłuste Czwartki nie powtarzały się u Was co drugi dzień.
Oprac.. Rud



