Ex Bono, czyli zmierzajmy do dobrego

Jak bumerang wraca historia opolskiej fundacji Ex Bono, prowadzonej przez wuja opolskiej radnej PiS Małgorzaty Wilkos, od lat związanej z politykami Suwerennej Polski. Z ostatniego reportażu TVN ludzie w Polsce dowiedzieli się tego, co już wiadomo w Opolu od dawna, o czym jako pierwszy pisał Piotr Guzik jeszcze w nto przed pisowskimi zmianami w dzienniku: Fundacja bez doświadczenia wygrała przetarg na w sumie 9 milionów złotych, by pomagać ofiarom przestępstw. Wygrała, choć nie miała narzędzi, kadry, odpowiedniej siedziby i jakichkolwiek możliwości, by zrealizować zadania, których się podjęła. Jedyne co miała to polityczne plecy.

Dziś radna Wilkos tłumaczy, że pomagała tylko krewnemu, który miał na emeryturze pomysł jak pomagać ludziom. I dlatego nosiła dokumenty do KRS i jako obca osoba miała dostęp do bankowych  wypisów z konta fundacji. Rzecz w tym, że w ten wolontariat nie uwierzyli kontrolerzy NIK, który wprost w raporcie z kontroli Ex Bono piszą, że prezes fundacji spełniał w niej rolę słupa. Nie kojarzą go nawet pracownicy. Prezes widniał, ale go nie było. Trzeba przyznać szczerze, że ta działalność wydała się dymana Ministerstwu Sprawiedliwości jeszcze za czasów Zbigniewa Ziobry, więc po kontroli resort cofnął umowę. Ex Bono udało się uzyskać jedynie 850 tysięcy z pierwszej transzy, z czego wydano 300 tysięcy, reszta wróciła do Funduszu Sprawiedliwości.

Ale problem nawet nie w tym, ile fundacji udało się wydać i czy rachunki są rzetelne. Lecz w tym, że ludzie potrzebujący pomocy w regionie zostali jej pozbawieni, wskutek nie dających się zrozumieć motywów przy rozstrzygnięciu konkursu na ministerialne fundusze. Bo jeśli przetarg na opiekę wygrywa fundacja, która znana jest tylko z jednej konferencji, jej prezesem zostaje emeryt, który ma problem z dojazdem do Opola i załatwieniem podstawowych formalności związanych z jej funkcjonowaniem, to na jakiej podstawie ministerstwo uznało go za najlepszego organizatora pomocy potrzebującym?  Że szparka krewna mu pomoże? Jedyny motyw jaki się tu sam narzuca, to przesłanka polityczna.

Zarzuty NIK po kolei umarzała prokuratura kierowana przez Ziobrę. I to jest kolejny element tej afery. Dziś po. szefa Suwerennej Polski Patryk Jaki grzmi, że starający się wyjaśnić tę sprawę mają krew na rękach, bo prezes w międzyczasie umarł. Deklaruje, że będzie namawiać rodzinę zmarłego, by dochodziła swych praw w sądzie. Twierdzi, że sprawy wyglądają zupełnie odwrotnie, znaczy jak? Było super i Ministerstwo Sprawiedliwości, którym współkierował  wycofało się z umowy Ex Bono bez powodu? Pozew to dobra decyzja, być może za sprawą europosła Jakiego sąd zajmie się Ex Bono szybciej niż w wyniku ciągnącego się jak flaki z olejem śledztwa Prokuratury Krajowej.

Bo to, co jest dodatkowo oburzające w tej aferze, to fakt, że jej wyjaśnienie okoliczności sprawy trwa latami. Mimo jednoznacznego raportu kontrolerów NIK i trwającego w nieskończoność śledztwa prokuratorskiego. Przy czym raport NIK jest już właściwie gotowym aktem oskarżenia.

A konsekwencją jest start i wybór radnej Wilkos na kolejną kadencję w Radzie Miasta. Ile razy jeszcze będzie ona uciekać z posiedzeń rady ścigana pytaniami dziennikarzy? Ile jeszcze będziemy czekać na wyrok sądu przesadzający czy jest, czy nie jest ona godna społecznego zaufania? Zwłaszcza wyborcom PiS należy się wyjaśnienie, czy czasem nie zostali zrobieni w balona, a sama radna nie pozostaje aby kozłem ofiarnym nieudanej grubszej finansowej mistyfikacji.

Ryszard Rudnik

Najnowsze artykuły