Nadzieja naszego sportu: Fajnie jest sobie polatać

Jedna z (o)polskich nadziei lekkoatletyki trenuje skok wzwyż w AZS-ie Politechnika Opolska, a uczy się w I PLO.

Katarzyna Kokot, bo o niej tu mowa, triumfowała w dwóch ostatnich mistrzostwach Polski do lat 18 w skoku wzwyż. W hali z kolei w tym czasie zdobywała złoto i brąz. Ma na koncie także m. in. srebro MP U16 oraz złota Akademickich Mistrzostw Polski i Ogólnopolskich Igrzysk LZS. Zaczynała w klubie Podium Kup, a teraz reprezentuje AZS Politechniki Opolskiej. Dzięki temu może też liczyć na stypendium klubowe i od prezydenta miasta Opola. Jej trenerem jest Jacek Dziuba. Całkiem niedawno reprezentowała Polskę podczas międzynarodowego czwórmeczu lekkoatletycznego z Węgrami, Czechami i Słowacją.

 

Dlaczego akurat ten sport?

– W 6 klasie szkoły podstawowej mieliśmy na wychowaniu fizycznym zajęcia ze skoku wzwyż i razem z kolegą uzyskaliśmy najlepszy wynik. Niedługo po tym, w hali liceum w Dobrzeniu Wielkim, odbyły się zawody w ramach „Lekkoatletyki dla każdego”. Uzyskałam wówczas 140 cm, co było drugim rezultatem całych tych zmagań. Później ze szkołą jeździłam na zawody międzyszkolne czy wojewódzkie mistrzostwa, a po niedługim czasie wypatrzył mnie trener Mirosław Olszewski. Potem dzięki niemu pojechałam na obóz sportowy do Ostrzeszowa, gdzie bardzo mi się spodobało i pierwszy raz miałam kontakt z ludźmi, którzy już trochę się tym zajmują. Gdy wróciłam dostałam propozycję trenowania i zgodziłam się. Spodobał mi się ten sport przez to jak wygląda i za jego niezwykłość. Robię to teraz z pasji, bo szczerze mówiąc, fajnie jest sobie „polatać”. Jest to niezwykle przyjemne, gdy się skacze coraz wyżej i wyżej, a mój rekord życiowy to 180 cm.

Pytam, ponieważ wcześniej były balet i szczypiorniak.

– Zaczęłam tańczyć jako sześciolatka w 2010 roku. W 2017 roku doszła piłka ręczna i było to bardzo trudne do połączenia, niemniej jakoś dawałam radę. Gdy jednak zainteresowałam się na poważniej lekkoatletyką, to trzeba było już coś wybrać i zaprzestałam tańca. Była to jednak rzecz, którą ro biłam osiem lat i bardzo kochałam. Zresztą kocham dalej, zważywszy na to, że kilka układów jeszcze pamiętam i co chwilę wykonuję różne baletowe kroki. Do tego pointy baletowe, dalej leżą u mnie w szufladzie. Z kolei w piłkę ręczną grałam trzy lata i szło mi dość dobrze, bo np. dostałam się do kadry województwa opolskiego. Musiałam w tamtym momencie dzielić czas między naukę a dwie dyscypliny i wciąż nie było łatwo. Potem, gdy nadszedł czas na szkołę średnią, to już nie za bardzo miałam możliwość połączenia tego wszystkiego. Dlatego trzeba było podjąć kolejną trudną decyzję o odejściu, tym razem od piłki ręcznej i nie ukrywam, że także było bardzo ciężko. Tym bardziej, że był to też moment, w którym otrzymałam powołanie do kadry kraju w swojej kategorii wiekowej. Czasami bardzo mi brakuje tego sportu w życiu.

Był czas, że trenowałaś i brałaś udział także w różnych zawodach w ramach lekkoatletyki. W czym jeszcze poza skokiem wzwyż?

– Dwa lata temu próbowałam swoich sił w pięcioboju. Udało mi się nawet dostać na mistrzostwa Polski, które skończyłam na dziewiątym miejscu. Pięć różnych konkurencji w ciągu dwóch dni było świetnym doświadczeniem, ale nie wiem czy dałabym radę trenować tak na dłużej i mieć w tym dobre wyniki. Dlatego właśnie podziwiam wieloboistów. Teraz już jednak trenuję tylko pod kątem skoku wzwyż.

I to dużo, zarówno w klubie jak i w domu…

– Łącznie sześć dni w tygodniu. To, jak zajęcia są ułożone, zależy od danego okresu: czy jest to sezon przygotowawczy czy startowy. Teraz jeszcze jest ten drugi, zatem wygląda to tak, że mam siłownię, potem skoczność, szybkość, ogólnorozwojowe ćwiczenia, znowu skoczność i technika. Niekoniecznie wszystko w tej kolejności. W domu też sama robię różne ćwiczenia stabilizacyjne, czy to na mięśnie brzucha, czy na stopę, kolano, itp.

Jak udaje ci się teraz połączyć trenowanie z nauką?

– Jest to trochę skomplikowane i trudne, ale daję radę. Zaczyna się rok szkolny i będzie to wyglądać mniej więcej w ten sposób, że najpierw jadę autobusem do szkoły o godz. 7, lekcje zazwyczaj kończę o godz. 15 i potem trening. W domu jestem około godz. 18 lub 19. Czyli wychodzi na to, że czeka mnie cały dzień w ruchu, a trzeba mieć jeszcze energię, żeby się pouczyć.

Jakby nie było, sport to nie tylko przyjemność i sukcesy, ale też mnóstwo wyrzeczeń.

– Niestety są rzeczy, które także bardzo chciałabym robić, ale nie mam na nie czasu. Jak choćby spotkania z koleżankami. Nie tylko w szkole czy na treningu, ale tak żeby sobie na spokojnie wyjść na dwór czy do centrum handlowego. Gdy wracam z treningu jest już późno i zazwyczaj nie mam zbyt wiele wolnego, a zawsze jeszcze jakieś zadanie się znajdzie. W weekendy natomiast nie mam siły po całym tygodniu, a do tego to też taki mój czas na regenerację. Coś za coś.

Planujesz jednak „zostać” przy lekkoatletyce jak najdłużej?

– Jak już mówiłam, lekkoatletykę uprawiam z pasji do tego sportu. Lubię polatać coraz wyżej i wyżej i to jest cudowne uczucie. Chcę zajmować się tym jak najdłużej, osiągać coraz lepsze wyniki i zdobywać coraz większe sukcesy. Naukę i trenowanie staram się łączyć najlepiej jak umiem. Tak, żeby nic nie przeszkadzało ani w jednym, ani w drugim.

Zmierzam do tej kwestii, bo całkiem niedawno obserwowaliśmy Igrzyska Olimpijskie, gdzie polscy lekkoatleci zaprezentowali się świetnie. Takie starty to też Twój cel?

– Marzeniem chyba każdego sportowca jest wystąpienie na tej imprezie. To musi być piękne uczucie, którego też bym chciała doświadczyć. Samo patrzenie na lekkoatletów, którzy cieszą się z tego, że tam są, daje motywację do dalszej pracy, a co dopiero, gdy wchodzą na podium. Za kilka lat chciałabym oczywiście trenować dalej, ale myślę również o skończeniu studiów fizjoterapeutycznych i potem o pracy w tym zawodzie.

*Rozmowa ukazała się w październikowym wydaniu magazynu „Opole i Kropka”.

Fot. Maciej Róg