Gorzka lekcja edukacji zdrowotnej

W zamyśle obecnych władz oświatowych edukacja zdrowotna ma zwiększyć świadomość fizjologii ludzkiego ciała, być promotorem zachowań prozdrowotnych, pomagać w budowie międzyludzkich relacji. Ma, ale dla znaczniej grupy polskich uczniów raczej miała. W Opolu na zajęcia z tego przedmiotu w szkołach podstawowych rodzice zapisali 55 proc. uczniów, a w szkołach średnich zaledwie 9 procent.

Przedmiot, który miał być wsparciem i pomocą dla uczniów (klas IV-VIII) w podstawówkach i szkołach średnich stał się najsampierw narzędziem politycznej walki między stroną rządową i opozycją. Ideologicznym granatem, który wybuchł zanim jeszcze rozbrzmiał pierwszy wrześniowy dzwonek. Gdy Koalicja 15 października sama ze sobą nie mogła się dogadać co do zasad wprowadzania nowego przedmiotu i wpadła na pomysł kolejnych zajęć nadobowiązkowych, wiadomo było, że nowa oświatowa  inicjatywa zmierza ku porażce.

Przyczyn jest zresztą więcej. Jedną z zasadniczych jest zbyt krótki czas na przygotowanie  kadry nauczającej – co podkreśla samo grono pedagogiczne. W efekcie wielu uczniów, zwłaszcza w szkołach średnich uświadomiło sobie, że na nowych zajęciach praktycznie  dowiedzą się tego samego co na biologii, zresztą często na zajęciach prowadzonych przez tego samego nauczyciela, więc jaki to ma sens.

Wbrew pozorom triumf opozycji, że oto uczniowie szkół średnich i rodzice roczników szkoły podstawowej, zagłosowali odmową w imię prawicowych wartości, zwłaszcza w grupie ponadpodstawowej jest jednak mocno na wyrost. Wśród uczniów szkół maturalnych funkcjonuje od dawna daleko idący praktycyzm. Uczniowie nie uczą się wszystkiego, ale głównie przedmiotów, które będą miały znaczenie przy wyborze studiów. Przedmioty nadobowiązkowe na liście preferowanych znajdują się więc na szarym końcu. A czas jest często dla nich na wagę indeksu dobrej uczelni, więc po co go marnować.

Pomysłodawcy nowego przedmiotu argumentują, że jego przeciwnicy nawet nie zajrzeli do podstawy programowej, gdzie przecież w najmniejszym stopniu nie występują strachy, którymi zrażali ludzi: w tym osławiona seksualizacja dzieci.  Problem w tym, że podstawy programowej nikt z rodziców nie czyta. A akcja informacyjna Ministerstwa Edukacji związana z edukacją zdrowotną była tak kulawa jak wiedza, której w tej kwestii nie tylko uczniom ewidentnie u nas brakuje.

Politycy opozycji świętują zwycięstwo, bo w skali kraju na edukację zdrowotną uczęszczać będzie około połowa uczniów, im mniejszy ośrodek, tym jest ich mniej. W tej sprawie wszyscy jednak są przegranymi. Jakakolwiek ideologizacja edukacji jest zawsze porażką.

Ryszard Rudnik

Najnowsze artykuły