Jeśli się burmistrz sprawdził, niech ma prawo być wybrany

PSL chce znieść obowiązującą od 2018 roku zasadę dwukadencyjności dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, która według statystyk partii spowoduje utratę pracy nawet 60 proc. samorządowców w 2029r. Lecz projekt ustawy to nie tylko dyskusja o przepisach – to również pytania o demokrację lokalną, zaufanie mieszkańców i przyszłość młodych w polityce. Inicjatywę ludowców popiera wielu opolskich samorządowców.

-Przede wszystkim to nie ja tak uważam, tylko uważają tak mieszkańcy, samorządowcy, przedstawiciele i liderzy naszych ugrupowań, które tworzą rząd – mówi Marcin Oszańca lider opolskiego PSL. W jego ocenie obecne przepisy naruszają zasadę równości wobec prawa. – Nie może być tak, że wójtowi, burmistrzowi i prezydentowi miasta ogranicza się prawa wyborcze, a posłowie czy senatorzy, którzy te prawo stanowią mogą nieskończoną ilość razy zasiadać w parlamencie i takich przykładów jest bardzo dużo, szczególnie w PIS-ie, który te prawo przecież wprowadzał w 2018r. Dotyczy to też innych szczebli samorządów jak np. starostów, marszałków – tam nie ma ograniczeń dwukadencyjności, a wójt, burmistrz, prezydent jest osobą, która ma największy mandat zaufania, dlatego jest wybierany w wyborach bezpośrednich – dodaje.

Również Katarzyna Gołębiowska-Jarek, wójt gminy Dąbrowa ocenia wprowadzenie limitu kadencji jako polityczne posunięcie.  – Samorząd istnieje w Polsce od 35 lat i jest najlepszą rzeczą jaką nam ludziom jako obywatelom kraju się przydarzyła. W mojej ocenie, dwukadencyjność wprowadzono w 2018r. w celu upolitycznienia gmin. Czysta polityczna kalkulacja. Polityka w małych gminach? To samobójstwo. Uważam, że takie rozwiązanie to krok w tył. Samorządność to przede wszystkim zaufanie mieszkańców. Jeśli społeczność chce kontynuować współpracę z danym gospodarzem, powinna mieć do tego prawo. Kadencyjność powinna być w rękach obywateli, a nie odgórnie narzucana. Uważam, że dwukadencyjność może bardziej zaszkodzić lokalnym wspólnotom niż pomóc. Jeśli ustawodawca jednak miał taki pomysł to powinien go wprowadzić na każdym szczeblu – mówię o posłach w Sejmie, bo wtedy w ławach sejmowych zasiadaliby doświadczeni samorządowcy, którzy znają potrzeby małych środowisk. – wyjaśnia.

Włodarze i tak się zmieniają

Oboje rozmówców przyznaje: Co wybory około 40 proc. włodarzy jest w sposób naturalny wymienianych. Marcin Oszańca podkreśla: – Nawet pokazują to przykłady z województwa opolskiego – gmina Otmuchów, Grodków i Olesno – wieloletni burmistrzowie. Takich sytuacji w województwie opolskim było bardzo dużo, wieloletni wójtowie, burmistrzowie stale byli wymieniani, w ostatnich wyborach samorządowych chociażby. Tu w okolicach Opola przecież w Dąbrowie, Turawie i Łubnianach – to są takie przykłady gdzie doszło do wymiany pokoleniowej i nie było trzeba do tego żadnej ustawy czy ograniczeń. Po prostu mieszkańcy stwierdzili, że wybiorą kogoś innego, bo ten kandydat lepiej pasuje i lepiej będzie ich reprezentował.

-Projekty infrastrukturalne, edukacyjne, środowiskowe – to procesy kilkuletnie. Każda zmiana lidera to długi czas wdrożenia, brak spójnych działań i inne priorytety. Samorząd to wielodziedzinowość – zadania inwestycyjne, zarządzanie kryzysowe, obrona cywilna, gospodarka przestrzenna czy ochrona środowiska. Trzeba w każdym temacie naprawdę się orientować. Pozyskiwanie zewnętrznych środków i polityka finansowa w sektorze publicznym – najmniejszy błąd może kosztować wiele. – mówi wójt gminy Dąbrowa.

Marcin Oszańca podkreśla, że wymiana lidera nie może być sztuczna: – Właśnie to jest główny cel zmiany tej ustawy, bo obecna ustawa czyli dwukadencyjność osłabia realizację planów długoterminowych, bo pozyskiwanie środków i realizacja inwestycji – jeżeli ktoś był w samorządzie to wie, że budowanie drogi czy pozyskanie środków, przygotowanie dokumentacji przykładowo na obwodnicy południowej Opola jest procesem naprawdę wieloletnim i nie ma pewności jaka będzie polityka kolejnego włodarza, który w sposób sztuczny np. zostanie prezydentem sztucznie w tym sensie, że poprzedni nie będzie mógł kandydować. Jest też jedna rzecz – bycie wójtem, burmistrzem nikt się nie nauczy w szkole – to jest wiedza interdyscyplinarna i przede wszystkim związana z administracją, zarządzaniem kryzysowym i tak naprawdę tego się można w pół kadencji nauczyć, a drugie pół realizować. Znam wielu samorządowców, którzy są na swoich stanowiskach kilkanaście lat i chciałbym mieć taką pasję jak oni, gdy opowiadają o swoich gminach, inwestycjach, mieszkańcach jednostkowo bo każdego już znają, jego  indywidualne potrzeby. Widzę tą pasję, zaangażowanie niezależnie od tego ile lat pracują bo jeżeli to jest czyjąś pasją, jest tym to co kocha, niezależnie od tego ile lat piastują ten urząd z taką samą intensywnością wypełniają swoje zadanie. – podkreśla lider opolskich ludowców.

Krótka kadencja sprzyja decyzjom na krótką metę

– Przychodząc na chwilę, nie będziemy podejmować niewygodnych decyzji w swoich miejscowościach i w swoim otoczeniu. Przykładowo, po co podnosić podatki i i tym samym denerwować  sąsiadów i narażać się na niepotrzebne konflikty i komentarze, po co wchodzić w ryzykowany trudny projekt i odpowiadać za jego finansowanie, po co zezwolić np. na uruchomienie zakładu produkcyjnego, który co prawda zapewni miejsca pracy ale wzbudzi protesty okolicznych mieszkańców.  I do czego to doprowadzi ? do stagnacji, marazmu i zatrzymania rozwoju. Długoletnie zarządzanie gminą przez właściwego człowieka jest możliwe jeżeli zasłużymy na pozytywną ocenę ze strony mieszkańców, a to jest możliwe kiedy podejmujemy odważne decyzje, działamy dynamicznie i skutecznie, mamy długofalową wizję rozwoju gminy. Jeżeli lider współpracuje, słucha, oddaje przestrzeń do działania sołtysom, radnym, młodzieży czy NGO – to nie ma mowy o „układzie”. Długoletnie zaufanie może oznaczać efektywność, a nie stagnację. – dodaje wójt Katarzyna Gołębiowska-Jarek  – Startować na wójta może każdy. Musi jednak przekonać swoim zaangażowaniem, doświadczeniem i pomysłem dla mieszkańców swojej gminy.

Marcin Oszańca zachęca młodych do działania, ale uczciwie ostrzega: – To nie jest tak, że wszystko jest zabetonowane tylko trzeba troszeczkę wysiłku włożyć w to, żeby gdzieś zaistnieć. Na początek trzeba znaleźć sobie swoją niszę, pomysł na siebie i go konsekwentnie realizować. Nie łapać się wszystkich tematów czy też rzucać się z motyką na księżyc, tylko znaleźć sobie jedną rzecz którą w swoim otoczeniu chciałoby się zmienić, ale taką realną do zmiany i konsekwentnie iść w tym kierunku i jeżeli się to uda to dostanie się dostrzeżonym przez lokalną społeczność, idąc dalej można myśleć o karierze samorządowej bo bardzo jest potrzebna świeża młoda krew i młodzi ludzie bo wielu samorządowców, radnych, jest już w wieku emerytalnym czy nawet już dawno po, ale brakuje właśnie takich młodych, zaangażowanych ludzi, którzy chcieliby coś zrobić i zmienić, tylko to rzadko się udaje w sposób rewolucyjny, raczej ewolucyjny i przy współpracy z bardziej doświadczonymi samorządowcami, którzy swoją wolną wolą zawsze mogą dopomóc, a tej pasji, energii młodych osób nie da się niczym zastąpić.

Co zrobi prezydent?

Projekt PSL trafił już do Sejmu. Na decyzję będzie miał wpływ również prezydent Karol Nawrocki. – Na pewno Nawrockiemu będzie również zależało na niektórych ustawach, i pomysłach. Jak to w polityce, będzie trzeba usiąść do stołu i nad tym rozmawiać, co jest możliwe. Jeżeli Karol Nawrocki zawetuje tą czy inną ustawę, która jest dobrą ustawą dla Polek i Polaków to bierze na siebie odpowiedzialność za to, że ona nie wejdzie w życie – będzie miał cały pakiet ustaw deregulacyjnych, które poprawią jakość życia naszych przedsiębiorców, ułatwią życie mieszkańców i jednym z projektów ustaw będzie też zniesienie dwukadencyjności. Jeżeli decyzja Karola Nawrockiego będzie taka, że tego nie podpisze, to odpowiedzialoność spada na niego samego. Co innego jest mówić, co innego decydować. Zupełnie inaczej waży podpis prozydenta niż polityczna dyskusja w przestrzeni publicznej.” – stwierdza Oszańca.

Tymczasem samorządowcy czekają na jasne stanowisko: czy ich kompetencje będą nadal ograniczane ustawowo, czy może wreszcie zaufa się obywatelom, że potrafią wybierać tych, którym ufają, lub chcą zaufać.

Ilona Sukmanowska

Najnowsze artykuły