Księga bajek profesor Simonides

To była niezwykła gawęda w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej z prof. dr hab. Dorotą Simonides o jej najnowszej książce „KSIĘGA BAJEK OPOLSKICH.  Z dziedzictwa kulturowego Opolszczyzny”. 400 zebranych przez nią bajek było świetnym pretekstem do wspomnień i zaakcentowania, jak kultura i regionalna tożsamość są ważne.

– Odpowiadając na liczne prośby Czytelników, wydanych przeze mnie wcześniej – a już niedostępnych – pięciu zbiorów bajek, zdecydowałam się przejrzeć raz jeszcze swoje archiwum. Tym razem wybrałam do druku wyłącznie teksty opolskie – zaznacza prof. Dorota Simonides.

Trudna sztuka bajkoznawstwa

Profesor podczas powodzi Tysiąclecia w 1997 roku w ostatniej chwili uratowała część zbiorów. Kto wie, może dlatego dzisiaj możemy się cieszyć z najnowszej „Księgi Bajek Opolskich.

– Wszystko trzymałam w garażu, bo nie miało się szans zmieścić w pokoju na uczelni. Zdążyłam niektóre rzeczy wywieść do syna, który mieszkał w Kępie. Niektóre później udało się zrekonstruować – przypomina.

Księga zawiera zarówno te dawniej publikowane opowieści, jak i ich inne warianty, oraz teksty nowe.

– Mam nadzieję, że w ten sposób realizuję życzenie Czytelników, aby umożliwić młodszym pokoleniom zapoznanie się z bajkami ich rodziców i dziadków – tłumaczy.

Co spowodowało, że zainteresowała się bajkami? Pewnego dnia w 1949 roku do Liceum przy Bonczyka (założonego przez inną słynną Opolankę, pierwszą doktor Ślązaczkę Stefanię Mazurek – przyp. red.), gdzie się uczyła, przyszła delegacja z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rozdali uczniom kwestionariusze i poprosili, żeby w domu rozpytać najbliższych nie tylko o zwyczaje, obrzędy i wierzenia, ale także o bajki.

– Ja nazbierałam ich najwięcej, więc wybitny etnograf, prof. Kazimierz Moszyński powiedział mi, że koniecznie powinnam studiować w Krakowie właśnie etnografię. Po maturze okazało się jednak (był 1951 rok), że kierunek zmienił nazwę na „historia kultury materialnej”. Rodzice orzekli więc, że komunizmu studiować nie będę i poszłam na polonistykę. Ale w Krakowie spotkał mnie profesor Moszyński i natychmiast zaciągnął na etnografię tłumacząc, żebym nie sugerowała się nazwą – wraca do tamtych czasów.

Zdaniem profesor Simonides bajkoznawstwo to jedna z najtrudniejszych dziedzin literatury światowej. Całe mnóstwo tysięcy wątków od starożytności począwszy. I te światowe wątki, które osiadły również na Śląsku, bajkoznawca musi odkryć. Wiedzieć, który jest w danym kraju i regionie najbardziej ulubiony, oswojony oraz zadomowiony.

Niezwykłe są wspomnienia profesor Simonides z lat 50. i 60. ubiegłego wieku, gdy wspólnie ze studentkami, jeździła po całym regionie, aby ocalić od zapomnienia wspomnienia miejscowej ludności. A było to zadanie trudne, a nawet niebezpieczne, nie pozbawione jednak czasami zabawnych sytuacji.

Bajki i „smutni panowie”

W 1840 roku przyjechał do naszego regionu Rosjanin Izmaił Sriezniewski. Chciał badać gwarę śląską. A najlepiej robić to poprzez zbieranie bajek i opowieści – o utopcu, zmorze czy demonicznej strzydze. Co z tego jednak, skoro żandarmi mu nie uwierzyli i zamknęli. Aresztowano także Lucjana Malinowskiego, który ponad 150 lat temu trafił tutaj z podobnym wyzwaniem. Ale kto by uwierzył panu z Warszawy, że przyjechał na Opolszczyznę zbierać… bajki.

– Za mną też chodzili „smutni panowie”, przekonani, że na pewno namawiam ludzi, aby nie chodzili do PGR-ów. Dlatego wspólnie ze studentami, mikrobusem z napisem „Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Opolu”, pierwsze kroki kierowałam do miejscowych proboszczów. Prosiłam, aby z ambony głosili, że zbieramy obrzędy, zwyczaje i piszemy kronikę wsi. Jak trzeba, nie omijałam lokalnych decydentów. Oni akurat i tak nie wierzyli, ale mimo wszystko było łatwiej. A spotykając się z ludźmi wystarczyło tylko dopytać na przykład, „czy u was coś nie straszyło?” I zaczynali opowiadać i opowiadać. A my nagrywaliśmy – kontynuuje.

Profes Simonides wspomina, że jednym z „ważnych”, który uwierzył w ideę wyjazdów terenowych w poszukiwaniu lokalnych bajek jako skarbca kultury regionalnej, był sekretarz wojewódzki PZPR w Opolu, Andrzej Żabiński.

– Zrozumiał, bo był Ślązakiem – ucina krótko.

O piekle i Dantym

Anegdot z tamtych wyjazdów jest zresztą więcej. Jak ta z pobytu w Uszycach, w powiecie oleskim, którą profesor lubi przypominać szczególnie.

– Pewna starsza pani zaczęła nam tłumaczyć, że istnieje piekło, a w nim są kręgi. W pierwszym znajdą się mężczyźni, którzy żony zdradzają, w drugim (głębiej), którzy przemoc stosują, w trzecim zaś słeptoki, czyli pijacy. I wtedy moja studentka szepnęła mi na ucho, że to Danty „Boska Komedia”. Kobieta jednak to usłyszała i mówi do nas: „to wyście najpierw byli u tego Dantego, a potem żeście do mnie przyszli? Ja myślała, że o tym Dantym sama opowiem”. Okazało się bowiem, że wieś dalej żył niejaki Albert Danty – śmieje się profesor.

Efekt tych wieloletnich wojaży po regionie, którym towarzyszyła zawsze pasja wsparta empatią i naukowym warsztatem, znajdujemy właśnie m.in. w „Księdze Bajek Opolskich”. Prezentowane w książce teksty zawierają część bogatego dziedzictwa kulturowego Śląska Opolskiego. Są wielką skarbnicą wiedzy o życiu mieszkańców Opolszczyzny, o wierzeniach, tradycjach i zasadach moralnych, dzięki którym zwycięża dobro i sprawiedliwość, a odważny człowiek o bystrym umyśle pokonuje wszelkie zło, przechytrzając nawet diabła.

– Bo w prawdziwych bajkach dobro zawsze zwycięża ze złem. Nie może być inaczej. Bajki pokazują, jak życie było trudne, jak należy trzymać się tradycji ludowej, która zawsze dawała ludziom porządek i ład. Bajki w najnowszej księdze osadzone są głęboko w lokalnych realiach: bohaterowie noszą typowo śląskie nazwiska i imiona, te ostatnie w różnych charakterystycznych dla tej ziemi zdrobnieniach, a akcja umieszczana jest zazwyczaj w konkretnych opolskich miejscowościach, których nazwy gawędziarze niekiedy próbują – na miarę swoich życiowych doświadczeń – objaśniać – tłumaczy autorka.

Gwara pielęgnowała tożsamość

I może o nich opowiadać bez końca. weźmy bajkę „O ojcu i dwóch cerach”.

– Piękna opowieść, na której Słowacki oparł „Balladynę”. Ojciec ma dwie córki, młodsza piękna, starsza mniej piękna. Jest pałac, król i one zbierają dla niego jagody. „Która więcej jagód zbierze tę za żonę pan wybierze”. Starsza zabija młodszą – streszcza.

Zdaniem profesor Simonides romantyzm dlatego zainteresował się bajkami i folklorem w ogóle, bo powstała moda na szukanie duszy narodu, jego tożsamości. A w czym ona tkwi?

– W bajkach oczywiście. Twórcy opierali to na ludowej kulturze. Lud nie znając języków, właśnie w ludowej wizji świata i w swojej gwarze zachował tożsamość narodową oraz regionalną – zapewnia.

Czas powstania tych utworów trudno określić, ale niektóre wątki znane są już z kronik średniowiecznych, jeszcze inne ze starych kronik łacińskich, polskich i niemieckich. Jednak najwięcej zamieszczonych w tym zbiorze utworów pochodzi właśnie z badań terenowych, które wraz ze studentami Dorota Simonides prowadziła na Opolszczyźnie w latach 1966 – 1990 i o których tyle opowiadała podczas autorskiego spotkania. To także jej bogate archiwum, wszak od ponad sześciu dekad naukowo zajmuje się m.in. bajkoznawstwem.

W Księdze pośród wielu bajek jest m.in. „Jak powstała nazwa Opole”. Dowiemy się też, jakie dziwne rzeczy działy się w mieście, gdy umierał książę Bolesław VI z Opola albo jak powstał Kościół św. Sebastiana w Opolu i co za sobą niosła wizyta Świętego Wojciecha we wsi o nazwie Opole. Jest też bajeczka „O śpiącym wojsku Świętej Jadwigi pod opolską Wieżą Piastowską” i wiele, wiele innych.

– Chcieliśmy, aby nie-Ślązacy mogli zrozumieć wszystkie teksty. Gwara jest więc ujednolicona i dodaliśmy słownik gwarowy – kończy prof. Dorota Simonides, na której autorskim spotkaniu w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej był nadkomplet fanów bajek oraz talentu profesor.

Wysłuchał Dariusz Król

Najnowsze artykuły