Listopad to miesiąc zdrowia mężczyzny. Panowie, nie bójcie się!

Lekarz Sebastian Ciszewski, specjalista urolog-FEBU, Opolskie Centrum Onkologii, Klinika Nova w Kędzierzynie-Koźlu. Powadzi również zajęcia ze studentami I roku na Wydziale Lekarskim UO. Rozmawiamy z nim m.in. z okazji tego, że listopad to miesiąc zdrowia mężczyzny. Wywiad ukazał się w listopadowym wydaniu magazynu „Opole i kropka”.

– Jako kobieta z bólem serca dochodzę do wniosku, że …  znów faceci mają łatwiej. Rak jądra lepiej się leczy i diagnozuje niż rak jajnika.

– To trochę jak wybieranie między dżumą a cholerą, ale w zasadzie zgoda. Prawdą jest, że z tych dwóch nowotworów lepiej diagnozowalnym i lepiej wyleczalnym jest rak jądra. Choćby z tego powody, że jajniki położone są w jamie brzusznej, żeby zobaczyć zmianę zawsze potrzebujemy USG. Jądra natomiast są łatwo dostępne badaniu palpacyjnym i mężczyzna,  mówiąc wprost i bez ogródek,  jest w stanie wymacać sobie nawet niewielką zmianę. Samobadanie zatem obowiązuje każdego mężczyznę tak, jak panie obowiązuje samobadanie piersi. Przynajmniej raz w miesiącu, pod prysznicem, pod ciepłą wodą, bo wtedy jesteśmy rozluźnieni. Bierzemy jądra pomiędzy dwa palce i dokładnie sprawdzamy czy nie czujemy tam jakiegoś zgrubienia, czy nie pojawia się coś, czego nie było przed miesiącem. Zwracamy uwagę też na to czy nie boli nas nic przy dotyku.

– A jak się pojawi jakaś zmiana ile panowie mogą sobie dać czasu na … rozchodzenie guzka?

– Ne mogą czekać. Każda nowa zmiana powinna zaniepokoić. Każdą należy skonsultować ze specjalistą urologiem. Im wcześniej, tym lepiej. Zdecydowanie lepiej przyjść do lekarza z łagodną zmianą, niż przegapić coś naprawdę groźnego. Musimy pamiętać o tym, że im bardziej zaawansowany nowotwór jądra, tym bardziej obciążające jest leczenie. Na szczęście rak jądra leczy się dobrze, a panowie generalnie zgłaszają się do urologa coraz wcześniej. Prawdą jest niestety też, że zaniedbane przypadki nadal się zdarzają. Dlatego o męskich rakach nadal trzeba mówić, wspierać społeczne akcje świadomościowe. Tym bardziej, że stosunkowo łatwo leczący się rak jądra, to nie jedyny męski problem onkologiczny. Im pacjent jest starszy tym mniejsze prawdopodobieństwo raka jądra, a większe raka prostaty, o tym też musimy pamiętać.

– Raków prostaty przybywa – wiadomo dlaczego.

– Nie wiadomo do końca. Mamy lepszą diagnostykę i wyższą wykrywalność. Z drugiej jednak strony wiadomo, że w Japonii tych raków jest mniej, ale gdy Japończycy wyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych – ich statystyki zachorowalności zrównują się z tymi z USA. Raczej więc nie są to geny, tylko styl życia i dieta.  Wszystko to, co nazywamy ubocznymi skutkami rozwoju cywilizacji.

– Z rozwoju cywilizacji raczej nie zrezygnujemy. Pozostaje więc pilnowanie diety i wizyt u urologa. A może wystarczy badanie z krwi – poziomu PSA – markera raka prostaty?

– Nie do końca i nie zawsze. Rekomenduję, aby panowie po 45. roku życia wpisali sobie w kalendarz wizytę u urologa. Jeśli wyniki z krwi są dobre i nic złego się nie dzieje, wystarczy wizyta raz na dwa lata. Jednak dopiero badanie fizykalne, USG i wynik z laboratorium, interpretowane przez specjalistę, dają w miarę pełny obraz stanu zdrowia pacjenta. Jeśli na przykład u młodego pacjenta wynik markera jest w normie, ale oscyluje wokół górnej granicy – z takim pacjentem chciałbym się widzieć częściej, albo zlecić dodatkowe badania. Poza tym pamiętajmy, że nie każdy nowotwór prostaty wiąże się z podwyższonym PSA.  Prawda jest taka, że zdrowie mężczyzn jest naszych – panowie –  rękach. Dosłownie i w przenośni. Nie możemy się tego bać i nie powinniśmy się tego wstydzić.

Fot. Michał Złotowski