Matka:  Zabiłam, nie wiem jak to się stało

Po szeregu wniosków formalnych przed opolskim sądem rozpoczął się dziś proces 34-letniej Krystyny S., dzieciobójczyni z Czarnowąs. Prokuratura oskarża matkę o zamordowanie 3-letniego Gabrysia i 4-letniej Natalki. Według ustaleń śledczych podcięła im gardła nożem do tapet, po czym tym samym narzędziem podcięła sobie żyły. Ofiary odnaleźli dziadkowie dzieci, którzy przyszli do nich na umówioną wizytę.

Sądowa procedura rozpoczęła się od wielogodzinnej batalii formalnych związanych z wnioskami adwokata oskarżonej o wyłącznie ze składu jej przewodniczącej oraz jednego z sędziów. Wnioskodawca kierował się dobrem klientki twierdząc, że wskazani przez niego neosędziowie nie gwarantują, że wyrok w tej sprawie nie zostanie podważony na jakimkolwiek etapie postępowania. Oba wnioski zostały oddalone.

Oskarżona skorzystała z prawa odmowy składania wyjaśnień przed sądem, w związku z tym zostały odczytane jej wcześniejsze zeznania.  Krystyna S. przyznaje się w nich do popełnienia morderstw, jednocześnie zaznaczając, że nie pamięta jak to się stało.  W jej opinii sprawstwo uprawdopodabnia fakt, że nikogo innego poza nią i dziećmi nie było wtedy w mieszkaniu.

Do tragedii doszło 29 sierpnia ubiegłego roku w mieszkaniu w Czarnowąsach. Tego dnia rano Krystyna S. razem ze swoim partnerem i dziećmi przebywali razem. Oskarżona w wyjaśnieniach przyznała, że ich związek był w kryzysie. – Byliśmy ze sobą tylko ze względu na dzieci- zeznała przed prokuratorem. Według niej kłócili się o wszystko: o nieporządek w domu, zbyt łatwo wydawane pieniądze. Dochodziło również do rękoczynów. Jej partnerowi założono tzw. niebieską kartę.

Ten ostatni konflikt między parą rozpoczął się 4 dni przed tragedią, znowu poszło o pieniądze. W dniu tragedii, we wtorek nawet nie wiem o co się kłóciliśmy – zeznała oskarżona. Byli na wspólnych zakupach, w samochodzie znowu były rękoczyny, krzyki, dzieci płakały.

– Około 13., już w mieszkaniu, gdy dzieci poszły myć rączki do łazienki, Tomek uderzył mnie z otwartej dłoni, potem w nerki. Przypuszczam, że chciał mi oddać za to, że go uderzyłam w aucie gdy wracaliśmy z Castoramy. Kazał mi się pakować, rzucał we mnie foliowymi workami.  Powiedziałam, że nie mam zamiaru. On wówczas wyszedł, po jego wyjściu dzieci zajęły się telefonami, oglądały na nich bajki.

Krystyna S. zeznała, że po wyjściu partnera zaczęła płakać, twierdzi, że nic więcej nie pamięta, do momentu, gdy ratownik zaczął ją cucić. Dzieci już wówczas były martwe.

– W szpitalu przypomniałam sobie jak się cięłam i jak przytulałam dzieci, które leżały wówczas na materacu Pamiętam srebrny nożyk do tapet, którym się cięłam Nie chciałam im zrobić krzywdy, nie wiem dlaczego tak się stało.

Przed prokuratorem Krystyna S. obszernie opowiadała o swojej sytuacji rodzinnej: Czuła się samotnie, miała pretensje do ojca dzieci, że rzadko się nimi zajmuje a swoją nieobecność rekompensuje im zakupem drogich zabawek.

– Nie chciałam tak dalej żyć, mnie to bardzo męczyło, te ciągle nerwy i kłótnie i ciągła nieobecność Tomka. Dla niego się rozwiodłam i urodziłam mu dzieci, bardzo tego chciał.

Partner Krystyny S. jest w sprawie oskarżycielem posiłkowym. Jako poszkodowany złożył wniosek o utajnienie jego wyjaśnień w sprawie.

Prokuratura oskarża Krystynę S. o podwójne morderstwo swoich dzieci. Zdaniem biegłych w chwili popełnienia czynu oskarżona była w pełni poczytalna.  Sąd w toku procesu będzie musiał rozstrzygnąć, czy doszło do morderstwa z premedytacją, czy była to próba samobójstwa rozszerzonego. Oskarżonej grozi od 8 lat więzienia do dożywocia.

Najnowsze artykuły