Minął tydzień
W sprawie Zbigniewa Ziobry kilka kwestii: Gdy ktoś jest chory, wymaga opieki, gdy ktoś łamie prawo – konsekwentnego rozliczenia win. Jedno nie wyklucza drugiego i nikt z powodu tej możliwej koincydencji nie musi umierać. A czy iść za kraty – o tym zdecydują sąd i biegli lekarze. Sejm decyduje tylko o zniesieniu immunitetu.
Reszta jest pisowską histerią.
***
W ramach akcji „Murem za ministrem Ziobro” – nie wiadomo skąd się to wzięło, że u nas ministerialny tytuł jest dożywotni – jego koledzy, głównie z byłej Solidarno- Suwerennej Polski publikują w swoich social mediach zdjęcia garnków i wozów strażackich, sugerując, że wydatki na nie stały się podstawą prokuratorskich zarzutów o sprzeniewierzenie Funduszu Sprawiedliwości. Rzecz jasna to tylko zasłona dymna, bo te wydatki na ponad 150 stronach aktu oskarżenia nie funkcjonują jako zarzuty, chyba tylko w tym zakresie, że owe dary dziwnym trafem rozdawano w okręgach wyborczych politycznych stronników Ziobry. Jego grupa i jej herszt oskarżani są o to, że tworzyli prawne podmioty, na które przelewali pieniądze, skręcali konkursy na publiczny grosz i z góry ustalali listy obdarowanych. Byli tak przeświadczeni o swej bezkarności, że fundacji Profeto znaleźli ziemię pod kompleks medialny na cztery miesiące przed ogłoszeniem ustawionego konkursu, z którego 100 milionów dostał, bo miał wygrać, szef Profeto ksiądz Olszewski. I tak dalej i tym podobnie. Garnki dla kół wiejskich gospodyń, wozy strażackie dla OSP to był jedynie listek figowy całego tego złodziejskiego przedsięwzięcia. którym tylko głupi da sobie zasłonić oczy.
A swoją drogą pomysł, by z gospodyń wiejskich wykreować grupę szczególnie zagrożoną wirusem przestępczości i w ramach profilaktyki kupować im z Funduszu Sprawiedliwości garnki, żeby sobie kobiety gotowały i nie myślały o bandyterce, no to trzeba mieć, przepraszam za stwierdzenie, nasrane w głowach równo.
***
Tymczasem zamelinowany w Budapeszcie Zbigniew Ziobro porównał premiera Donalda Tuska do kapo obozu koncentracyjnego. Są mistrzowie ciętej riposty i tacy, którzy uwalniają słowa niczym cyklon B. w Konzentrationslager.
***
Wyprawa do IKEI posła Konfederacji Konrada Berkowicza, ma też jedną dobrą stronę: Otóż słuchając partyjnego koleżeństwa Berkowicza jak splata w jego obronie, że nie zauważył komunikatów automatycznej kasy, braku na rachunku dziewięciu pozycji towaru w powodzi zakupów, co mógłby szybko udowodnić pokazując paragon transakcji (tylko jak go pokazać, gdy na nim samotnie widnieje skasowana chochla za 9,99) – rodzi się uzasadnione podejrzenie, że podobnie bredzą w innych mniej oczywistych kwestiach. Tak jak dwie konfederackie złotouste europosłanki Anna Bryłka i Ewa Zajączkowska-Hernik o odniesieniach Polski z Unią. Dokładnie równie wiarygodnie tłumaczą nam świat jak zajumanie patelni przez Berkowicza.
***
Ekipa Tuska odzyskała 160 hektarów pod CPK sprzedane w trakcie dwutygodniowego rządu Morawieckiego, by dopiąć rzutem na taśmę wielomilionowy szwindel. Prezes Kaczyński do jego wyjaśnienia zorganizował nawet specjalną własną komisję. Na razie jej ustalenia są takie, że ta ziemia najprawdopodobniej sama się sprzedała, bo nikt o tej transakcji nie wiedział. Właściwie sprawy nie ma, bo w każdej chwili można było ją odkupić, przy czym trzeba jeszcze pomyśleć nad odpowiedzią, po co było w takim razie ją sprzedawać. No i oczywiście wszystko to wina Tuska, który przez dwa lata nie zareagował w sprawie. Choć tu jednak prezes powinien bardziej docenić swoich ludzi, którzy zostali z KOWR i skutecznie przez kilkanaście miesięcy zacierali ślady tej transakcji.
I jest jeszcze kupiec gruntu: Ona, czyli Dawtona, której właściciele sponsorowali polityczną scenę od prawa do lewa, żeby mieć po prostu święty spokój, no ale dla PIS to jest dowód współwiny organizatorów Campusu Polska. Tyle, że akurat Rafał Trzaskowski i jego ludzie żadnej ziemi pod CPK nikomu nie sprzedali.
***
Jak bardzo dosiębrnie przedsiębiorczy nominaci PiS funkcjonowali w KOWR świadczy przypadek Mariusza Króla, byłego działacza PiS i wicedyrektora podkarpackiego Ośrodka. Otóż kupił on od KOWR działkę rolną za 256 tys. złotych, odrolnił i sprzedał ją za ponad sześć razy więcej. Pełna nazwa instytucji, której pan Król lokalnie szefował, to Krajowy Ośrodek Wspierania Rolnictwa. Najwyraźniej w ostatnim członie Rolnictwo mu się pokiełbasiło z Rodziną.
***
Sprawa przehandlowanego gruntu pod CPK wprowadziła uzasadnioną nerwowość w szeregach PiS i wywołała naturalną potrzebę rozmycia tej kwestii w powodzi kontrzarzutów. Ludzie PiS niczym tonący brzytwy uchwycili się więc zeznań skazanego oszusta, który stwierdził, że był darczyńcą garniturów i okularów europosła KO Dariusza Jońskiego a także był chrzestnym jego syna. Atak skończył się fiaskiem, gdyż dziecko posła nie ma chrztu, więc trudno, by było je do tego sakramentu podawać. Ponadto europoseł dysponuje rachunkami za swoje okulary. Pozostała kwestia garniturów, lecz niech pierwszy rzuci kamieniem ten kto przetrzymuje u siebie takie paragony.
Dlatego posłowie PiS powinni iść za ciosem i na kolejnych konferencjach zażądać od Jońskiego okazania rachunków za bieliznę, koszule, swetry, tudzież obuwie i skarpety.
***
Jarosław Kaczyński nie widzi możliwości pojednania przed sądem z europosłem Krzysztofem Brejzą, któremu zarzucił szereg „poważnych przestępstw” ,rzecz jasna całkowicie gołosłownie. Pozwany Kaczyński sprawia wrażenie, że jest zaskoczony, iż za te słowa europoseł KO wytoczył mu sprawę, co tłumaczy sobie kulturowym niewyrobieniem rodziny Brejzów. Zasugerował nawet złośliwie, że jak dobrze Brejzom pójdzie, to może ich wnuki osiągną wyśrubowany poziom rodu Kaczyńskich. Inaczej mówiąc dorosną prezesowi do pięt.
Tym samym pan prezes stał się pilotażowym uosobieniem kultury wysokiej opartej na niskich pobudkach.


