Minął tydzień
Opozycja grzmi, że dwaj ukraińscy dywersanci na rosyjskim żołdzie zostali ustaleni „dopiero” w 24 godziny po zniszczeniu torowiska i zdążyli uciec na Białoruś zaraz po wybuchu, czyli w czasie, gdy polskie służby o niczym jeszcze nie wiedziały. W Polsce na fałszywych paszportach przebywali zaledwie kilka godzin.
Oczekiwania reakcji na wrogie akty uderzające w Polskę rosną do granic czasowego absurdu. Ostatnio, bo wcześniej politycy PiS nie widzieli nic nagannego w tym, że ruska rakieta przeleżała nie niepokojona przez pół roku w lesie pod Bydgoszczą , a gdy sprawa wyszła na jaw, ówczesny szef MON Błaszczak niczego nie wyjaśniał przed opinią publiczną, nie licząc zrzucenia winy na wojskowych.
Kolejna zła wiadomość jest taka, że nawet zewnętrzne zagrożenie już nie jednoczy klasy politycznej. Po ataku PiS wyszło z przekazem dnia, w którym ukraińscy dywersanci stali się zasłoną dymną dla pisowskich malwersantów, na zasadzie – naszych prześladują a tamtymi się nie zajmują. Parlamentarny klub PiS wyszedł z sali, gdy premier informował w Sejmie o wynikach śledztwa, bo im nie pozwoliły zostać kubki smakowe. Prominentni politycy Konfederacji, również tej Korony Polskiej, od razu zasugerowali winę służb ukraińskich, a Pałac ponowił próbę poszerzenia swoich kompetencji na specsłużby.
Dla nich wszystkich w rozprawie z tym rządem nie ma pustych przebiegów.
***
Część polityków opozycji w sprawie aktu dywersji na kolei ochoczo powiela tezy rosyjskiej propagandy, że to Ukraińcy chcą wciągnąć Polskę do wojny. Warto jednak pamiętać, że Rosjanie do dywersji w krajach NATO w zasadzie nie rekrutują swoich, lecz właśnie obywateli Ukrainy i Białorusi, co jeszcze nie znaczy, żeby sugerować, iż ukraińskie władze zleciły wysadzenie torów, po których zmierza do nich zachodnia pomoc.
Tak że panowie, więcej myślenia, mniej ruskiego zawodzenia. Nie wszystko polityczne złoto, co się Kremlem świeci.
***
Nowym marszałkiem Sejmu został Włodzimierz Czarzasty. Jego nominację opozycja powitała hasłem „Precz z komuną” z uwagi na pezetpeerowską przeszłość nominata. Dla tych, którzy komuny nie pamiętają kilka uwag: Oczywiście osoba marszałka ma prawo się nie podobać, jednak gdybyśmy rzeczywiście mieli teraz w Polsce komunę, jakiekolwiek nawoływania z sejmowych ław do jej przepędzenia nie byłyby możliwe. Owszem, to hasło było za PRL-u popularne, ale głównie na ulicy. Za komuny to się mogło skończyć sińcami po milicyjnej pale i wilczym biletem po wywaleniu z pracy. W licznych przypadkach również więzieniem a nawet śmiercią, zwłaszcza we wczesnych fazach tego ustroju. Dzisiaj nic takiego nam nie grozi.
Wołanie w polskim parlamencie w 2025 roku ”precz z komuną” to tak, jakby w międzywojennym Sejmie posłowie wołali „precz z caratem”, którego zresztą od II RP dzieliło znacznie mniej lat niż obecną III RP od PRL-u. To nie ma sensu i świadczy o lichocie politycznej dysputy. Przypomina pudrowanie politycznego trupa, żeby go sobie potem wystawić jako tarczę na strzelnicy. Zwłaszcza, że jak wiadomo trup nie ugryzie.
***
Warto zanotować zdziwienie prezydenckiego ministra Marcina Przydacza, na sejmowe wystąpienie ministra spraw zagranicznych, wicepremiera Radosława Sikorskiego, który nie owijając w bawełnę przypomniał prezydentowi, że jego antyunijne wystąpienia są jedynie stanowiskiem jego i jego Kancelarii. a politykę zagraniczną Polski prowadzi rząd. Ten nie ma zamiaru ręka w rękę z Karolem Nawrockim przygotowywać grunt pod polexit, który byłby tragedią dla kraju.
W odpowiedzi prezydencki minister zaapelował do szefa MSZ, żeby ten się opamiętał. No cóż, minister Przydacz wyglądał na zaskoczonego, że nieustanne ujadanie na rząd ludzi Kancelarii Prezydenta spotkało się po prostu ze zdecydowaną ripostą drugiej strony. Ktoś wreszcie przypomniał im ich miejsce, wyznaczone zresztą Konstytucją.
***
Pan prezydent kazał wyświetlić na swoim pałacu sektorówkę, którą grupa kibiców nie wniosła na Stadion Narodowy podczas meczu Polska- Holandia. Jak wyjaśnia PZPN, czyli organizator spotkania, odmowa nie była związana z treścią na płótnie. Chodziło o procedury bezpieczeństwa związane z wprowadzaniem tego rodzaju banerów na stadion. Otóż podstawową zasadą jest, by materiał na sektorówkę był niepalny, dlatego odpowiednie służby muszą mieć czas, by to sprawdzić. Gdyby pod łatwopalną sektorówką ktoś zapalił papierosa, albo odpalił w porywie serca racę, mogłoby się sfajczyć kilkaset osób. I nikt by nie mówił o remisie tylko o pogrzebach. Tymczasem jej właściciele, stowarzyszenie kibicowskie „To My Polacy”, chcieli gigantyczny baner wnieść na stadion właściwie z buta a nikt w PZPN odpowiedzialny za ten mecz nie chciał ryzykować kryminałem.
Wydawało się, że prezydent Nawrocki i jego otoczenie to rozumieją. I zwłaszcza po zniszczeniu w ramach kibolskiego oburzu murawy Narodowego odpalonymi racami, co się na razie skończyło kosztownym remontem i karą FIFA w wysokości 180 tysięcy złotych ( a mogą poprawić nam jeszcze zamknięciem stadionu na mecze barażowe), staną po stronie piłkarskiego związku oraz tych kibiców, którym awanturnicy przerwali sportowe widowisko. Nic z tego – zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Adam Adruszkiewicz wyświetlenie baneru tłumaczył właśnie faktem jego niewpuszczenia na stadion, i to przez „służby Tuska”, choć przecież PZPN nimi nie jest.
Antytuskowa obsesja w Pałacu systematycznie się pogłębia.
***
Inna sprawa, że orzeł na sektorówce TMP przypomina raczej podjaraną sowę, na dodatek w koronie nawiązującej estetyką do regaliów Romanowych. Tym samym orzeł wyświetlony na pałacu pana prezydenta Nawrockiego stał się godnym kontynuatorem czekoladowego kuzyna z czasów prezydenta Komorowskiego w ramach osławionej akcji „Orzeł może”. Tyle, że tamten ptak przynajmniej mógł zostać skonsumowany, a ten co najwyżej zgaszony. Choć dla powagi urzędu i majestatu Rzeczpospolitej, który głowa państwa powinna reprezentować, lepiej by było, gdyby w ogóle się w tym miejscu nie rozświetlił. Prezydencki Pałac to nie jest „młyn”, w każdym razie być nim nie powinien.
***
Na tym samym meczu Polska- Holandia kibice zaatakowali słownie premiera Tuska a gloryfikowali prezydenta Nawrockiego. Można więc powiedzieć, Donald Tusk zbiera bęcki za to, że uparł się, by wybudować trybuny do jego hejtowania, czyli narodową arenę (i kilka innych za swych rządów). W tym czasie politycy PiS wszędzie gdzie mogli utyskiwali, że ten stadion jest za drogi. Kibice dokładają mu też za pomysł i powstanie około 2,5 tysiąca Orlików. Dziś około połowa z nich jest w remoncie, gdyż następcy Tuska po 2015 roku nawet utrzymaniem tych obiektów się nie zajęli. A teraz z satysfakcją odnotowują kibolski rzyg na premiera, za którego rządów i dzięki staraniom odbyła się największa impreza piłkarska w historii Polski, czyli Euro’ 2012
Łaska kibolska na pstrym koniu jeździ, choć w tym kontekście bardziej pasowało by tutaj inne zwierzę, na przykład świnia.
***
Lokalna Organizacja Turystyczna „Inte-gra”, która kupiła nieruchomość za milion złotych z programu ministra Czarnka „Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty i wychowania” powszechnie znanym jako Willa Plus, wystawiła ją na sprzedaż za 3 miliony. W ten sposób rodzi się Program Willa razy Trzy..
***
Niejaki Fabian Keubel, jeden z liderów AfD stwierdził, że Polacy są „Afroamerykanami Europy i dla Niemiec stanowią znacznie większe zagrożenie niż Rosjanie, ponadto ograbili Niemcy z landów wschodnich”. Niemieccy przyjaciele i sojusznicy Konfederacji oraz PiS najwyraźniej się rozpruli. Matko, o czym wy tam z nimi rozmawiacie?
***
Wygląda na to, że plan pokojowy Trumpa dla Ukrainy to w rzeczywistości nowy plan podziału wpływów między nim a Putinem. Przygotowany ponad głowami Ukrainy i Zachodniej Europy. Z jego zapisów jednoznacznie wynika, że beneficjentami tej wojny mają być USA i Rosja. Na dodatek Trump podejmuje w nim zobowiązania na korzyść Rosji wobec suwerennych państw Zachodu, w tym Polski, którą na przykład zadysponował jako wyłączną bazę amerykańskich myśliwców w tej części regionu, bez poinformowania w tej sprawie ani polskiego rządu ani państw bałtyckich, których te przetasowania mają odbyć się kosztem.
Dopiero co Jarosław Kaczyński wskazywał na Niemcy i Francję jako kraje, które dążyć mają do ograniczenia polskiej suwerenności. Tymczasem to ukochany prezydent populistycznej prawicy traktuje Polskę jako pionek w politycznej partii szachów z Putinem. Ciekawe czy i wobec Polski PiS a zwłaszcza Konfederacja zgodziłyby się na takie warunki pokoju jakie Trump ustalił właśnie dla Ukrainy. Nie wspominając o metodzie, która po prostu ma formę ultimatum – do czwartku.
Zjednoczona silna Europa staje się dla nas główną szansą na zapewnienie Polsce bezpieczeństwa, ale i gwarancją zachowania suwerenności.


