Minął tydzień
Prominentny poseł Jacek Sasin z PiS stwierdził, że w przyszłości woli koalicję z partią Brauna niż tego wstrętnego Tuska. No i bardzo dobrze, że to powiedział, bo przynajmniej wyborca wie na czym stoi i jaka jest stawka przyszłych wyborów.
Tak że drogi wyborco, nie bądź jak owsik, być w czarnej d…, to nie jest twoje naturalne środowisko.
***
Grzegorz Braun, którego rodzona siostra podejrzewa, że uważa się za proroka, po krótkiej modlitwie wziął udział w procesie, w którym zszedł z koturnu i odpowiada jak zwykły zadymiarz, którym jest w istocie. Odpowie za dopuszczenie się kilku czynów chuligańskich, naruszenia miru domowego lekarki w szpitalu, zgaszenia świec chanukowych, niszczenia sprzętu nagłaśniającego, wystawy ulicznej a także zamachu na bożonarodzeniową choinkę (proces za kłamstwo oświęcimskie jeszcze przed nim). Na sądowej sali oskarżony Braun od razu powołał się na ustalenia unijnych trybunałów w kwestii neosędziów.
Czyli jak trzeba gromadzić wokół siebie zaczadzony putinowską propagandą elektorat, wtedy Unia jest eurokołchozem, ale dla ratowania własnego tyłka no to już orzeczenia unijnych trybunałów mają dla niego znaczenie.
Braun jest dumny ze swego „ruchu gaśnicowego”, ostatnio usiłuje zgasić światło nad Polską.
***
Polska nie weźmie w przyszłym roku udziału w relokacji migrantów. Komisja Europejska oraz Rada Europejska zaliczyła nas do krajów z poważną presją migracyjną ze względu na przyjęcie milionów uchodźców z Ukrainy. Rząd wynegocjował korzystne dla nas warunki, natomiast opozycja się nie cieszy, podkreślając, że kolejne decyzje w sprawie relokacji zapadać będą pod koniec każdego roku. Tyle tylko, że w kwestii uchodźców z Ukrainy nic raczej za rok się nie zmieni, no chyba, że Konfederacja i PiS ostatecznie ich od nas przepędzą.
W tym dziele wielkie starania podejmują konfederackie matrioszki, europosłanki Bryłka i Zajączkowska. Wzmacniane ruskimi botami są w tej kwestii na najlepszej drodze.
***
Poseł Adam Szejnfeld, który od lat kreuje się na ekonomicznego guru z otoczenia Donalda Tuska, utyskiwał w sieci na cenę wędzonej makreli, która jego zdaniem podrożała nieproporcjonalnie. Gdyby poseł zainteresował się przed wpisem dlaczego tak się dzieje, dowiedziałby się o kryzysie połowów tego akurat gatunku ryby, o przełowionych łowiskach, które wpływają wyjątkowo niekorzystnie akurat na światowe ceny tego produktu. Poseł Szejnfeld zrobiłby to niechybnie, gdyby rzeczywiście był specjalistą od ekonomii i człowiekiem odpowiedzialnym za słowo, a nie przeważnie plecącym androny i wyróżniającym się na wizji głównie swoim imponującym siwym zaczesem. I owszem, stał się ekonomiczną wyrocznią, lecz chwilowo tylko na propagandowy obstalunek opozycji, która jego spostrzeżenia wykorzystała jako dowód i słabosilny argument w kwestii przedświątecznej drożyzny.
Może i pisowcy oraz Adam Szejnfeld gustują na Wigilię w pieczonej wędzonej makreli, jednak zwolennicy tradycyjnego karpia uprzejmie donoszą, że cena tej akurat najpopularniejszej świątecznej ryby się nie zmieniła.
***
USA opracowało nową strategię bezpieczeństwa narodowego. W Europie z tego powodu wielka smuta i niepokój. Na razie mało kto odwrócenie się Ameryki od Europy traktuje jak szansę na usamodzielnienie się Unii, zwłaszcza w doktrynie obronnej. Europa musi bardziej liczyć na siebie, koniec końców to może być dla niej z korzyścią.
Unia musi się zmienić, ale nie rozpaść, bo wtedy po nas. Małe i średnie kraje unijne coś znaczą tylko połączone więzami i zasadą, że każde z nich niezależnie od wielkości znaczy tyle samo. Niezależnie do tego, co uważa prezydent Trump, Unia jest ważnym dla USA partnerem, w odróżnieniu od pojedynczych jej krajów, które im mniejsze, tym mniej dla Waszyngtonu znaczą. A jeśli już, to chwilowo, jako mile widziane w Waszyngtonie spękania w unijnym monolicie.
Żaden myślący Europejczyk nie zamieniłby się jakością i komfortem życia z przeciętnym mieszkańcem USA, choćby dlatego, że statystyczny Amerykanin żyje krócej od przeciętnego obywatela Unii Europejskiej. Żeby ten stan utrzymać, nie ma wyjścia, perspektywa zakończenia konfliktu na Ukrainie musi być dziś w Europie inna niż ta, która jest za oceanem. Bo akurat nas od rosyjskiego zagrożenia ocean nie dzieli. Jeśli zaakceptujemy możliwość siłowej zmiany granic, to oznaczać będzie nie tyle koniec wojny na Ukrainie, co początek końca powojennego porządku w Europie. Nie ma żadnych powodów, ale i podstaw, byśmy się jako Europa zgodzili być towarem przetargowym między Trumpem a Putinem. Oni to doskonale wiedzą i dlatego chcą nasze kraje Unii traktować nie hurtowo, a detalicznie.
Nie ma to też sensu, era Trumpa skończy się za trzy lata, to dość krótko, by akceptować oczekiwane przez niego zmiany, które Europa będzie odczuwać przez następne dziesięciolecia. Z wyjątkiem tej dotyczącej zdolności obronnych, bo o niej mówiła już administracja Baracka Obamy, tylko mało kto wówczas tych przestróg słuchał. A u nas pisowski rząd był chwilę potem na etapie rozwałki kadry dowódczej Wojska Polskiego, służb specjalnych oraz ważnych kontraktów na uzbrojenie armii (patrz francuskie śmigłowce caracale). O włamie do siedziby NATO w Warszawie nie wspominając.
***
Prokuratura zabrała się za tzw. ciche etaty doradców państwowych spółek, gdzie rozlokowali się ludzie związani z PiS i przeważnie za nicnierobienie zgarniali miliony złotych..
Sztandarowym tu przykładem jest dziennikarka Dobrej Zmiany Małgorzata Raczyńska-Weinsberg, która jako doradczyni w PZU zarobiła 1,6 mln złotych ( w ciągu dwóch lat) a jednocześnie doradzając bankowi Pekao SA zainkasowała kolejne 3.3 miliona. I jeszcze znajdowała czas na robotę dziennikarską.
Prywatnie red. Raczyńska jest znajomą prezesa Jarosława Kaczyńskiego, a także była przyjaciółką śp. matki prezesa. Fatygowała się na msze do tego samego kościoła co Jadwiga Kaczyńska, choć nie było jej po drodze. Jak widać w państwie PiS równie ważne jak to kogo się zna, było też obok kogo się klęczy.
***
Polska Fundacja Narodowa, która miała promować Rzeczpospolitą na świecie, na co złożyły się spółki skarbu państwa w kwocie 800 milionów złotych, wydała już z tego 600 milionów. Czy ktoś słyszał o jakichś rezultatach?
Przy czym nie liczy się fakt, że pisowscy nominaci, członkowie zarządu tej fundacji zarabiali po 40 tysięcy złotych miesięcznie i po wyborach 15 października wypłacili sobie odprawy plus ostatnią pensję w wysokości około pół miliona złotych każdy. A wcześniej jak ustaliła TVN na odchodnym zutylizowali ponad 30 laptopów, by ślad po ich działalności nie został.
Z tego aż trzy należały do Macieja Świrskiego byłego wiceprezesa PFN, późniejszego szefa KRRiTV, który w dwa lata wydał na podróże, wielogwiazdkowe hotele i posiłki w najlepszych restauracjach ze służbowej karty Fundacji ponad 400 tysięcy złotych. Wypłacał z niej nawet napiwki, a że lubił dobrze zjeść świadczy jeden z rachunków za kolację, opiewający na 2,5 tysiąca złotych.
I można z całą pewnością stwierdzić, że nikt z serca Polski im nie wyrwie, zwłaszcza przy takich pieniądzach.


