Minął tydzień

Do krajów, które według Donalda Trumpa nie okazują wdzięczności dopisał on ostatnio Danię, bo nie chce mu oddać Grenlandii. Prezydent USA traktuje wyspę tak jakby tam żyły jedynie pingwiny (te mieszkają tam jedynie na propagandowych zdjęciach wyspy generowanych przez Biały Dom)  i niedźwiedzie, a nie pięćdziesiąt kilka tysięcy Grenlandian, którzy nie są na sprzedaż, mają prawa jednak większe niż zwierzęta, w tym prawo do samostanowienia. Obywatele Grenlandii  w znaczniej większości wolą związki z Danią, jednym z najzamożniejszych krajów świata, niż z USA, które raczej nie są socjalnym rajem. Co akurat do Trumpa nie dociera. Przez jego ego bowiem mało co się  przebija.

***

Najnowszy pomysł Donalda Trumpa, Rada Pokoju, wygląda na jakiś prywatny geszeft, do którego Trump zaprasza kogo chce, zwalnia kogo chce, jednoosobowo nią kieruje, wyznacza agendę czyli tematy, bo tylko wstępnie ma on służyć zapewnieniu pokoju w Strefie Gazy, gdzie ma powstać drugie Las Vegas, po uprzednim uprzątnięciu mieszkańców. Wpisowe to miliard dolarów na trzy lata, którą to kadencję można będzie po tym czasie przedłużyć za kolejny miliard. Donald Trump już wtedy nie będzie prezydentem, ale spokojnie, ustalił, że Radzie Pokoju ma przewodniczyć dożywotnio. Co może być nawet niezłym show, bo już dziś z jego reakcjami nie jest najlepiej.

W Davos Donald Trump zainicjował istnienie Rady, lista członków na razie nie jest imponująca. Prezydent USA nazywa ich „przyjaciółmi, z których nie wszystkich lubi”, co samo w sobie  źle jej wróży  Tu jednak ważniejsza od listy obecności jest lista nieobecnych, która zwłaszcza jako miernik  zaufania Zachodu do amerykańskiego przywódcy ma się tak, jak układ ryby z wygłodniałym pelikanem.

***

Czołowy polski trumpista, prezydent Karol Nawrocki z zaproszenia do Rady nie skorzystał, bo rząd nie wysupła mu wpisowego. Wymówił się faktem, że tego rodzaju akces musiałby przegłosować polski Sejm a szans na to nie ma. Paradoksalnie premier Tusk zrobił prezydentowi przysługę, choć najwyraźniej on tego tak nie rozumie i rozgłasza, że już samo zaproszenie do Rady to jest prestiż dla Polski. A wystarczy przeanalizować sondaże, by się przekonać, że Trump nie jest już w Polsce politycznym katalizatorem poparcia a jedynie niedźwiedzią przysługą dla trumpistów całego świata, symbolem obciachu i podmiotem szydery.

***

Tymczasem w kraju prezydent Nawrocki podpisał tegoroczny budżet, który przy okazji  zjechał od początku do końca. A już prezes Ochódzki radził, żeby plusy nie przysłaniały nam minusów, co na logikę działać powinno i w drugą stronę. Plusy takowe jednak są: 200 miliardów, największy w historii budżet na obronność, 247,8 miliarda – największy w historii budżet na ochronę zdrowia, babciowe, 800 plus, rentę wdowią, 13 i 14 emeryturę, Jest też rzecz jasna poważny minus, czyli znaczny deficyt budżetowy. Przy czym gdy Karol Nawrocki biadolił nad historią i konsekwencjami zadłużania Polski, jakoś umknął mu z pamięci rachunek dłużny zaciągnięty za  czasów rządów PiS, czyli skromne 700 miliardów.

W tym samym dniu prezydent chwalił polską gospodarkę jako 20. w światowym rankingu podczas panelu poświęconemu temu awansowi . Kiedyś prezydent Lech Wałęsa bywał za, a nawet przeciw, ale jednak bardziej rozgraniczał w czasie te dwa sprzeczne ze sobą byty, tak żeby zdezorientowany elektorat miał chociaż trochę czasu by ochłonąć.

***

Wygląda na to, że narracja rządzącej kiedyś opozycji zmierza w tym kierunku, żeby ich niezrealizowane pomysły, często niewychodzące poza prezentacje w PowerPoincie,  a teraz finalizowane przez ekipę Donalda Tuska, traktować jako ich dzieło. Czyli pisowskie zwieńczenie, łączone z zarzutem kradzieży osiągnięć. Ostatnio przedmiotem takich oskarżeń był nowy dworzec Warszawa Zachodnia a całkiem niedawno oddany do użytku prom Jantar Unity, który  obecny rząd odziedziczył w postaci pustego kadłuba, pustej puszki z blachy,  połączonej z brakiem jakichkolwiek perspektyw na wykończenie. Zwodowany kadłub bowiem tonął w długach i dopiero ekipa Tuska wyprowadziła go na szerokie wody kosztem ponad miliarda złotych.

Już kiedyś Leszek Miller zauważył, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy i ta maksyma sprawdza się również w alkowie inwestycyjnej. Tam też liczy się efekt finału, a nie pieprzenie bez sensu.

***

Oczywiście pisowska narracja dotyczy jedynie wyprostowanych przez rząd 15 października aktywów, a w żadnym razie pasywów, za które PiS ponosi odpowiedzialność, ale się nie poczuwa. Na przykład w październiku 2024 międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy zasądził wobec Polski miliard złotych odszkodowania dla australijskiej firmy GreenX, którą w 2018 rząd premiera Morawieckiego  wykolegował  podczas starań koncesję na budowę kopalni na Lubelszczyźnie. Obecnie w sprawie trwa drugie postępowanie w Londynie,  po odrzuceniu apelacji Polski przez sąd w Singapurze, ale obserwatorzy obawiają się, że skończy się ono jeszcze gorzej – wypłatą przez budżet państwa dodatkowych 300 milionów.

Nie jest wykluczone, że wówczas wyjdzie przed szereg poseł Morawiecki i powie, że rząd Tuska znowu sobie nie radzi.

***

A propos odszkodowań i pisowskich pasywów: TSUE wydało wyrok, że Polsce nie należy się zwrot  68,5 mln euro kary za niewstrzymanie wydobycia węgla w kopalni Turów, której to rząd Morawieckiego nie zapłacił, ale Komisja Europejska potrąciła sobie z naszej puli środków unijnych. Tyle kosztowała arogancja pisowskiego rządu, który miesiącami traktował protestujących  w sprawie Turowa Czechów per noga a lekceważony rząd czeski widząc, że nie ma z kim rozmawiać zwrócił się ze skargą do europejskiego wymiaru sprawiedliwości. I zadziałał stary system: arogancja, oburz, podburzanie ludzi, szukanie winnych wszędzie poza sobą. Cena, jak wyżej.

***

Gdy posłowie PIS grzmią , że w Polsce dochodzi do kolejnego już zamachu stanu, bo prokurator stracił cierpliwość i zarządził otwarcie sejfów z aktami przetrzymywanymi nieprawnie przez odwołanych sędziowskich rzeczników dyscyplinarnych, w Europejskim Trybunale Praw Człowieka zapadł wyrok w sprawie sędziego Łukasza Bilińskiego. Sędzia orzekał za czasów PiS w procesach uczestników antyrządowych protestów.  Uniewinniał oskarżonych wychodząc z założenia, że każdy ma prawo wyrażania poglądów w legalnych manifestacjach. Za to ekipa Ziobry przeniosła go przymusowo z wydziału karnego do rodzinnego. ETPC stwierdził, że ukaranie sędziego Bilińskiego było patologią, jawnym łamaniem prawa oraz pogwałceniem niezawisłości sędziowskiej.

Wówczas  rzecznicy dyscyplinarni nawet nie zająknęli się w jego obronie, nie zrobiły tego również szefowa neo-KRS sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka, oraz prezes SN neosędzia Małgorzata Manowska,  które teraz stanęły w obronie sędziów samozwańców Schaba, Radzika i Lasoty niczym Rejtan, z tym, że rozdzierając nie szaty a gardła.

Można by zapytać, gdzie panie były, gdy prześladowano kolegów takich jak sędzia Biliński za czasów Ziobry, ale po co, bo przecież wiadomo gdzie – w kieszeni ówczesnej władzy.

***

Każde wyjście neosędziego w Sądzie Najwyższym kosztuje budżet państwa 10 tysięcy euro. Na tyle w przeliczeniu na neosędziowy osobodzień Ministerstwo Sprawiedliwości  szacuje naliczane Polsce kary. Jak wiadomo TSUE nie uważa neosędziów za sędziów, więc państwo przegrywa przed TSUE z definicji wszystkie związane z ich orzekaniem  sprawy.

Albo coś z tym zrobimy, czyli uporządkujemy system prawny, załatwiając problem wyprostowując status neosędziów ustawą, albo bulimy. Trzeciej drogi nie ma.

***

Znowu mamy w kręgach władzy aferę zegarkową. Tym razem na przegubie wiceministra spraw zagranicznych Andrzeja Szejny (Lewica) wypatrzono czasomierz marki Omega, który jak się okazuje jest wart około 40 tysięcy złotych i jako taki powinien być wpisany do deklaracji majątkowej wiceministra, a nie jest. Andrzej Szejna broni się, że wartość zegarka nie przekracza 10 tysięcy, więc nie ma obowiązku wpisywać go do zeznania majątkowego.  Fachowcy potwierdzają, że tak może być, jeśli czasomierz jest turecką podróbką. Tak czy inaczej wstyd.

***

Dla tych, którzy zapomnieli dlaczego Zbigniew Ziobro uciekł na Węgry, jeden z wielu epizodów: Fundacja Grzegorza Pawelczyka, wiceszefa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej za czasów prezesa Kurskiego otrzymała wówczas z Funduszu Sprawiedliwości łącznie 13,5 miliona złotych, za co prowadził on wraz z żoną  stronę www. Gdzie  polemizowali m. in. z Olgą Tokarczuk i dziennikarzami Gazety Wyborczej, co najwyraźniej miało pomóc ofiarom przestępstw, tylko trudno powiedzieć w jaki sposób.  By sytuacja ofiar uległa dalszej poprawie Pawelczykowie z pieniędzy Funduszu zakupili kamper za 300 tysięcy złotych. Obecnie również przebywają na Węgrzech, gdzie prowadzą studio TV Republika International.

Jak ustalili prokuratorzy Pawelczykowie w sprawie dotacji z FS trzydzieści  razy odwiedzali gmach Ministerstwa Sprawiedliwości, wniosek napisał im pracownik ministerstwa a pieniądze polecił im wypłacić osobiście minister Ziobro. Teraz w Budapeszcie mają wszyscy okazję powspominać stare, dobre, bezkarne czasy przy tokaju i gulaszu.

***

I raz jeszcze Donald Trump, który podsumował udział sił sojuszniczych w wojnie w Afganistanie na prośbę USA: „Rzeczywiście byli, ale pozostawali nieco z tylu, z dala od linii frontu”. Panie prezydencie, pan to powie rodzinom 43 zabitych w Afganistanie polskich żołnierzy  i 1 pracownika MON, setkom żołnierzy i cywilów którzy odnieśli tam rany.

To jest jednak dramat człowieka, gdy synapsy już mu nie stykają. A gdy dotyczy to przywódcy mocarstwa, robi się z tego dramat światowy.

Najnowsze artykuły