Minął tydzień
Czwórka sędziów TK wybrana przez Sejm i olana przez głowę państwa złożyła ślubowanie w parlamencie, na które zaprosiła również pana prezydenta, który jednak nie przyszedł. Opozycja mówi o zamachu ustrojowym. Koalicja powtarza w ślad za konstytucjonalistami, że o zamachu ewentualnie możemy mówić wtedy, gdy prezydent próbuje wyrosnąć poza swoje konstytucyjne kompetencje i bez ładu i składu wybiera sobie kto ma a kto nie ma być sędzią TK na zasadzie wyimaginowanej selekcji.
Przy czym ważne tu jest słowo „ewentualnie”, bo narracyjna egzaltacja to domena głównie opozycji. U nich wszystko staje się zamachem, jeśli tylko nie jest im na rękę.
***
A ‘propos ślubowania czwórki sędziów TK. Oburz wyrażają politycy prawicy. Uwagę zwrócił m.in. głos posła Przemysława Czarnka. Jego zdaniem czwórka sędziów, która złożyła ślubowanie w Sejmie powinna być za to dożywotnio pozbawiona prawa zasiadania w gremiach publicznych.
To jest jednak Czomolungma bezczelności, gdy notoryczny kłamca, manipulator oraz dewastator elementarnych zasad współżycia społecznego stawia zarzuty uczciwym, prawowicie wybranym sędziom i odmawia im prawa do sprawowania urzędów publicznych. Kanclerz Otto von Bismarck autor słynnego powiedzenia: „Dreimal acht und achtzig Professoren und die Vaterland, du bist verloren” wyraźnie z liczebnikiem przeszacował. No ale nie mógł przecież znać możliwości profesora Przemysława Czarnka.
***
Wiceprezydent USA J.D Vance przyjechał do Budapesztu, by poprzeć wyborach Viktora Orbana. Po czym na tym samym wdechu skrytykował unijnych biuralistów, że wtrącają się w wybory na Węgrzech. Czyli nazwał skandalem to, co sam uskuteczniał przez dwa dni swej duszpasterskiej odsieczy na Węgrzech.
Ruch MAGA i pokrewne to jest jednak stan umysłu.
***
Prezydent Donald Trump dwutygodniowe zawieszenie broni w wojnie z Iranem nazwał wielkim sukcesem Ameryki i rzecz jasna swoim własnym.
I pomyśleć, ten wątek zaczął od groźby upadku cywilizacji. Że słowa to wiadomo, ale najważniejsze, że paliwo też tanieje.
***
Prezydent Karol Nawrocki skierował do rządu pismo z żądaniem oprotestowania umowy Mercosour. Tymczasem rząd zamiast pustych gestów, które nie przyniosą żadnych efektów wybrał inną strategię i przygotowuje w Ministerstwie Rolnictwa projekty ustaw, które w kontekście Mercosouru mają zabezpieczyć interesy polskich producentów. Czy będą skuteczne, po owocach je poznamy, ale zawsze to lepsze od bicia piany bez ładu i składu, w przerwie między wyciskaniem sztangi leżąc.
W odróżnieniu od ostatniego prezydent w tym pierwszym temacie nie ma kompetencji nie tylko ustrojowych. Tych merytorycznych najwyraźniej też w jego otoczeniu brakuje. I dlatego w Pałacu jest tak, że zamiast roboty generują PR-owe łomoty.
***
Tu zaszła zmiana – już nie Donald Tusk a Ursula von der Leyen jest według polityków PiS temu winna, że Polska musi oddać 6 miliardów złotych koncernowi Pfizer na nieodebrane szczepionki przeciw covid.
Ta wersja ma jednak spore mielizny: Umowę na kolejne 64 miliony dawek, za które Pfizer domaga się zapłaty, rząd Mateusza Morawieckiego podpisał w 2021 roku. W tym czasie Polska miała już zakontraktowanych 109 milionów dawek i kolejnych 30 milionów zdeponowanych w magazynach. I nieprawdą jest, że Polska z kolejnej umowy nie mogła się wycofać, mogła do niej nie przystępować w ogóle. Znaczy Ursula von der Leyen a konkretnie Komisja Europejska stworzyła jedynie możliwości zakupu, ale jak najbardziej opcjonalne.
To rząd Morawieckiego sam z siebie nakupował szczepionek jak dla chińskiego wojska, czego konsekwencje będziemy teraz ponosili wszyscy. Jak zauważył Mark Twain kłamstwo okrąży Ziemię zanim prawda włoży buty. Ale w tym przypadku to jednak od razu wystrzelili z nim w kosmos. Widocznie w PiS pozazdrościli misji Artemis II.
***
Giełda kryptowalut Zondacrypto, następczyni BigBaya Sylwestra Suszka, który się rozpłynął (niewykluczone, że dosłownie), poinformowała swoich klientów, że ustalenia dziennikarzy śledczych Wirtualnej Polski, iż wyparowało 99 procent jej walorów, nie polega na prawdzie. Te pieniądze, informuje prezes Kral, kiedyś prawnik zaginionego bez wieści pana Suszka, zostały gdzie indziej ulokowane, a gdzie dokładnie, tym się drogi kliencie nie interesuj.
Takie numery miała regulować w Polsce ustawa o kryptowalutach, niestety zawetowana przez prezydenta. Okazuje się, że Zondacrypto m. in. finansowała fundacje prawicowych polityków – jedną związaną ze Zbigniewem Ziobro, i drugą z posłem Konfederacji Przemysławem Wiplerem, Przy czym giełda ta nie tylko finansowo wspiera polityków prawicy , ale i dała pracę, na przykład byłemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, którego Zondacrypto uchroniło od biedowania za prezydencką emeryturę do czasu aż nie otrzymał ciekawszej propozycji.
Czyli Zondacrypto z jednej strony lobbowało, by nie regulować rynku kryptowalut w Polsce i jednocześnie dotowało środowisko polityków, którzy byli ustawie regulującej ten rynek przeciwni. Taka cohabitation po polsku.
Trudno uwierzyć, że kiedyś wybuchła u nas wielka afera z powodu dopisku do ustawy dwóch słów -„lub czasopisma”…
***
W Wielki Piątek spłonął krzyż papieski w Warszawie. Fachowcy od katastrofy smoleńskiej spod znaku posła Macierewicza nie bacząc na czas świąteczny zabrali się do roboty. Dokonali analiz i wyszło im, że był to zamach na chrześcijański symbol, rzecz jasna w wykonaniu lewactwa, które nie potrafi uszanować świętości.
Gorące nadzieje prawicy niestety zgasiły policja oraz straż pożarna, które stwierdziły, że przyczyną pożaru był samozapłon od licznych okolicznościowych zniczy u podnóża krzyża, którego wnętrze zadziałało niczym komin, czyli zapewniło zarzewiu ognia odpowiedni cug.
Aż dziw, że nikt wśród zwolenników symboliki zdarzeń nie zinterpretował pożaru w ten sposób, że jeśli w Wielki Piątek zapłonął sam z siebie krzyż, symbol miłości, w kraju z tak dramatycznie podzielonym i skłóconym jak Polska, może to być znak od Boga, że najwyższy czas się opamiętać.
***
Jeżdżąc niczym Kolberg po kraju europoseł Patryk Jaki, poseł Tobiasz Bocheński oraz wymiennie inni politycy PiS kontynuują cykl debat z polskimi studentami „Zmień nasze zdanie”. Czynią to ze zmiennym szczęściem, gdyż nie wszystkie akademickie środowiska chcą z nimi rozmawiać. I paradoksalnie właśnie ci ostatni robią tym politykom przysługę, bo gdyby rzeczywiście nazwa akcji stała się ciałem, to przecież prezes wywaliłby ich z partii na zbity pysk. I mógłby to być koniec ich pięknie rozwijającej się politycznej kariery. Niemieckim masłem karmionej.




