Minął tydzień

Minął tydzień

Ruch Obrony Granic w Berlinie zorganizował zgromadzenie, podczas którego  próbował nielegalnie umieścić krzyż przy Głazie Pamięci polskich ofiar II wojny. Rewitalizacja tego miejsca przez Roberta Bąkiewicza  w postaci dostawki krzyża to po prostu próba samowolki, przed którą niemiecka policja daremnie go przestrzegała, więc funkcjonariusze w końcu użyli siły. Zadymiarze ROG stawiali opór, dlatego zostali obaleni na ziemię i skrępowani.

Przy okazji Bąkiewicz przekonał się, że zrobić wbrew niemieckiej policji to jednak nie to samo co zrzucić kobietę ze schodów kościoła. No ale jednak coś bardziej przewidywalnego, niżby zorganizować podobną zadymę na Placu Czerwonym w Moskwie na przykład z okazji rocznicy 17 września.  Tam z całą pewnością w momencie zakładania kajdanek uczestnicy nie mogliby udzielać wywiadu reporterowi TV Republika. A chwilę po starciu Bąkiewicz raczej nie miałby szansy opowiadać banialuk o palcach wsadzanych mu w odbyt i odcięciu od tlenu jako wyrazu bestialstwa policyjnych siepaczy. Dlatego pan Bąkiewicz dymi tam gdzie to jest bezpieczne, jak każdy mieczyk kawiarniany.

Dobrze by jednak było, gdyby przy tym trzymał się jednej zasady: Idziesz na zadymę, zostaw krzyż w spokoju, profanie. A co do pretensji w kwestii interwencji niemieckiej policji, tu nasuwają się słowa Arystotelesa: Ten kim kierują namiętności rozumie tylko argument siły.

***

W uroczystościach urodzinowych  prezydenta Trumpa wziął udział prezydent Karol Nawrocki i był tam jedyną głową państwa. Otoczenie prezydenta uważa, że to jest wyraz wyjątkowego wyróżnienia. No ale jeśli spojrzeć na tą obecność przez pryzmat szklanki do połowy pustej: gdy przychodzisz na imprezę, na której pośród gości nie ma nikogo innego z twojej ligi, to jednak jest materiał do przemyślenia, czy było warto.

***

Załóżmy, że pan prezydent widział w tym kontekście szklankę wyłącznie pełną, poza tym lubi sporty walki i nawet to, że jeden z zawodników w oktagonie w obliczu 4 tysięcznej widowni zwracał treść żołądkową, a inny krzyczał, że była Pierwsza Dama Michele Obama jest facetem, mu nie przeszkadza. Zwłaszcza, że jubilat jak i jego goście dobrze się przy tym bawili. No cóż, jaki Cezar, takie i Koloseum.

Nawet w takiej sytuacji powinny jednak obowiązywać granice serwilizmu wobec gospodarza: Na okoliczność wizyty w obcym kraju prezydent Nawrocki kreował się na jedynego, który mógł dostąpić zaszczytu łaskawości prezydenta Trumpa, głośno przy tym deprecjonując innych ważnych polityków ze swojego kraju i uprzejmie na nich donosząc, że nie wykazują się odpowiednią skalą umiłowania Umiłowanego Przywódcy USA.

Tak zachowują się jedynie ekstremalni cmokerzy i podlizuchy. Po za tym jak powiadała Lucy Wilska z „Rancza”:  Wazelina niedobra jest.

***

Polskę zbulwersował fakt, że lekarz rezydent był w stanie zarobić w publicznym szpitalu na SOR 1.6 miliona złotych za rok. Oczywiście opozycja fakt ten wykorzystała politycznie, gdyż lekarz był radnym Koalicji Obywatelskiej. Zarzuca się mu również , że  zorganizował szybką ścieżkę diagnostyczną dla kolegów z partii ( o czym jeszcze będzie)

To nie pierwszy przypadek, gdy rozmaici cwaniacy przylepiają się do partii rządzącej i wykorzystują tzw. układy. To się zdarza. Ważne, czy w końcu jest reakcja politycznej zwierzchności, a tu była: Gość stracił partyjną legitymację i pracę, oddał szpitalowi pół miliona, (czyli faktury musiały być w części lewe), wywalony został cały zarząd szpitala. W lecznicy trwa kontrola, a prokuratura wszczęła śledztwo, które m. in. wyjaśni czy rezydent rzeczywiście przyjmował partyjne koleżeństwo poza kolejnością.

Taka reakcja nie nastąpiła na przykład w ogóle, gdy Elżbieta Witek ówczesna marszałek Sejmu z PiS umieściła na dwa lata na szpitalnym OIOM-ie obłożnie chorego męża, dzięki czemu zaoszczędziła na opiece, a szpital za to zapłacił, ponad 2 miliony złotych. I do dziś nie odzyskał tych pieniędzy, tymczasem posłanka Witek ciągle robi za ofiarę politycznej nagonki Tuska.

Przypomnijcie sobie jak dyrektor szpitala osobiście dowoził prezesowi Kaczyńskiemu kule do domu, albo jak wyłączyli  pół oddziału kardiologii w Lublinie, bo leczył się tam prezes Kaczyński, w dodatku jako pacjent NN.

Nawet jeśli grzechy podobne, to jednak reakcja diametralnie różna. Tu konsekwencje, dymisje i ostracyzm, w PiS zero skruchy i jęki o politycznej nagonce. Oczywiście to bez wyjątku są afery godne potępienia. I winnych tej ostatniej nie tłumaczą zaszłości oraz fakt, że poprzednicy nie byli lepsi.  Problem w tym, że nóż się otwiera (mam nadzieję, że do posła Kowalskiego to nie dotrze), gdy niektórzy dzisiejsi polityczni Katoni, sezonowi moraliści jeszcze niedawno sami byli w takich szalbierstwach czynni.

***

Kanał Zero wyjawił, że rzeczony młody lekarz zorganizował specjalny pokoik dla przyjęć poza kolejnością partyjnych kolegów z Koalicji Obywatelskiej. W związku z tym, że na razie oprócz zdjęcia jakiegoś pokoju na innym zresztą oddziale niż SOR dowodów nie ma, politycy PiS zaczęli rozpowszechniać listę posłów KO z Warszawy z sugestią, że korzystali oni z szybkiej ścieżki przyjęć u pana doktora. Lista powstała w ten sposób, że umieszczono na niej nazwiska wszystkich parlamentarzystów KO z okręgu warszawskiego.

Gdy chora onkologicznie  posłanka Katarzyna Piekarska zasłabła na plenarnej sali, bo nie wytrzymała ciśnienia tych pomówień, pisowska szczujnia lekko się zreflektowała i teraz twierdzi, że ta lista to tylko zbiór adresatów pytania, czy ktoś z nich korzystał z pokoju  VIPowskiego w Szpitalu Południowym.

To dokładnie ta sama metoda gdyby powielić nazwiska wszystkich posłów PiS będących w związku  i rozpowszechniać listę z pytaniem czy jeszcze biją żony.

Kanał Zero, który sprawę saloniku nagłośnił, teraz w osobie redaktora biega po parlamencie i pyta posłów KO, czy z niego korzystali. To jest nowy model dziennikarstwa śledczego: Na Leppera – najpierw stawiamy tezę a potem szukamy dowodów, w dodatku z nadzieją, że ktoś sam z siebie się przyzna.

***

W związku z aferą rezydenta-milionera, politycy postanowili uzdrowić sytuację. Na razie deklaracje nie zwiastują jakiegoś przełomu w systemie ochrony zdrowia. Są pomysły ograniczenia płac dla lekarzy w publicznym systemie (chyba całkowicie niekonstytucyjne). Ale od tego lekarzy nie przybędzie, zwłaszcza na SOR-ach, gdzie brakuje chętnych nawet za obecne niebotyczne stawki. A poza tym dlaczego lekarz za godzinę pracy miałby zarabiać mniej od hydraulika?

Koncepcją wysokiego ryzyka jest także pomysł, by lekarze pracowali na wyłączność w  lecznictwie publicznym bądź prywatnym, bo efekt może być odwrotny od zamierzonego a kolejki do specjalistów jeszcze bardziej się wydłużą. To już lepiej brzmi propozycja regulowania czasu pracy lekarza, tak, by 300 godzinny miesiąc pracy był niemożliwy.

Gigantyczny czas pracy, zwłaszcza młodych lekarzy, na dorobku, to jest zjawisko powszechne, czemu zresztą przyklaskują dyrekcje lecznic, bo w ten sposób mają mniej problemów z obsadą oddziałów.

Na rynku niedoboru pracownika , a z takim tu mamy do czynienia, na dodatek przy silnej konkurencji rozbuchanego sektora pracodawcy nie jest łatwo o sensowne regulacje. Ale szczytem szczytów jest pomysł pewnej posłanki Lewicy (nazwisko litościwie przemilczmy), która w radiowej Trójce stwierdziła, że na nocnych dyżurach lekarze śpią. No skoro tak, to niech spróbuje zlikwidować nocne dyżury, lekarze się wyśpią w swoich łóżkach i przyjdą rano zobaczyć jak się pacjenci na oddziale mają .

***

Jest wstępne pokojowe porozumienie między USA i Iranem. Wygląda na to, że wszyscy na tym konflikcie stracili, choć aukcja wyimaginowanych korzyści z udziałem obu stron trwa w najlepsze.

Najnowsze artykuły