Minął tydzień
Odbyła się dwudniowa Konferencja Odbudowy Ukrainy (Ukraine Recovery Conference 2026), na którą zapraszali wspólnie premier Tusk i prezydent Zełeński, z tym, że ten drugi się nie pojawił. Dla większego upewnienia, że go nie będzie na dwa dni przed imprezą minister Marcin Przydacz od prezydenta Nawrockiego nawrzucał otoczeniu prezydenta Ukrainy, że kradną, korumpują oraz nie wyrażają wdzięczności. Po czym wyraził głęboką satysfakcję z absencji obficie skropioną szyderą wobec polskiego premiera, wraz zadowoleniem, że inicjatywa mu się sypie.
Tymczasem tu nie chodzi o dobre samopoczucie ludzi prezydenta Nawrockiego a nawet samej głowy państwa, tudzież premiera, lecz interes polskich przedsiębiorców i szerzej całej gospodarki. Biznes apeluje nawet. by nie mieszać interesów gospodarczych z polityką historyczną, ale to zdaje się jest wołanie na puszczy, czy w tym przypadku na Stepach Akermańskich.
Jak dołożyć Tuskowi – na tym zagończycy prezydenccy się skupiają. Imaginują przy tym sobie, że prowadzą wielką grę a to nawet nie jest partia bierek na podwórkowej ławce.
***
W wojnie orderowej wygląda na to, że Pac wart jest pałaca i odwrotnie. Prezydent Zełeński zaczął, i miał gdzieś czy jego pomysł na banderowski patronat wywoła w Polsce burzę. Z drugiej strony środowisko prezydenta Nawrockiego postanowiło odebrać mu Order Orla Białego, choć w kwestii kultywowania w Ukrainie legendy UPA nic się nie zmieniło od czasu jego wręczenia przez poprzednika, prezydenta Dudę. Zamiast jeszcze jednej ulicy czy pomnika, tym razem UPA została patronem wojskowej jednostki. A Stepan Bandera był tam bohaterem narodowym już w czasach gdy takie same ordery otrzymali poprzedni ukraińscy prezydenci, którzy zresztą na znak protestu również je nam oddali. Więcej – wówczas nie było ni widu ni słychu o ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej, a teraz prace się toczą. Znaczy na odległość pachnie tu niekonsekwencją.
Pałacowa amatorka liczyła przy tym, że odbędzie się cała ceremonia odebrania odznaczenia – decyzja, następnie kontrasygnata premiera i sądząc po słowach krytyki co do formy zwrotu, robią wrażenie jakby oczekiwali, że Zełeński odeśle im ten order na atlasowej poduszce w asyście konnej sotni Kozaków, dodatkowo z jasyrem w postaci atrakcyjnej białogłowy. I będzie jak u Sienkiewicza. Tymczasem Zełeński nie czekając zapakował odznaczenie i wysłał Nawrockiemu kurierem.
No i poniewczasie ministrom prezydenckim szkoda tej celebry i coś tam bąkają, że jednak kontrasygnata premiera powinna być. Premier musiałby być głupi żeby kontrasygnować wydarzenie w czasie przeszłym dokonanym. To tak jakby kazać komuś zapłacić za kryształ, który sprzedającemu wypadł z ręki na beton.
Prezydent Zełeński też nie lepszy, oświadczył, że odebranie mu orderu to jest przejaw walki wewnętrznej sił politycznych w Polsce, po czym zamiast wspierać premiera Tuska, olewa przyjazd na konferencję, której sam jest współorganizatorem. Gdyż czuje się urażony, niczym panienka, gdy kawaler jej dostatecznie nie przysłodzi. Innymi słowy ze swej strony prezydent Ukrainy dolewa jeszcze oliwy do ognia, który zresztą sam był wzniecił.
Czyli nie tylko nasz prezydent wykorzystuje międzynarodowe odniesienia do wewnętrznych rozgrywek i smyrga swoich nacjonalistów za uszkiem.
***
Różne głupoty się teraz wygaduje w kontekście stosunków polsko-ukraińskich, więc tylko jeden cytat z prezydenckiego doradcy, byłego sportowca, Marcina Możdżonka, żeby zobrazować z jakimi tuzami intelektu mamy do czynienia. Ten zagrzmiał o polskiej racji stanu, po czym stwierdził, że Polska nic nie ma z bezinteresownej pomocy dla Ukrainy.
To zdecydowanie zły pomysł, by publicznie mądrzyć się o narodowych imponderabiliach mając trudności z rozpoznaniem znaczenia słów w języku polskim. Bo raczej mało wiarygodny jest ktoś, kto wypatruje korzyści z pomocy, która z zasady, jak sam zresztą przyznaje, nie była transakcyjna.
***
Poseł tej ziemi Pawel Kukiz zarzucił premiera Tuska w kontekście ukraińskiej afery najgorszymi kalumniami. W ten sposób pokazał, że nie ma sensu obrzucać się cudzym gównem, skoro mamy nasze własne.
***
Afera ze Szpitalem Południowym w stolicy nabiera rumieńców. Sprawa pokoiku VIP przygasa z powodu trudności z namierzeniem właściwego pomieszczenia oraz jego użytkowników, młody rezydent z zarobkami 1,6 miliona złotych w rok już tak nie bije po oczach w kontekście coraz liczniej odnotowywanych lekarzy milionerów pracujących jeszcze więcej i za większe pieniądze, z tym, że uczciwie się rozliczając. Bo system im na to pozwala.
Ale spokojnie, właśnie dr Emil Jędrzejewski przypomniał sobie, że na SOR kierowanym przez lekarza rezydenta Dawida Kacprzyka uśmiercano ludzi, a trupy poddawano fikcyjnym badaniom. W rzeczywistości koordynatorem SOR w tym szpitalu od lat jest ktoś inny, doktor Adam Macech, ale to nikogo już dziś nie obchodzi. Dr Jędrzejewski jako były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym miał na pieńku z doktorem Kacprzykiem i publicznie mu wygrażał, że go załatwi a nawet obaj wymienili ciosy. Doktor Emil został wywalony, ale nie za to, że nie polubili się z rezydentem z SOR, lecz że zdaniem szpitala zawyżał zyski oddziału, za które jako ordynator miał płacone premie. Zdaniem szpitala dzięki kreatywnej księgowości Jędrzejewski wyłudził od lecznicy kilkaset tysięcy złotych. Czy tak było, pewnie sąd rozstrzygnie.
Jak to się dzieje, że lekarz widzi zawinioną śmierć pacjenta i milczy miesiącami, spokojnie udaje się po robocie do domu? Na to pytanie pan doktor musi odpowiedzieć sobie a będzie miał też okazję jako spóźniony sygnalista w prokuraturze. Na razie przed prokuratorem milczał, gdyż chce zeznawać z udziałem pełnomocnika w najbliższy poniedziałek. Nawet nie wziął na przesłuchanie telefonu, w którym ma podobno skargi wysyłane wcześniej do prezydenta Trzaskowskiego. Może w poniedziałek przyniesie.
Aktualnie wygląda to tak, że gość o empatii głazu (choć można jeszcze ostrzej nazwać lekarza, którzy sam przyznaje, że wiedział i miesiącami nie reagował na uśmiercanie pacjentów) donosi na oszusta, któremu póki co udowodniono jedynie fałszowanie czasu pracy.. Na razie sygnalista stosuje wobec prokuratury zasadę – ja wam rzuciłem u Stanowskiego w Kanale Zero kwestię a wy sobie udowadniajcie, że powiedziałem prawdę.
Niezła jest też Naczelna Izba Lekarska, która żąda od rządu unormowania czasu pracy lekarzy, a jeszcze rok temu broniła się przed tym rękami i nogami stając się promotorem obecnej patologii. I teraz jej prezes jest w szoku.
Casus doktora Jędrzejewskiego pokazuje, że u nas o wiarygodności nie świadczą dowody, ale to co kto mówi. Prawda nie ma tu nic do rzeczy. Bo to pasująca jakiemuś środowisku narracja uwiarygadnia w jego oczach oratora a nie fakty.



