Minął tydzień

Stowarzyszenie Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego ma już nawet swój program. Jeden z pomysłów polega na tym, że pracujące dzieci miałyby częściowo dopłacać do emerytur swoich rodziców. Na razie lider nie wyjaśnił jak im się to skleja z systemem, w którym funkcjonujemy, gdzie  obecnie pracujący i tak składają się na kompletne świadczenia obecnych emerytów, a ci ostatni swego czasu składali się na swoich poprzedników. Bo przecież kapitał początkowy to tylko księgowy zapis solidarnościowego systemu ZUS.

Jakoś tak się zdarza, że politycy szastają wręcz pomysłami w momencie, gdy tracą polityczne wpływy. Wtedy w ich głowach rodzą się nowe znakomite idee a jednocześnie gwałtownej dekapitacji ulegają szare komórki odpowiadające za pamięć po nieudanych reformach z okresu sprawowania władzy. Przy czym proces ten jest tym intensywniejszy im dłużej wcześniej rządzili.

W wykonaniu Mateusza Morawieckiego i  kolegów osławiona gruba kreska Tadeusza Mazowieckiego, jawi się niczym cienka nić a nawet ulotny dotyk babiego lata.

***

Po rozpadzie PiS zaczynamy się dowiadywać ciekawych rzeczy: Morawiecki donosi, że Kaczyński chciał przymusowych szczepień przeciw Covid, że to prezes PiS był pomysłodawcą zaostrzenia prawa aborcyjnego przez TK  a Morawiecki tego nie chciał. Rzecz w tym, że jako premier wszystko skrupulatnie realizował, jak się okazuje całkowicie wbrew sobie. No biedny miś po prostu. W odpowiedzi prezes sugeruje, że Morawiecki ma coś z głową, co jest prognostykiem dalszego ciągu tej historii.

Dziennik „Rzeczpospolita” na tę okoliczność przypomniał(a) teorię „prześwitu” niemieckiego filozofa Martina Heideggera, że prawda się wydarza a wychodzi na jaw dopiero w sprzyjających okolicznościach. Takich jak na przykład rozłam grupy trzymającej onegdaj władzę.

W każdym razie u Morawieckiego jest jakościowa zmiana: miskę ryżu zastąpiła  kiełbasa wyborcza z grilla .

***

Prawica wyraziła żal i  zniesmaczenie, że w centralnych uroczystościach rocznicy Powstania Warszawskiego nieobecni byli premier oraz wicepremier minister obrony oraz marszałek Sejmu. Tak jakby obecność tu i teraz była jedyną dopuszczalną formą oddania hołdu bohaterom Powstania.

Był za to zadymiarz Robert Bąkiewicz, który przy okazji nawoływał do bojkotu  niemieckich produktów, czyli załatwiał własne polityczne geszefty na plecach powstańców warszawskich. Był pan prezydent Karol Nawrocki z rodziną, śpiewali też potem powstańcze piosenki powstałe ku pokrzepieniu serc, który to doroczny koncert wesołych zaśpiewów o „czuwającej wierze” budzi jednak wątpliwości, zważywszy na fakt, że Powstanie przyniosło 200 tysięcy ofiar.

Wszystko więc było z wyjątkiem jednego – okazji do wygwizdania Tuska, Kosiniaka- Kamysza i Czarzastego, na które jak zawsze liczy grupa rekonstrukcyjna prawdziwych Polaków. W ten sposób czuje się jakby była na barykadach Warszawy w 1944 i tym gwizdem oraz buczeniem paszczą strzela niczym z visów na tygrysy, no może w jednego tygryska chociaż. Odebrano im tym razem tą satysfakcję, heroiczne wrażenie, że oto są kontynuatorami zbrojnego wyzwoleńczego zrywu Sierpnia ’44 i jak powstańcy Niemcom dają oni tu i teraz odpór koalicyjnym ciemiężycielom. Bo przecież nikt nie wierzy, że komuś z adwersarzy premiera akurat brakowało Tuska. Jeżeli już, to jako strzelniczej tarczy, którą właśnie z szacunku do bohaterów Powstania nie zamierzał zostać.

***

Natomiast Lider Konfederacji Sławomir Mentzen wraz z kolegami wybrali się do Berlina pod Bramę Brandenburską, by zamanifestować, że za ofiary Powstania Warszawskiego odpowiadają Niemcy, o czym wszyscy wiedzą.

Nie można wykluczyć, że  przewodniczący Mentzen ma lepszy niż przeciętny kontakt ze swoim elektoratem i akurat wie co robi, chcąc żeby się temu elektoratowi utrwaliło coś, co ciągle nie bardzo on kojarzy. I to nie jest takie do końca daremne zważywszy na fakt, że nawet pisowska marszałkini Sejmu, Elżbieta Witek, twierdziła onegdaj, że wiedzę o Powstaniu Warszawskim poznawała z przedwojennych książek.

***

Na berliński happening Mentzena zareagował polityk zaprzyjaźnionej z Konfederacją  AfD Fabian Keubel, nazywając  uczestników „Afroamerykanami Europy, szowinistycznymi ofiarami produkującymi żenadę, bez poczucia godności, prawdziwej wielkości i wstydu”. I zaoferował im higieniczne chusteczki dla otarcia łez gdyby uprzedzili, że będą.

Jak widać narodowi radykałowie z różnych krajów używają podobnego języka i bliźniaczej narracji.  W tym kontekście wcześniejsze wypowiedzi Sławomira Mentzena, że politycy AfD są w porządku były wyrazem jego naiwności. To, że te same idee są im bliskie, nie oznacza, że swym ostrzem nie są zwrócone w przeciwną  stronę. Nie istnieje żadna międzynarodówka narodowców, bo ich zbiory wspólne kończą się na granicy narodowych egoizmów. Tylko proletariusze wszystkich krajów się kiedyś „łączyli”, narodowcy mogą się tylko nawalać. Europa narodowa to Europa nieustannych konfliktów i dominacji silniejszego.

***

Znacznie jednak ciekawsze a’propos Polski są komentarze niemieckich czołowych mediów. Tygodnik Die Zeit poświęcił nam ostatnio duży artykuł wskazując, że polska gospodarka to dziś eksportowa Ekstraklasa. W ciągu ćwierćwiecza nasz udział w światowym eksporcie wzrósł z 0,5 proc. do 1,8 procent. Choć dla Niemiec ten udział wynosi 7,6 proc., Niemcy uczciwie podkreślają, że mają dwa razy więcej niż my ludności i cztery dekady przewagi w kapitalizmie. Dziś 4 procent światowego eksportu wyrobów mięsnych i ryb należy do Polski –  przypomjna niemiecki tygodnik, 10 procent eksportu tytoniu i wyrobów tytoniowych. Jesteśmy lepsi od Niemców w eksporcie  zbóż, pralek i baterii. Gdy średni wzrost PKB wyniósł w krajach Unii w 2025 roku 1,5 procent, w Polsce ten wskaźnik osiągnął 3,6 procent, prawie dwa i pół razy tyle. Polska jest dziś szóstą największą gospodarką w krajach Unii, w światowej gospodarce rośnie znaczenie firm zarządzanych przez Polaków – tak piszą o nas Niemcy.

Wspominamy tu o tym, bo od opozycji tego raczej się nie dowiecie, a nawet wręcz odwrotnie.

***

W wyniku zalewu nielegalnych emigrantów w skali dotąd niespotykanej większość z nas dowiedziała się, że istnieje Ceuta, zamorski skrawek Hiszpanii w Afryce. Prawicowi populiści grzmią o najeździe, inwazji, co jednak jak twierdzą fachowcy zajmujący się geopolityką nie wyczerpuje charakterystyki ostatnich wydarzeń.

Pewnie w dużym stopniu to konsekwencja błędnej polityki hiszpańskich władz, ale dla nas Europejczyków to przede wszystkim ostrzeżenie, jak krucha jest unijna solidarność., którą potrafi rozwalić  jedna akcja marokańskiego satrapy. A ten, uwaga, dostaje ciągle pomoc finansową z UE. Co prawda sytuację Hiszpania szybko opanowała, unijne kraje nie grożą już jej zablokowaniem Schengen, no ale niesmak pozostał.  A przy okazji obawa, bo to może nie być koniec wojny hybrydowej jaką Europie wypowiedziało Maroko.

***

Pan prezydent Karol Nawrocki ułaskawił czołowego kibola Legii – Starucha, znosząc wobec niego zakaz stadionowy.  Dotąd mogło się wydawać, że szanująca siebie i kraj głowa państwa nie jest od zwalniania kiboli od zakazu wejścia na mecze. No ale ten prezydent najwyraźniej od tego właśnie jest. A filmy z dawnych kibolskich ustawek mogą przecież w każdej chwili ujrzeć światło dzienne.

***

Dwie polskie elektrownie: Kozienice i Połaniec ograniczyły produkcję, gdyż wskutek ekstremalnej fali upałów brakuje w Wiśle wody do schładzania bloków energetycznych. W Polsce w odróżnieniu od Rumunii i zwłaszcza Węgier widma blackoutu  nie ma, gdyż w wyniku dywersyfikacji źródeł energii połowę produkcji prądu przejęła u nas fotowoltaika oraz inne źródła OZE.

Widać dokładnie w jak ciemnej d… byśmy dzisiaj byli gdyby stawiać, tak jak chce populistyczna prawica, wyłącznie na energetykę węglową i jednocześnie gdzieś mieć doniesienia o klimatycznych zmianach, których konsekwencją jest czwarta w tym roku fala upałów w Europie, a skutkiem są m.in. wysychające rzeki.

Gdybyśmy słuchali tych wszystkich idiotów od OZE-sroze. Bo jest odwrotnie: sroze to byłoby bez OZE, i nie kiedyś tam, ale już tego lata, a nawet w tym tygodniu.

 

 

Najnowsze artykuły