Minął tydzień

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa. Zdaniem biegłych donosy z szafy Kiszczaka to esbeckie fałszywki,  nie mogą być jego autorstwa ze względu na ich wysoki poziom epistolograficzny. Jednym słowem prosty elektryk ze stoczni nie mógł ich napisać ze względu na swój wtórny analfabetyzm.
To wystarczyło, by Lecha Wałęsę przeciwnicy polityczni zaczęli wyzywać od debili a redaktor Mazurek w Kanale Zero nazwał decyzję o umorzeniu sprawy  urzędowym potwierdzeniem na piśmie, że Wałęsa jest matołem.

Życiorys Lecha Wałęsy to historia prostego, niewykształconego robotnika, który w swej naiwności uwierzył, że można obalić komunę, choć na dobrą sprawę wszelkie przesłanki temu przeczyły. On ich nie rozpatrywał, bo ich nie znał, nie rozumiał  i to była podwalina jego przywództwa w zwycięskiej  solidarnościowej rewolucji. Wzniósł się niczym pszczoła, która z punktu widzenia praw fizyki nie powinna się oderwać się od ziemi, ale ona o tym nie wie i lata.

Tak, wtórny analfabetyzm był prawdą pewnego etapu jego drogi. I trzeba być rzeczywiście prawdziwym kretynem, by dzisiaj mówić tak o Wałęsie, pomijając jego osobowościowy rozwój, życiowy progres jakiego dokonał  i wszystko to co w konsekwencji zrobił dla Polski w Sierpniu ’80, a potem na przełomie lat 80/90.

Taki paradoks, że współcześni hejterzy Wałęsy, niejednokrotnie mistrzowie zasięgów to jednocześnie ludzie ograniczeni. A przynajmniej sprawiający takie wrażenie.

***

Pan prezydent Karol Nawrocki wzbraniał się, by podpisać ustawę o opodatkowaniu nadmiarowych zysków  koncernów paliwowych, gdyż jego zdaniem prawo nie działa wstecz. Niestety nie da się przewidzieć realnej wielkości zysków do przodu. Zysk to podsuma czasu przeszłego dokonanego, zwłaszcza ten nadmiarowy.

Ci którzy to rozumieją nie robią więc trudności dla takiego opodatkowania, bo istotą przesady jest sam fakt jej występowania a czymś wtórnym, choć elementem koniecznym – wypadkowa czasu. Dlatego podatek od nadmiarowych zysków firm paliwowych wprowadziły już: Hiszpania, Czechy i Słowacja.

Dziś rządy Polski, Niemiec, Włoch, Austrii i Portugalii i Hiszpanii apelują wręcz do Komisji Europejskiej, by wprowadzić wspólny unijny mechanizmu opodatkowania koncernów paliwowych z związku z wstrząsami na rynku. A te związane są z Donaldem Trumpem, bo rozniecił na Bliskim Wschodzie wojnę, której mimo wielokrotnych zaklęć  nie jest w stanie wygrać.

PiS wspiera prezydenta w jego argumentacji. Jakoś zapomnieli o solidarnościowym opodatkowaniu dwuletnich zysków Jastrzębskiej Spółki Węglowej za swoich rządów. Polityka „co było a nie jest, nie pisze się w rejestr” ciągle święci tam u nich triumfy.

***

W końcu jednak pan prezydent podpisał ustawę o opodatkowaniu nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, ale się nie cieszył. Rząd ma kasę na powtórkę z programu Ceny Paliw Niżej. Prezydent zrozumiał, że próba walki z rządem pod dystrybutorem za nasze pieniądze wizerunkowo mu się nie opłaca.

Swoją decyzję ogłosił w formie prezydenckiego expose’. Miał być ogień i był, tylko słowa w nim jak trzcina…

***

Tymczasem boty oraz opozycja, która nie tego się po prezydencie spodziewała, oczekuje by litr benzyny kosztował teraz 5,19 zł, o czym Donald Tusk wspominał 3 lata temu w innych okolicznościach gospodarczych i geopolitycznych, komentując konkretnie osadzone w ówczesnej  gospodarczej czasoprzestrzeni manipulacje prezesa Obajtka z ceną paliw.  A mogli spokojnie zażądać ceny z czasów II RP, wtedy litr paliwa kosztował 50-80 groszy, inna sprawa, że było to około 11 złotych w przeliczeniu na nasze.

***

Poseł ostatnio niezrzeszony Janusz Kowalski donosi, że poseł Michał Moskal z PiS wspólnie opracowywane poprawki do ustawy o rynku kryptowalutowym wziął i zaniósł do konsultacji z szefem Zondakrypto Przemysławem Kralem.

Podobno z powodu, że sprawa się rypła poseł Moskal sam się teraz zawiesił w partii do czasu  „wyjaśnienia kryptoafery Donalda Tuska”. Tak jakby to premier a nie Moskal  wczasował się na Ibizie za pieniądze szefa Zondacrypto, wysyłał do niego adresy dziękczynne za wypasione menu fundowane w dobrych restauracjach, a potem bardzo się starał, by kary dla kryptowalutowych przekręciarzy nie były zbyt bolesne. W końcu dobry lobbysta do lobbysta syty a nawet nażarty, dlatego pochwała dobrego żarła w postaci rozpływającego się w ustach antrykotu wołowego skonsumowanego w restauracji pięciogwiazdkowego hotelu w Santa Eularia des Riu  w wypadku Moskala nie była przypadkowa.

Podobnie jak drakońska wysokość kar dla kryptozłodziei  jako oficjalny powód kilkakrotnego zawetowania ustawy o rynku kryptowalut przez prezydenta Karola Nawrockiego. Jakby nie było poszedł na rękę sponsorom swojej prezydenckiej kampanii.

***

Niezłe Gaudeamus urządziła prokuratura Collegium Humanum, na jej zlecenie CBA zatrzymała kolejnych 11 podejrzanych, w tym szóstkę sąd aresztował. To zresztą jest fragment szerszego śledztwa dotyczącego handlu dyplomami i prania brudnych pieniędzy, którym objęto w sumie 26 szemranych uczelni, część z nich zresztą już zapadła się pod ziemię. W jego w ramach 83 osobom przedstawiono już 475 zarzutów. Są wśród nich politycy, samorządowcy, przedstawiciele administracji publicznej i służb, rektorzy, profesorowie oraz dziennikarze i przedsiębiorcy.

Pęd do dyplomów bez nauki szedł u nas szeroką falą i żadne polityczne falochrony się mu nie oparły.

***

Prezydencki minister Zbigniew Bogucki w polemicznym zapamiętaniu nazwał premiera Donalda Tuska „politycznym łomiarzem”. Panie ministrze, to nie Tusk napier… się po lasach z kibolami, tylko pana aktualny pryncypał. Tak że znaj proporcjum, mocium panie.

***

Marcin Romanowski dostał od Sądu Okręgowego w Warszawie list żelazny, ale na razie nie przyjedzie, bo decyzja jest nieprawomocna. W związku z tym, że sąd złamał zasady przyznawania takiego listu, który wydaje się na wniosek prokuratury, bądź przy jej akceptacji, a nie nastąpiło ani jedno ani drugie, szanse na jego uprawomocnienie się są marne, choć nie można tego wiedzieć na pewno. Zwłaszcza, że ten przepis wszedł za Zbigniewa Ziobry, i kilka razy sąd już go kontestował.

W związku z tym listem ujawniły się dwie prawnicze szkoły: Falenicka twierdzi, że to dobrze, bo w końcu Romanowski przyjdzie na odczytanie mu aktu oskarżenia i proces ruszy, a sam list nie jest zwiastunem złagodzenia ewentualnej kary. Natomiast szkoła otwocka uważa, że gość, który uciekł, ukrywa się, a jego wcześniejsze zapewnienia co do kontaktów z prokuraturą były funta kłaków warte, gdyż zaraz po nich zbiegł na Węgry -nie zasługuje na zaufanie wymiaru sprawiedliwości.

W tej ostatniej kwestii coś jest na rzeczy, gdyż dotąd Romanowski oraz jego polityczne otoczenie twierdzili, że się ukrywa, bo  nie może liczyć na uczciwy proces w kraju, a teraz okazuje się, że powodem była nie wiarygodność sądu a strach przed aresztowaniem.

Najprawdopodobniej Romanowskiemu po prostu kończy się kasa, którą w wielkiej ilości i za jeszcze większe nic otrzymał od premiera Orbana,  więc wysłał list z placu budowy w  Naddniestrzu, że przydałby mu się list żelazny. Niewykluczone, że tylko po to, by na fałszywy paszport, który ma, mógł spokojnie przemieścić się w jakieś bardziej komfortowe miejsce, uwolniony od statusu ściganego.

Za przepaloną kasę  z budżetu Węgier zamierza zresztą Romanowskiego ścigać również  węgierska prokuratura, bo to było w przeliczeniu ponad 40 tysięcy złotych miesięcznie od rządu Orbana. Razem 3,5 miliona forintów na fikcyjną fundację, czyli na utrzymanie zbiega na złość Tuskowi.

Wygląda więc na to, że Romanowski gdy będzie się nudził w swojej melinie, to celem jego wylewanych pomyj osaczonego frustrata staną się teraz dwaj premierzy: Tusk oraz Magyar.

 

 

 

 

Najnowsze artykuły