Minął tydzień

Anna Konieczyńska, działaczka KO, była już wiceprezeska Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego załatwiła mężowi z pieniędzy dla powodzian 200 tysięcy na remont pensjonatu w miejscu, gdzie woda nie dotarła. Kolejne 4,5 miliona wsparcia otrzymali jej sąsiedzi biznesmeni, podobno też na lewo. W związku z tym ruszyła kampania, że politycy KO okradają powodzian, obficie ilustrowana fizis Donalda Tuska.

Na razie jednak co do faktów  to powodzian okradła jedna pani Anna. Czy tylko w imieniu męża – to od 29 kwietnia po doniesieniach Wirtualnej Polski o przekrętach z funduszami powodziowymi w KARR sprawdza CBA, zobaczymy co z tego wyniknie. Do tej pory agenci przenicowali 900 wniosków o powodziowe dotacje i już sygnalizują, że są tam machloje..

Czy Agencja pracuje nad sprawą długo czy krótko, trudno powiedzieć. Choć są tacy, co wiedzą, na przykład redaktor Mazurek z Kanału ZERO, który sugeruje, że się zna na tej robocie. Najwyraźniej w odróżnieniu od kalendarza, gdyż dla zobrazowania jego zdaniem zbyt długiej mitręgi CBA i rzecz jasna wzmocnienia przekazu dolicza do niej kwiecień, choć śledztwo Biuro rozpoczęło na dzień przed końcem tego miesiąca.

***

W każdym razie narracja opozycji, że KO-wcy okradają powodzian hurtowo, opiera się na podstawie jednostkowego przykładu. W tym chórze zwracają uwagę działacze Konfederacji, choć oni akurat powinni generalizować ostrożnie. Idąc bowiem tokiem myślenia o odpowiedzialności zbiorowej po incydencie w IKEI z udziałem ich posła Konrada Berkowicza, można by konkludować, że wszyscy konfederaci kradną patelnie oraz inny pomniejszy sprzęt AGD, albo też że są dysfunkcyjnymi niedorozwojami, którzy nie są w stanie skoordynować zakupów z odbiorem muzyki w słuchawkach.

Tak czy inaczej złodziejstwo należy tępić pod każdym sztandarem i w przypadku pani Anny zdaje się zachodzi ten przypadek. Różnica jest taka, że w koalicji złodziejstwo się rozlicza, a w dzisiejszej opozycji przeważnie swoich złodziejów broni.

***

Jeszcze a’propos przekrętów – Pekao SA żąda zwrotu wynagrodzeń od pięciu doradców zatrudnionych w czasach rządów PiS – Jarosława Olechowskiego, Małgorzaty Raczyńskiej-Weinsberg , Ryszarda Madziara, Agnieszki Piesiewicz i Rafała Bukowskiego.  Audyt w firmie wykazał, że ich zatrudnienie to była fikcja, w odróżnieniu od kilkunastu milionów złotych, które łącznie zainkasowali za nic.

Raport obejmujący lata 2017-2023 wskazuje, że w tym okresie Pekao zatrudniło 18 doradców, których łączne zarobki pochłonęły około 30 mln zł. Kontrola ujawniła też nieprawidłowości w działalności fundacji banku, która w 2023 r. przekazała ponad 4,6 mln zł organizacjom wspierającym kampanię PiS. Umowy z nimi były niezgodne ze statutem fundacji, który najprawdopodobniej był przykrywką dla takich właśnie przelewów na partię Kaczyńskiego.  Sprawą zajęły się prokuratura i skarbówka, a bank również domaga się zwrotu i tych pieniędzy.

W tym czasie prezesem Pekao SA był Leszek Skiba, obecnie doradca prezydenta Nawrockiego, który nie ma sobie nic do zarzucenia. I tu jest ta różnica – na podstawie wyników jednego audytu w Pekao nikt nie twierdzi, że wszyscy w PiS to złodzieje, najwyżej niektórzy z nich.

***

Wizyta premiera Donalda Tuska na planie serialu „Ranczo” wywołała ostre reakcje w obozie opozycji. Serialowy Arkadiusz Czerepach zażartował, by premier nie brał przykładu z jego postaci a premier odwdzięczył się duetowi Kozioł-Czerepach zaproszeniem do rządowej limuzyny oraz swoim doświadczeniem, że nie zawsze duety polityczne z tych samych okolic, na przykład Gdańska, się sprawdzają.

Nie wiadomo co bardziej wywołało histerię po prawej stronie – powyższe żarty czy same odwiedziny szefa rządu na planie kultowego polskiego serialu, który kochają miliony widzów, a na który to pomysł  PR-owcy prezydenta nie wpadli.

Sądząc jednak po reakcjach – obraźliwych epitetach w stronę premiera płynących z ust prezydenckich ministrów, poprzez wyciąganie  przez TV Republika aktorowi Arturowi Barcisiowi udziału w 2010 roku w jakimś artystycznym evencie na cześć wizyty w Polsce ówczesnego prezydenta Rosji Miedwiediewa –  irytacja jest znaczna. Tylko poziom buractwa niezmiennie taki sam.

***

Marek Gróbarczyk onegdaj pisowski minister gospodarki morskiej i żeglugi  śródlądowej tym razem popłynął dalej niż zwykle i zarzucił premierowi Tuskowi, że odpowiada za… niski stan wody w Wiśle i na dodatek oszukuje Polaków na  wodowskazie w Siekierkach pokazując stan wody na poziomie ponad stu centymetrów, podczas gdy tak naprawdę lustro wody liczy tam sobie centymetrów kilka..

Rzecz w tym, że Wody Polskie nauczone ubiegłorocznym doświadczeniem przestawiły rzeczony wodowskaz i pogłębiły koryto, tak by uniknąć ujemnych stanów wód, o czym premier najprawdopodobniej miał pojęcie jedynie w  urojeniach pana Gróbarczyka.

W ten sposób ujemnego poziomu udało się uniknąć na wodowskazie, natomiast  jeśli chodzi o byłego ministra żeglugi niestety znowu nie.

W kwestii teorii o niskim stanie wód Gróbarczykowi dorównuje może tylko jeden z redaktorów Nowej Trybuny Opolskiej, który w komentarzu zasugerował, że poziom rzek spada  z powodu wiatraków, które rozwiewają chmury.

***

Europejski Bank Centralny skrytykował pomysł SAFE Zero duetu Nawrocki – Glapiński. Zdaniem EBC żaden bank centralny nie może brać na siebie  wydatków publicznych, nawet jeśli to mają być wydatki na obronność. Poza tym przypomniał, że obowiązkiem banku centralnego w pierwszej kolejności jest pokrywanie z zysku dotychczasowych strat a nie finansowanie rządowych przedsięwzięć. Do pomysłu SAFE Zero procent EBC w ogóle się nie odniósł, gdyż nie jest dobry w perpetuum mobile.

W odpowiedzi NBP oświadczył, że postępuje całkowicie zgodnie z unijnym prawem bankowym, no ale co mieliby na takie dictum odpowiedzieć. Przecież ten duet egzotyczny nigdy nie przyzna, że z samych chęci bicza się nie ukręci. A co prezydent, zwierzchnik sił zbrojnych przy okazji stracił w oczach polskiego wojska, to nie jego.

***

To nigdy nie będzie twoja Polska – w ten sposób były premier Leszek Miller odpowiedział na słowa ukraińskiej aktywistki Natalli Panczenko, prezeski fundacji Stand with Ukraine, że Polski nikt jej nie zabierze. Panczenko mówiła o swojej wizji Polski jaką nosi w sercu  – kraju gościnnego, przyjaznego, nowego domu dla ukraińskich migrantów. Dlaczego w oczach Leszka Millera Polska nie powinna taka być, nie bardzo wiadomo. Może to efekt brunatnej zaćmy na starość.

I tu do niego mała uwaga: Przez lata stał pan w pierwszym szeregu budowniczych PRL, to nie była moja Polska i milionów rodaków, więc dziś powinien pan skorzystać z okazji i przynajmniej siedzieć cicho.

***

Okazuje się, że Marcin Romanowski  ukrywa się obecnie przed polskim wymiarem sprawiedliwości w Nadniestrzu, rosyjskiej części Mołdawii, czyli pod parasolem Władimira Putina. Jak to mówią – ciągnie swój do swego.

Ciekawa jest reakcja posła Przemysława Czarnka, który twierdzi, że list z ruskiej enklawy kontrolowanej przez KGB mógł w imieniu Romanowskiego wysłać każdy. Tak, ale pod warunkiem, że na posłańca autor listu wybrałby wyjątkowego idiotę,  bo tylko pocztowa pieczątka z Kremla byłaby gorszym wyborem.

Niestety dziś Romanowski w tym się streszcza, że się schował do Nadniestrza.

***

Dziś Święto Wojska Polskiego. Z tej okazji warto pamiętać, że w ciągu ostatnich trzech dni maja za sprawą programu SAFE rząd Tuska zainwestował w polski sektor zbrojeniowy więcej, niż rządy PiS przez cale 8 lat.

Najnowsze artykuły