Minął tydzień
Pół godziny nawalnego deszczu wystarczyło, by zalało ulice w Głuchołazach, wylał potok w Bodzanowie w sensie ścisłym a w sieci ruszyła zlewnia oskarżeń działaczy PiS. Żeby „rząd coś z tym zrobił” zaapelował poseł Marcin Ociepa. Posłanka Katarzyna Czochara nad bodzanowskim potokiem utyskiwała, że trawa w nim nieskoszona, natomiast słowa nie powiedziała o tym, że prawie wszystkie domostwa wzdłuż owego cieku miast gromadzić deszczówkę spuszczają ją z siedlisk do potoku, który w rzeczywistości zatamowały niesione z wodą kubły na śmieci oraz gałęzie zablokowane na kładkach stawianych przez mieszkańców wedle uważania, wbrew zaleceniom hydrologów z Wód Polskich. Generalnie posłanka Czochara sprawiała wrażenie, jakby potok w Bodzanowie wydrążył się już po rządach jej formacji i dopiero teraz wypłynął z nim problem związany ze zmianą klimatu. Jeszcze więcej węgla, jak postuluje partia pani Czochary, a będzie posłanka nad bodzanowski potok przyjeżdżać i utyskiwać częściej.
Ale i tak wszystkich przebił poseł Sebastian Kaleta, który zarzucił rządowi złamanie obietnic modernizacji sieci burzowej w Głuchołazach. Może jak śpiewał Jerzy Stuhr nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać, ale też trudno o taką, która szas- prast łyknie limit opadów z połowy miesiąca, jeśli na miasto spadnie on w ciągu dwóch kwadransów. No chyba, że została wymyślona na użytek politycznej nawalanki, bo tutaj chętnie politycy walą z grubej rury.
***
Jeszcze a’propos powodzi: Opozycja i część mediów grzmią, że wojewoda opolska rozdała sute nagrody urzędnikom za walkę z powodzią we wrześniu 2024. Tu układem odniesienia są znacznie niższe apanaże wypłacane z podobnej puli w województwach ościennych. Tyle, że jak się okazało różnica nie tyle dotyczy samych sum, co nazewnictwa rubryk, pod którym zostały rozliczone. Znaczy koledzy sąsiedzi wojewodowie wypłacili za to samo porównywalne a nawet większe pieniądze z tej samej szuflady, tylko inaczej nazwanej.
Jeszcze raz okazało się jak zmylić może nomenklatura.
***
Święto Wojska Polskiego miast jednoczyć, stało się areną potyczek słownych. Opozycja grzmiała, że na paradzie wojskowej rząd pod szyldem pożyczki SAFE pokazał sprzęt, kupiony przez ministra Błaszczaka. Nie dodała tylko, że on również kupował go za kredyty, tyle, że droższe niż te unijne, dodatkowo wzmacniające koniunkturę wyłącznie obcej zbrojeniówki.
Pan prezydent w swoim przemówieniu przejęzyczył się dwa razy, ciepło wspominając obrońców Monte Cassino, czyli żołnierzy 10. Armii Heinricha von Vetinghoffa i umieszczając w nieskończoności inskrypcję Bóg, Honor, Ojczyzna na polskich sztandarach. Chyba, że na studiach opuścił zajęcia dotyczące polskiego oręża i historii II wojny, której to muzeum był nawet dyrektorem.
Z kolei wiatry od morza niosły przemowę premiera Tuska. On z kolei nie odpuszczał opozycji, wskazując, że za osiem lat rządów PiS w polską zbrojeniówkę nie zainwestował tyle, co za sprawą programu SAFE jego rząd w trzy majowe dni.
Natomiast wpadki głowy państwa nie zagłuszył nawet okolicznościowy prezydencki wrzask powitalny „Czołem, żołnierze! ”. Co najwyżej u części słuchaczy wywołał obawę, żeby mu czasem przy tak wielkim akustycznym wysiłku jakaś żyłka nie pękła.
***
Poseł Łukasz Mejza dokonał wpisu w sieci, że „żaden przyzwoity człowiek nie głosuje na Tuska”. Dość brawurowe stwierdzenie jak na gościa, który jest adresatem 11 prokuratorskich zarzutów, w tym w większości dotyczących kłamstw w oświadczeniu majątkowym. Gościa, który prowadził firmę jaka za ciężkie pieniądze pośredniczyła w kontakcie z hochsztaplerami sprzedającymi złudne nadzieje ciężko chorym dzieciom.
Jako oszust, który prawi o przyzwoitości, i ktoś kto żerował na cudzym nieszczęściu w otwartym konkursie na Bezczela Roku poseł Mejza poważnie umacnia się w ścisłej czołówce stawki. Ale nie musi się martwić, prezydent Nawrocki właśnie zawetował ustawę przeciwko takim hochsztaplerom, tak że spoko, Mejzo.
***
Poseł Marcin Romanowski, aktualnie w Naddniestrzu korzystający z uprzejmości rosyjskiego KGB, w ślad za korespondencją w sprawie listu żelaznego ze zdwojoną siłą publikuje wpisy odsądzające od czci i wiary Donalda Tuska, znaczone najgorszymi kalumniami.
Trzeba przyznać, że w podzięce za ruską gościnę Romanowski się nie oszczędza i wykazuje wielkim zaangażowaniem oraz gejzerem wdzięczności.
***
Wygląda na to, że posła Romanowskiego wkrótce zaczną poszukiwać nie tylko polskie organa ścigania. Jak donoszą węgierskie media Romanowski dostał na Polsko-Węgierski Instytut Wolności od rządu Orbana 350 milionów forintów. Przy czym nie ma żadnych śladów aktywności tego instytutu nie licząc przepalonych pieniędzy i kilkunastu tekstów atakujących rządy Koalicji 15 października w Polsce. Nic dziwnego, bo z puli 350 milionów forintów aż 269 milionów poszło na tzw. koszty osobowe. Sam Romanowski oficjalnie przytulił równowartość 42 tysięcy euro. A co z resztą – tego docieka węgierska prokuratura.
Okazuje się, że były wiceminister sprawiedliwości z niejednego szemranego funduszu chleb jadł.
***
Maciej Berek, prawa ręka Donalda Tuska a poza wszystkim uznany konstytucjonalista, został kandydatem KO do Trybunału Konstytucyjnego. W związku z tym pojawiły się głosy przeciwne, również w obozie władzy i wśród autorytetów prawnych, że przecież to nominacja wbrew strategii odpolityczniania trybunału.
Ci sami krytycy jednocześnie oczekują od rządu, by zrobił coś, by prezes TK Święczkowski nie pomiatał nominowanymi już przez Sejm sędziami, od których nie odebrał ślubowania prezydent Nawrocki, bo mu się nie chce, ale też w sumie nie musi.
Jako, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. premier postawił na starą zasadę, szerzej znaną z kultowego skeczu kabaretu Dudek: „Chamstwu należy przeciwstawiać się siłom i godnościom osobistom”, którą to Jasiu podkreślał wężykiem. I kto wie, czy krytycy kandydatury Macieja Berka też tak nie powinni.
Czasem nie ma wyjścia i trzeba pokonywać przeciwnika jego własną bronią. W końcu to nie Tusk ugrobił własną ustawę o odpolitycznieniu TK a ówczesny pisowski prezydent Duda.
I jest jak w komedii Moliera: Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.
***
Barbara Mróz -Gorgoń, Pełnomocniczka Rządu Do Spraw Promocji Marki Polski, złożyła dymisję. Przygotowała Raport Polaków Portret Własny i to się jej udało. Tyle, że głównie odmalowała swój wizerunek, a może nawet szerzej, uczelnianej hochsztaplerki, której ” dorobek” to złóg pseudonaukowych szachrajstw. Zaprzęgła do roboty nad raportem sztuczną inteligencję i nie chciało jej się nawet po niej przeczytać przed wypuszczeniem tego knota w publiczny obieg. W tej sytuacji fakt, że zgapiła tytuł ze słynnej wystawy w Muzeum Narodowym w Krakowie sprzed 56 lat, to już właściwie szczegół.
Przed manipulacją nie powstrzymała ją nawet świadomość, że w rządzie powierzono jej zadanie dbania o wizerunek Polski. Kiedyś takie szkielety mentalne, wytrybowane z poczucia odpowiedzialności i przyzwoitości przyłapane zapadały się pod ziemię, dziś pani Mróz-Gorgoń robi z siebie ofiarę hejtu, który ją przecież nie spotkał za nic, jest konsekwencją jej upadku jako człowieka i naukowca.




