Minął tydzień

Były dyrektor od Funduszu Sprawiedliwości, Tomasz Mraz ładnie zasypał byłych zwierzchników podczas obrad sejmowej komisji ds. rozliczania PiS. Otóż według skruszonego świadka Mraza nic się w tym Funduszu nie działo bez woli ministra Ziobry i jego najbliższych współpracowników. Mraz poinformował w zasadzie o tym, co już obszernie zeznał przed prokuratorem: że Ziobro wraz ze swoim wiceministrem Romanowskim informowali uczestników konkursów o ich warunkach i wskazywali kto ma je wygrać. Były i rodzynki – dyrektor opowiadał jak dostał cynk, że Sakiewicz, szef „Gazety Polskiej” idzie do Ziobry po milion, i żeby się na to przygotował. Zresztą część procedur konkursowych, twierdzi dyrektor Mraz, odbywała się w domu Ziobry. Dowiedzieliśmy się także z zeznań skruszonego świadka, że operacja kolana prezesa kosztowała Fundusz Sprawiedliwości 1,5 -2 miliony złotych, prawdopodobnie w dowód wdzięczności dla szpitala, bo nawet kolano ze złota kosztowałoby znacznie mniej.  Były dyrektor opowiadał też o puli dotacji z FS na wzmocnienie wizerunku polityków SP w ich okręgach wyborczych, w wysokości kilkuset tysięcy na głowę. Znaczy Fundusz był też skarbonką polityków Suwerennej Polski dla kupowania głosów wyborców.

I tu pojawia się wątek opolski: otóż w najbardziej zasłużonych działaczy, na przykład Janusza Kowalskiego z Opola, inwestowano nawet milion i więcej, które w imieniu Funduszu poseł  rozdawał pod hasłem „Kowalski dla Opolskiego”. Mraz opowiadał też o wielu innych ciekawych przewałach, które zdaniem polityków Suwerennej Polski są zupełnie nieprawdziwe, a odkąd zaczął denuncjować ich totumfacki w Funduszu, stał się on dla nich kompletnie niewiarygodny. Podobnie jak prokuratura, przed którą wkrótce staną, gdyż obecnie nie jest ich.

W każdym razie rokowania decydentów z SP w kwestii dysponowania Funduszem Sprawiedliwości nie są najlepsze, zwłaszcza, gdy zwróci się uwagę na jeden szczegół zeznań Mraza: „w pewnym momencie zacząłem dokumentować wydawane mi dyspozycje w kwestii wypłat z Funduszu Sprawiedliwości”. Są więc m.in. nagrania, z których jedno już stało się publiczne, i słychać na nim jak prokurator na telefon Jakub Romelczyk zastanawia się z ziobrowym wiceministrem sprawiedliwości Marcinem Romanowskim jak skręcić doniesienie posła Witolda Zembaczyńskiego w sprawie Fundacji Ex Bono.

Jak zauważył Poeta: spisane będą czyny i rozmowy. A teraz mamy mały suplement: że chętnie się z nimi zapozna prokurator.

***

Gasnąca gwiazda zgasłej już TVP PiS oraz regionalnych rozgłośni radiowych w całej Polsce Magdalena Ogórek przeprosiła europosła KO Andrzeja Halickiego za to, że na wizji rzeczonej telewizyjnej szczujni oskarżyła go o skandaliczne zachowanie podczas przesłuchania w Europarlamencie ówczesnego kandydata na komisarza Janusza Wojciechowskiego z PiS. Rzecz w tym, że Halicki w tym przesłuchaniu w ogóle nie uczestniczył.

W swych przeprosinach Ogórek widzi wszak dla siebie okoliczność łagodzącą: otóż podkreśla, że po prostu przeczytała na wizji informację przygotowaną przez kogoś innego. No ale tym właśnie różni się status dziennikarzy od statusu medialnych politruków: ci ostatni ochoczo jak swoje  deklamowali kłamstwa, które im podsuwała pisowska propaganda.

***

Pan prezydent Andrzej Duda doznał wzmożenia na wieść o śmierci prezydenta Iranu w katastrofie helikoptera. Do tego stopnia, iż w adresie kondolencyjnym skojarzyła mu się ona z ofiarami katastrofy smoleńskiej. Tymczasem Ebrahim Raisi to sądowy morderca, w 1988 roku jako członek czteroosobowej „komisji śmierci” wydał wyroki na ponad 5 tysięcy więzionych w Iranie ludzi i to jest dopiero początek listy jego ofiar. Raisi to przykład człowieka, który nie w przenośni a dosłownie wspinał się po trupach na szczeblach politycznej kariery. I trudno uczciwym ludziom mu współczuć, że już poszedł do diabła.

Niestety pan prezydent Duda wysłał te kondolencje w imieniu nas wszystkich. Dobra informacja jest taka, że już za rok z małym okładem będzie się kompromitował wyłącznie na własny rachunek.

***

W sukurs prezydentowi po kolejnej wpadce z ciepłymi kondolencjami po śmierci „rzeźnika z Teheranu” usiłował przyjść jego minister Andrzej Dera. Wywiódł on tezę, że właściwie nie ma sprawy, bo przecież prezydent Iranu został wybrany w wolnych wyborach, w domyśle szacunek mu się więc należy. Tymczasem w Iranie jest taka wolność wyboru jak w obozie pracy na Kołymie. I tym różni się Kancelaria Prezydenta od zwykłego lasu: w niej prawdziwki mają się dobrze przez okrągły rok.

***

Jest problem z namierzeniem Daniela Obajtka, byłego prezesa Orlenu i aktualnego kandydata PiS do Europarlamentu , by wręczyć mu wezwanie przed oblicze sejmowej komisji śledczej ds. afery wizowej. W związku z tym zadanie to powierzono policji.  I ona ma trudności, bo pod adresem stałego zameldowania  Obajtka zastali jakiegoś obcego gościa, który nie ma pojęcia, gdzie się znajduje gospodarz. W historii poszukiwań po całej Polsce byłego prezesa Orlenu brakuje tylko handlarza z Turcji z sentencją spisaną na kartce: ”Ta pani przyszła w tym kożuchu i w tym kożuchu wychodzi” .

***

Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej, której kadencja prezesa zdaje się nie mieć końca, zdecydowała, że premier Morawiecki mógł spokojnie organizować wybory kopertowe na podstawie ustaw antycovidowych. Znaczy odebranie plenipotencji w tym względzie Państwowej Komisji Wyborczej i przekazanie ich Poczcie Polskiej jest jak najbardziej zgodne z konstytucją. Sprawa rozpatrywana była w składzie: Stanisław Piotrowicz – przewodniczący, Krystyna Pawłowicz – sprawozdawca, Julia Przyłębska, Bartłomiej Sochański i Rafał Wojciechowski. Z czego przewodniczący i sprawozdawca to dawni polityczni podwładni prezesa Kaczyńskiego a sędzia Przyłębska mu gotuje. Nikt tego hecnego grona poważnie nie traktuje, choćby ze względu na to, że postanowiło zająć się oceną czynności administracyjnych, co nie należy do jego kompetencji.  Anegdotyczny wymiar tego wyroku znacznie wzmacnia sędzia sprawozdawca Pawłowicz, która przy okazji stwierdziła, że gdyby senat kwestię tych wyborów rozpatrywał jeden dzień, tak jak sejm, a nie przez 28 dni, wybory mogłyby się odbyć. Znaczy pani Pawłowicz nie widzi nic z zdrożnego w tym, że jako sędzia stojąca teoretycznie na straży konstytucji wypomina konstytucyjnemu organowi jakim jest Senat trzymanie się konstytucyjnych terminów. Ale czego innego można się spodziewać po autorce słynnych już słów w sejmie: „ te przepisy są niekonstytucyjne, ale skoro tak chce partia, będę za nim głosowała”. Wola partii ciągle jeszcze jest dla nich rozkazem.

***

Premier ujawnił, że poseł PiS Tomasz Szczucki jako były dyrektor Rządowej Centrum Legislacji za rządów PiS zatrudnił w KPRM 6 osób, które nie zostawiły tam śladu jakiejkolwiek pracy na rzecz Kancelarii  Premiera a zajmowały się wyłącznie kampanią wyborczą Szczuckiego w jego okręgu, za co z państwowej kasy zainkasowały w sumie 900 tysięcy złotych. Poseł Szczucki twierdzi, że to jest stek kłamstw i zapowiada na premiera pozew do sądu. To znaczy, że w tej sprawie stosowne wnioski będą dwa. Z tym, że nowy szef KPRM złożył już w kwestii Szczuckiego stosowne zawiadomienie do prokuratury, natomiast rzeczony poseł na razie tylko się odgraża.

W każdym razie to dość dziwne, że Szczucki zatrudniał rzeczonych pracowników KPRM, które mieści się jak wiadomo w Warszawie,  m. in. w Toruniu na umowach pracy zdalnej, tak się składa, że w swoim wyborczym okręgu. Nie rozwiewa też wątpliwości fakt, że przed wyborami zawiadywany przezeń RCL wydał na rozmaite gadżety 300 tysięcy złotych, z tego 90 procent z nich rozdano w okręgu wyborczym posła Szczuckiego.

Toruń- Warszawa, wspólna sprawa – można powiedzieć.

***

W ramach ministerialnych remanentów po poprzednikach – dziś doniesienia z Ministerstwa Infrastruktury. Otóż jak poinformował jego szef, Stocznia Szczecińska, oczko w głowie poprzedniej ekipy, w ostatnim roku jej panowania przyniosła 135 milionów złotych straty, w tym słynna stępka promu, który nigdy nie powstał – minus 800 tysięcy. Na co odezwał się były minister odpowiedzialny Marek Gróbarczyk, który stwierdził, że to nieprawda, gdyż stocznia Gryfia była w 2023 na plusie. Nie dodał tylko, że wynikał on z faktu wypłaty wysokich kar z konta stoczni Wulkan, która miała wykonać dla Gryfii suchy dok, którego nie może skończyć. Przy czym obydwie stocznie mają tego samego właściciela, czyli z zysku jednej, opartego na karach tej drugiej, właścicielowi nie przybywa. Ale przykład argumentacji świetnie charakteryzuje takich speców jak były minister Gróbarczyk – sprawnych kraulistów w mętnej wodzie.

Najnowsze artykuły