Minął tydzień

Prokurator Tomasz Janeczek, zastępca Prokuratora Generalnego ds. wojskowych osobiście nadzorował decyzję o zatrzymaniu pograniczników, którzy oddali strzały do uzbrojonej grupy nielegalnych migrantów, forsujących polską granicę z Białorusią. Onet napisał, że były to strzały ostrzegawcze i tej wersji wszyscy się trzymają, choć pojawiła się też inna: że żołnierze, prawdopodobnie w stanie silnego stresu, strzelali nie na postrach a w kierunku ludzi i to po białoruskiej stronie. Ich dowódca zgłosił ten fakt Żandarmerii Wojskowej a Żandarmeria poinformowała prokuraturę wojskową, która zareagowała zatrzymaniem sprawców, choć spokojnie można to było sobie darować z uwagi na okoliczności wydarzenia i możliwość wyjaśnienia wszelkich wątpliwości bez zatrzymywania kogokolwiek. Medialne piekło otworzyło się teraz, dwa miesiące po fakcie. Prokurator Janeczek, twierdzi, że nie zna sprawy, choć jest jego podpis o objęciu nadzorem śledztwa w sprawie zatrzymanych żołnierzy. Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz też się nie popisał, wyraża oburzenie dwa miesiące od momentu, gdy został powiadomiony o fakcie. Wiadomo, że niedźwiedzie czasem długo się budzą, ale żeby tygrysy?

Ale wybory tuż, tuż, więc opozycja ma paliwo, choć oburz w związku z zatrzymaniem żołnierzy bez wyjątku ogarnął całą scenę polityczna. Tutaj kluczowa może być, choć oczywiście nie musi, ale przecież w tej sprawie w ogóle opieramy się na politycznych suplikacjach, postać prokuratora Janeczka. To ten sam gość, który ścigał Barbarę Blidę, lekarzy oskarżanych przez rodzinę Ziobrów o to, że nie wykazali się cudem przy ratowaniu ojca ministra. Jednym słowem Janeczek to jeden z najbardziej zaufanych prokuratorów Ziobry, mianowany przez niego już po wyborach 15 października na stanowisko w prokuraturze, z którego nie można go usunąć bez zgody prezydenta. Zastanawiające jest, że dziś nie pamięta on swoich decyzji sprzed 2 miesięcy, a nawet jest pewien, że żadnych nie podejmował.  Jeśli rzeczywiście to była prowokacja, to taka sobie.

Okazuje się, że hasło „Murem za mundurem” bardzo udatnie można wzmocnić metodą „Mundur za murem”. A  zwolennikom tezy, że jeśli nawet żołnierze strzelali do migrantów, to sami się pchali pod lufy, warto zaproponować  wycieczkę do Muzeum Muru Berlińskiego. Może to coś da.

***

Zmarł polski żołnierz ugodzony nożem przez bandytę, który chciał przekroczyć polską granicę z Białorusią. Premier śle kondolencje i wyrazy wsparcia dla rodziny. W odpowiedzi posłanka PiS  Małgorzata Gosiewska napisała do Tuska: „Przyjdzie czas, kiedy odpowiesz za tą śmierć”.

Są tacy którzy tańczą na lodzie, inni na parkiecie, natomiast Gosiewska postanowiła odtańczyć politycznego kankana na trupie żołnierza, na ludzkiej tragedii, która poruszyła całą Polskę. Co oni w sobie mają za wewnętrzny destrukt, który skłania ich do pląsów na trumnach.

***

Prezes Jarosław Kaczyński udał się do Brukseli, by wziąć udział w rolniczym proteście przeciw Zielonemu Ładowi. Podobno organizatorzy manify nie zgodzili się, żeby tam przemawiał, ale europoseł Czarnecki wyjaśnił, że prezes sam zrezygnował z przemówienia, by nie łączyć go z pojawiającymi sią tam hasłami polexitu oraz innymi antyunijnymi, z którymi prezes się nie identyfikuje. Na razie znany efekt tej wizyty jest taki, że prezes był już za granicą nie tylko w Wiedniu i nawet z własnej woli przejechał przez znienawidzone Niemcy, choć mógł nad nimi przelecieć. Tym sposobem znajomość Zachodu u prezesa znacząco wzrosła, nie wiadomo jeszcze czy na dobre.

***

Premier Donald Tusk obiecał, że przy najbliższej okazji zapyta premiera Orbana, na jakiej zasadzie organizuje on na Węgrzech wypoczynkowy pobyt Daniela Obajtka, który konsekwentnie odmawia stawienia się przed sejmową komisją śledczą, jakby miał coś do ukrycia. Kto wie, czy udzielona Obajtkowi gościna to nie jest po prostu przysługa za przysługę.

***

Agregaty prądotwórcze za 92 miliony złotych, które Unia wpłaciła Agencji Rezerw Państwowych za poprzedniej władzy na ich zakup dla walczącej Ukrainy, nigdy tam nie trafiły. Zostały bowiem rozdane w Polsce w ramach kampanii wyborczej PiS. Dziś europoseł PiS Joachim Brudziński twierdzi, że nie ma za co przepraszać, bo przecież dostali je polscy strażacy. To klasyczne rżnięcie głupa, gdyż nie chodzi o to, że ktokolwiek kwestionuje potrzebę agregatów dla strażaków, ale że te akurat miały trafić gdzie indziej. Zgarnęli unijną forsę dla walczącej Ukrainy na swoje kampanijne potrzeby i jeszcze w ten szwindel wmontowali Bogu ducha winnych strażaków. Tak że Brudziński nie ma racji: trzeba przeprosić nie tylko unijnych darczyńców oraz Ukraińców, ale i polskich strażaków, z których pisowcy uczynili nieświadomych niczego paserów swojej złodziejskiej hochsztaplerki.

***

A skoro jesteśmy przy Agencji Rezerw Strategicznych i agregatach – agencja podpisała też kontrakt na ich dostawę z niejakim Pawłem Szopą na 350 milionów złotych, doniósł jako pierwszy Onet. Z tym, że dostarczony sprzęt kosztował pięć razy mniej. Z Szopą chętnie fotografował się premier Morawiecki i prezydent Duda, przywdziewali jego ciuchy a dziś obaj twierdzą, że gościa w ogóle nie znają. Po wyborach październikowych widząc co się święci i że chodzi koło niego CBA Szopa próbował zamknąć swe interesy i wyjechać  z kraju. Paweł Szopa stworzył markę odzieży patriotycznej Red is Bad, deklarując przywiązanie do wartości patriotycznych, niechęć do Unii oraz lewicy. Jak sama nazwa firmy sugeruje, czerwone go odrzuca, ale jak pokazuje praktyka za to zielone bardzo mu pasowały. CBA próbuje dzisiaj dociec z kim Szopa podzielił się tą pięciokrotną przebitką ze swojej pralni pieniędzy. I tu w grę mogą wchodzić ci, którzy zawierali z Szopą lub też kazali podwładnym zawierać te bajońskie transakcje. Naturalnie bez żadnych przetargów. To kolejny patriota, który w deklaracjach ojczyznę umiłował na zabój, co nie jest niczym zdrożnym, gdyby nie to, że za tą swoją miłość wystawiał nam wszystkim wielomilionowe rachunki.

***

Czarne chmury zbierają się nad aktywistą z bliża i dali, posłem Ziemi Płocko-Ciechanowskiej a jednocześnie szefem struktur PiS na Opolszczyźnie, byłym ministrem sportu Kamilem Bortniczukiem. Otóż NIK zarzuca mu skręcanie ministerialnego konkursu, czyli wydanie po uważaniu 90 milionów złotych i w tej sprawie Izba złożyła zawiadomienie do prokuratury. Poseł Bortniczuk co prawda nie ma sobie nic do zarzucenia, jednak NIK twierdzi, że „zebrany materiał jest porażający”.  Program, w którym kontrolerzy zarzucają Bortniczukowi przekręty nosił nazwę „Sport dla Wszystkich”. Miał być dla wszystkich a zdaniem NIK okazał się dla wybranych osobiście przez ministra wbrew decyzjom komisji konkursowej. Nie wiadomo, czy oni takimi nazwami czarowali rzeczywistość, czy po prostu szli na bezczela niesieni poczuciem bezkarności.

***

Pamiętacie aferę z aktorką Beatą Fido, gwiazdą filmu „Smoleńsk”, która zatrudniona w TVP World za czasów prezesa Jacka Kurskiego zarobiła tam 250 tysięcy w rok, przy czym pojawiła się w pracy łącznie na 32 godziny? No więc TVP w likwidacji przejrzała kolejne kontrakty i dokonała korekty roszczeń wobec pani Fido. Teraz domaga się zwrotu 1,5 miliona złotych, które rzeczona dostała z kasy telewizji za nicnierobienie. Jacek Kurski jest powszechnie znany pod pseudonimem Kura. Teraz dopiero wychodzi jakie złote jaja znosił.

Najnowsze artykuły