Minął tydzień

No i po eurowyborach. Nieznacznie, ale jednak wygrała KO, o niecałe sto tysięcy głosów z PiS. Słabo wypadli współkoalicjanci, Trzecia Droga i Lewica, niestety w związku z tym postanowili teraz grać nie na wspólny rząd a na siebie, co pewnie jeszcze pogorszy sytuację rządzących. Najdalej w deklaracjach poszedł Adrian Zandberg z partii o przewrotnej nazwie Razem, która co prawda nie weszła do rządu ale jest w sejmowej koalicji. Zadeklarował, że już nie będzie siedział cicho. W tym przypadku Donald Tusk jest bezsilny, bo jakby się nie starał, Zandbergowi Lenina z Marksem nie zastąpi.

***

Wśród wielkich przegranych ostatniego rozdania do Europarlamentu w okręgu dolnośląsko-opolskim znalazła się m. in. Beata Kempa z Suwerennej Polski, która na swoich wyborczych plakatach wyraźnie przesadziła z fotoshopem. W związku z tym pojawiły się supozycje, że najprawdopodobniej wierny elektorat jej po prostu nie rozpoznał.

***

Afera handlu dyplomami Collegium Humanum nie gaśnie. Właśnie wyszło na jaw, że papiery na uczelnię złożył również Krzysztof Bosak, lider Konfederacji. Wyróżnia go z tłumu innych słuchaczy fakt, że niestety nie pamięta, czy studia te skończył, za to przypomniał sobie, że uczelnia sama się zwróciła do niego z ofertą. Co jego zdaniem nie jest niczym dziwnym, bo to normalne, że uczelnie proponują politykomstudia. Dramatycznie krótka pamięć i egzotyczne pojmowanie stanu normalności, to akurat cechy niejednego polityka. Ale fakt, że Bosak złożył papiery na podyplomowe studia nie posiadając dyplomu wyższej uczelni, no to jest już jednak kuriozum. Oni naprawdę wierzą, że są narodem wybranym, choć w przypadku konfederatów niekoniecznie, a nawet zdecydowanie niezwiązanym tradycją hanukowych świec.

***

Marcin Przydacz, poseł i wysoki urzędnik w Kancelarii Prezydenta a kiedyś wiceminister MSZ u premiera Morawieckiego dzień przed ciszą eurowyborczą zarzucił w TVN24 ministrowi Siemoniakowi, że ten na konferencji prasowej w czwartek 6 czerwca mówił o ugodzonym nożem na granicy żołnierzu, iż jest w stanie ciężkim, choć wiedział, że nie żyje. Rzecz w tym, że tego dnia minister Siemoniak w ogóle nie wypowiadał się o stanie zdrowia żołnierza, ani w żadnej innej kwestii. 6 czerwca nie brał bowiem udziału w żadnej konferencji. I pomyśleć, że gość o tak nikłych właściwościach honorowych pełnił i pełni jeszcze eksponowane funkcje w państwie. U pana Przydacza w haśle „ Bóg, Honor, Ojczyzna” zdaje się, że to środkowe słowo robi za przecinek.

***

Pan prezydent Andrzej Duda oburzył się bardzo faktem, że minister Sikorski postanowił wymienić ambasador Pilecką w Lizbonie. Prezydent zagrzmiał, że Sikorski chce się pozbyć krewnej rotmistrza Pileckiego, a nie przeszkadza mu kandydatura ambasadora Schepfa, „którego ojciec brał udział w obławie augustowskiej” na żołnierzy wyklętych. Na co odezwała się rodzina rotmistrza, że ta pani nie ma z nią nic wspólnego. Ambasador Schnepf się nie odezwał, bo o czym tu gadać z gościem, który uważa, że dzieci są odpowiedzialne za uczynki rodziców, i to w okresie, gdy ci nawet nie myśleli o potomstwie. Choć czasem coś w tym jest na rzeczy w sytuacji odwrotnej. I tutaj błędne przekonanie ojca pana prezydenta, że smog nie jest szkodliwy dla ludzi może nie być bez znaczenia.

***

Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie przewalenia 200 milionów złotych na trefne zakupy finansowane przez rząd w okresie pandemii covidowej, co się spotkało z ogólnym oburzeniem polityków PiS. Ich zdaniem sytuacja była nadzwyczajna. Jak mówi stare przysłowie: okazja czyni złodzieja. Ale nic nie wspomina o tym, że w związku z tym może on pozostać bezkarny.

***

Dariusz Matecki, poseł Suwerennej Polski wszedł nocą przez okno na dach hotelu sejmowego, jak twierdzi, by sobie tam zrobić zdjęcia. Najwyraźniej dla siebie, bo nikt ich nie widział. Z relacji marszałka Hołowni wynika, że nie chodzi się po tym dachu, gdyż z uwagi na nagromadzenie rozmaitych tam urządzeń jest to niebezpieczne. Nocna wędrówkaparlamentarzysty po dachu dziwna jest, no chyba, że poseł Matecki był na dopingu znacznie silniejszym niż mus fotografii, co by było bardziej przekonującym wytłumaczeniem. W każdym razie w sukurs Mateckiemu przyszedł były już europoseł Karski z PiS, który stwierdził, że europarlamentarzyści też chodzą sobie po dachu Europarlamentu. Wie, znaczy był, choć dotąd był raczej znany z rajdów hotelowymi wózkami do golfa. Dachowanie – to może być jakiś nowy sport ekstremalny populistycznej prawicy.

 

Najnowsze artykuły