Minął tydzień

W związku z tym, że sąd odmówił aresztowania byłego wiceministra Romanowskiego, na którym ciąży 11 zarzutów karnych, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej i sprzeniewierzenie 112 milionów złotych, pojawiło się kilka wniosków. Oprócz tych z opozycji, że doszło wraz z tym aresztowaniem do niebywałego skandalu.

Po pierwsze: obecna władza nie poniewiera sędziów, tak jak poprzednia, tylko za to, że sąd odrzucił wniosek o areszt.

Po drugie: minister sprawiedliwości Adam Bodnar oraz prokurator krajowy Dariusz Korneluk wyjaśnili przesłanki decyzji, a nie wyszli tak jak zwykł to robić Ziobro na konferencję z informacją w stylu, że „już nikt z ręki tego pana życia pozbawiony nie będzie”, w ramach politycznych jasełek.

Po trzecie: nie może być tak, że ktoś jest bezkarny sprzeniewierzając państwowe fundusze, działając w zorganizowanej grupie przestępczej, matacząc, tylko dlatego, że zasiada w grupie parlamentarnej Rady Europy czy jakiejkolwiek innej. Zwłaszcza, że jego działalność na tym forum nie ma nic wspólnego z ciążącymi na nim prokuratorskimi zarzutami. W ogóle immunitet nie może być alibi dla przestępców.

Po czwarte: powinien ostrożniej wspominać o honorze ktoś, kto przed kryminalnymi zarzutami zasłania się immunitetem.

Po piąte: list przewodniczącego Rady Europy nie jest nigdzie, w tym w Polsce, alfą i omegą i może wynikać po prostu z nikłego pojęcia nadawcy o przedmiocie sprawy. Taki list może być przesłanką decyzji, jednym z argumentów, ale to polski sąd rozważa argumenty i decyduje.

Po szóste: bardzo dobrze, że PiS uznał wreszcie jurysdykcję trybunałów międzynarodowych, znaczenie prawa międzynarodowego, które do tej pory totalnie lekceważył i uznawał za „zagranicę”. Rządząc odmawiali opozycji dochodzenia swych praw w instytucjach międzynarodowych. Teraz, gdy sami są w opozycji, chętnie korzystają z tej wyśmiewanej wcześniej drogi. No cóż, kiedy w perspektywie cela, dobra i Bruksela.

Po siódme, sami opracowali procedury zatrzymań, teraz twierdzą, że są one nieludzkie.

Po ósme, to bardzo dobrze, że PiS wreszcie doszedł do wniosku, że czas rozprawić się z fasadowością TK Julii Przyłębskiej, które to gremium 7 października 2021 roku w wyroku stwierdziło, że ”przepisy europejskie w zakresie, w jakim organa UE działają poza granicami kompetencji przekazanych przez Polskę są niezgodne z konstytucją” . Wtedy im ta sentencja pasowała, dzisiaj już nie.

Po dziewiąte, jeśli sąd na posiedzeniu w sprawie aresztu odrzuci wniosek prokuratury, to nie jest wyraz kompromitacji śledczych, ministra sprawiedliwości, premiera oraz wszystkich świętych a jedynie fragment normalnej procedury praworządności i wyraz sędziowskiej niezależności.

Po dziesiąte wreszcie: Gdy zatrzymany próbuje łączyć wyrok o nieuwzględnieniu aresztu z własną niewinnością, to po prostu kombinuje jak koń pod górę.

***

Kontrwywiad wojskowy złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka, który wywlekł na potrzeby kampanii wyborczej PiS plany obronne Polski. Teraz prokuratura ustali, czy ministra, którego resort stoi na straży naszych granic, też obowiązują jakieś granice.

***

Ryszard Czarnecki nie jest już europosłem PiS, immunitetem się więc nie zasłoni, dlatego prokuratura przedstawiła mu zarzuty licznych oszustw przy rozliczaniu delegacji do i z Parlamentu Europejskiego. Śledztwo w tej sprawie ciągnie się od 2019 roku, tylko, że prokuratura Ziobry się z nim nie spieszyła. Czarneckiemu zarzuca się, że 240 razy naciągnął PE na zawyżone delegacje na łączną sumę 200 tysięcy euro. Były europoseł twierdzi, że całą sumę oddał, więc nie ma sprawy. Po pierwsze, nie oddał całej, poza tym każdy złodziej by tak chciał, że złapany na gorącym uczynku odda fanty i po sprawie. Prawo tak nie działa, chyba, że w wydaniu PiS dla swoich. Koledzy Czarneckiego tłumaczą go, że każdy przecież mógł się pomylić. To prawda, może raz, dwa razy, no trzy, ale nie 240 razy i to w dodatku z miejscem zamieszkania. O wpisywaniu jako środka lokomocji zezłomowanego kabrioletu nie wspominając.

***

Tysiące pracowników PKP Cargo stanęło przed widmem zwolnień. To efekt decyzji premiera Morawieckiego, który polecił zerwać firmie wszystkie intratne kontrakty, po to, by miał kto wozić kolumbijski węgiel. W efekcie nabici w butelkę kontrahenci postanowili sobie poradzić bez nierzetelnego przewoźnika. Węgla już nie ma i nowych zamówień też. Pociągi polskiego przewoźnika wypadły z obiegu. Dziś PKP Cargo jest warte 10 procent tego co było w 2015 roku i znalazło się na skraju bankructwa. Tylko czekać aż Morawiecki ogłosi, że to wina Tuska. Zaraz, a kto tam zasiadał w radzie nadzorczej, czy czasem nie wuj pana prezydenta Dudy?

***

Prokuratura naprawdę już nie wie w co ręce włożyć. Gdzie nie spojrzy, tam afera. Bo w kolejce czeka na przykład program wiceministra Patryka Jakiego „Praca dla więźniów” w którym NIK dopatrzył się wielomilionowych nadużyć i skierował w 2019 w tej sprawie 16 wniosków do prokuratury, naturalnie zamiecionych wówczas pod dywan. A tu już nowe kwiatki rosną: Otóż okazuje się, że aktorka Chorosińska, dwutygodniowa minister kultury w drugim rządzie Morawieckiego, gdy rękami i nogami do ostatka trzymali się koryta władzy po przegranych wyborach, w owe dwa tygodnie dokonała aż 130 przelewów na rozmaite fundacje i fundusze. Zainkasowały, po czym w dużej części zostały zamknięte zaraz po upadku tego marionetkowego rządu. Tak to szło: kto nie kombinuje ten spłaca kredyty.

***

Prawdę mówiąc maksymę, o której wyżej, ukuli ludzie Morawieckiego w Narodowym Centrum Rezerw Strategicznych. Doszło już tam do pierwszych aresztowań, a śledczy zapowiadają kolejne zatrzymania, bo śledztwo jest bardzo rozwojowe. Afera polegała na składaniu przez NCRS rządowych zamówień na rozmaite towary po zawyżonych cenach, naturalnie w zaprzyjaźnionych spółkach. Na przykład wydano 282 miliony za zakup od właściciela firmy odzieży patriotycznej Red is Bad agregatów prądotwórczych, za które zleceniobiorca zapłacił w Chinach milionów 69.

„Kiedy zaczynają dużo mówić o patriotyzmie, to pewnie znowu coś ukradli” – zauważył Michaił Sałtykow-Szczedrin, XIX wieczny rosyjski pisarz, satyryk i publicysta. Jak widać od czasów caratu niewiele się w świecie niektórych zmieniło.

***

Posłanka PiS Joanna Lichocka prowadzi na swoim koncie Fb. zastanawiającą kampanię. A mianowicie publikuje zdjęcia pustych plaż nad Bałtykiem. W środku lata jest tam jak w piosence Ireny Santor na progu jesieni: „Puste plaże Juraty, zasnęły kosze już”, no w każdym razie tak jak do refrenu. Oczywiście podprogowo z powodu, że za Tuska Polaków na Bałtyk przestało być stać. Nie wiadomo na kogo ta kobieta liczy, raczej nie na tych, którzy ostatnio stali w stuosobowej kolejce po bilety na sopockie molo, albo w wielokilometrowych korkach na Mierzei Wiślanej. Ostatnio opublikowała film o opustoszałej w sezonie Ustce, czyli to musi być jaka szerzej zakrojona propagandowa akcja.

Stąd obawy, że posłanka Lichocka głębiej niż się wydawało wsadziła do oka ten swój słynny środkowy palec.

 

Najnowsze artykuły