Misją matki jest ochrona dzieci
Misją matki jest ochrona dzieci
Z Agnieszką Kossowską, mamą Franka, która pierwszy raz w historii wygrała cywilny proces o zakaz aborcyjnych plakatów w przestrzeni publicznej, rozmawia Ryszard Rudnik
– Po sześcioletniej batalii i kilku procesach wreszcie wywalczyła pani w procesie cywilnym z fundacją antyaborcyjną Pro Prawo do Życia przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu zakaz umieszczania drastycznych plakatów antyaborcyjnych w Opolu. Jest ulga po tym wyroku?
– Radość przede wszystkim. I niedowierzanie, że po tylu latach znalazł się sąd, który orzekł inaczej niż dotąd sądy w Opolu. To jest ogromna satysfakcja, te lata, miesiące rozpraw, to był naprawdę ogromny stres, związany też z poczuciem – jak to możliwe, że dorośli nie rozumieją: narażanie dzieci na oglądanie drastycznych obrazów jest dla nich złe. One mogą te dzieci niszczyć. Jako mama, bo w tych procesach reprezentowałam interes mojego dziecka, doświadczyłem tego zła na własnej skórze, widziałam to. Radość, absolutna radość, ale też duma, że my jako rodzina daliśmy radę, że konsekwencja doprowadziła nas do tego punktu.
– To było 6 lat walki, Franek zdążył w tym czasie prawie wydorośleć…
– Franek niedawno obchodził 17-te urodziny, to był najlepszy prezent jaki mógł dostać.
– Wyrok jest nieprawomocny…
– Zdaję sobie z tego sprawę, że to może nie być jeszcze koniec. Po prostu cieszę się tą chwilą. Wierzę bardzo mocno w to, że w ewentualnej apelacji sąd podtrzyma wyrok. Być może zmniejszy wymiar kary w sensie finansowym. Bo nam nie chodzi o pieniądze. W tej chwili stałam się obiektem bardzo niewybrednych ataków w sieci. Tego typu słowa, przypisujące mi różne ciemne intencje nie mówią nic o mnie, a wyłącznie o ich autorach, ludziach, którzy te słowa piszą. Nie wiem co trzeba mieć w głowie, jakimi kierować się wartościami w życiu, by zarzucać matce, że traktuje swojego syna instrumentalnie.
– Wystarczyłaby odrobina empatii, żeby takich rzeczy nie pisać. Wielu z tych hejterów ma przecież dzieci.
– Wczoraj przeczytałam komentarz, że jeśli to ma pomóc nienarodzonym dzieciom, to warto poświęcić „takiego Franka”. No hej, do matki ktoś to mówi, żeby poświęciła własne dziecko? Poza tym tu wcale nie chodzi o to, by zamknąć usta przeciwnikom aborcji a jedynie o drastyczny przekaz w przestrzeni publicznej, rozczłonkowane, krwawe płody, widoki, które nie powinny oglądać żadne dzieci. Po to są limity wieku w kinach, na filmach, żeby nie narażać dzieci, ich emocjonalności. Nie narażać ich na nieadekwatne do etapu rozwoju człowieka treści. Dlaczego ta sama zasada nie miałaby dotyczyć billboardów w miejscach publicznych?
– Ma pani świadomość, że to nie jest jeszcze koniec tej batalii, bo z jednej strony możliwa jest apelacja, z drugiej wyrok dotyczy jedynie trzech konkretnych miejsc w przestrzeni Opola, gdzie te antyaborcyjne drastyczne plakaty nie mogą już wisieć. Ale w innych mogą.
– Tak wiem, że to nie jest koniec. Dlatego tak ważna jest zmiana prawa. Ten proces dotyczył tak jak pan wspomniał trzech miejsc, gdzie już tych swoich tablic nie mogą postawić, mogą w innych miejscach. Ale to przecież nie o to chodzi, a o to byśmy jako społeczeństwo uświadomili sobie, że obrazy drastyczne nie powinny być prezentowane w przestrzeni publicznej. Czy to będą obrazy antyaborcyjne, czy jakiekolwiek inne. Przecież nie mamy kampanii związanych z bezpieczeństwem na drodze, w których prezentowane są rozczłonkowane zwłoki ofiar wypadków. Żyjemy w kraju katolickim, w którym ciało ludzkie po śmierci otaczane jest szczególną czcią. Dlaczego ta zasada nie miałaby dotyczyć ludzkiego ciała, płodu przed narodzinami?
– Na sali sądowej zadała pani pytanie przedstawicielowi Fundacji Pro Prawo do Życia, że stoją w obronie praw nienarodzonych a gdzie w tym wszystkim jest prawo do życia Franka, innych dzieci, które już się urodziły.
– Na co pan Brawata, przedstawiciel przeciwnej strony odpowiedział, że on już wie, co o mnie myśleć, bo widział zdjęcie mojego dziecka w koszulce z czachą. Wiem co robię, bronię swojego dziecka, jako mama bronię jego praw. Takie są moje wartości, działam na rzecz dzieci, działam społecznie, prowadzę fundację w Opolu. I zawsze kiedy uważam, że trzeba zabrać głos w jakiejś sprawie, bo to jest słuszne i zasadne – to robię. Nic nie poradzę, że nie potrafię przejść obojętnie, gdy dzieje się zło.
– Pani tu i na procesie zadaje pytania egzystencjalne a w odpowiedzi słyszy uwagi dotyczące koszulki syna…
– Bardzo liczyłam na to, że na sali sądowej stawi się prezes Fundacji Pro Prawo do Życia a nie tylko jego regionalny przedstawiciel. Prezes się nie pojawił, co odebrałam jako wyraz lekceważenia. Chciałam zadać mu to samo pytanie, co panu Brawacie. Co było ważne na ścieżce procesu cywilnego, to złożenie pozwu nie tylko wobec pana Brawaty uniewinnionego w procesach wykroczeniowych w Opolu, ale też wobec samej fundacji. To dla mnie duże ryzyko, bo w przypadku przegranej pokryciem kosztów procesu obciążą mnie dwie pozwane strony a nie jedna.
– Wspomniała pani o przegranych procesach przed opolskimi sądami. Mam wrażenie, że one rozpatrywały sprawę z zupełnie innej niż Sąd Okręgowy we Wrocławiu perspektywy: Czy istnieją paragrafy, które definicji treści drastycznych pozwalają przyporządkować plakaty rozczłonkowanych płodów. Sądy doszły do wniosku, że nie ma takich przepisów. Natomiast sąd wrocławski skupił się na kwestii naruszenia dóbr osobistych Franka, którego jako matka pani reprezentuje.
– Proces w Opolu był wykroczeniowy, zaś we Wrocławiu cywilny, stąd wynika różnica. Sąd w Opolu doszedł do wniosku, że art. 141 KK dotyczący treści nieprzyzwoitych dotyczy tylko tych związanych z seksualnością. Tymczasem inne sądy w Polsce skazują w procesach wykroczeniowych również za innego rodzaju obrazy. Dla mnie to sytuacja nie do przyjęcia, że w podobnej sprawie różne sądy wydają sprzeczne wyroki. To powinno być zmienione, bo obywatel niezależnie od składu sędziowskiego powinien wiedzieć, co jest legalne a co nie.
– Ma pani jeszcze tyle sił w sobie, żeby kontynuować tę batalię?
– Oczywiście, przecież Franek jest moim synem. To nie jest proces światopoglądowy czy polityczny. Moją życiową misją jako matki jest ochrona moich dzieci, czy to Franka czy też córki. Ja stoję za nimi murem, jeśli ktoś chce skrzywdzić moje dziecko, to we mnie budzi się wojownik, Berserker.
– Dziękuję za rozmowę.








