My pieniądze inwestujemy
Z Arkadiuszem Wiśniewskim, prezydentem Opola rozmawia Ryszard Rudnik
– Ponad dwumiliardowy, rekordowy budżet Opola na przyszły rok, co on zmieni w życiu mieszkańców?
– Kontynuujemy kierunki rozwoju Opola, realizując podobną strategię od 10 lat. Oczywiście nie jesteśmy samotną wyspą i pewne jej elementy się zmieniają, tak jak zmienia się sytuacja geopolityczna i społeczna w kraju. Stąd pojawiają się nowe wyzwania związane na przykład z bezpieczeństwem mieszkańców. Pojawiają się też nowe możliwości, związane ze zwiększeniem dostępności funduszy z Krajowego Programu Odbudowy. Co daje nam z kolei zwiększone możliwości finansowania, na przykład naszej oświaty.
Konsekwentnie rozwijamy Opole jako miasto wysokiej jakości życia, atrakcyjnego rynku pracy, z bogatą ofertą oświatową i dbałością o rodziny. Dbamy o tereny zielone i rekreacji, a także o ofertę kulturalno-sportową.
– Po raz pierwszy od lat oczekiwane w budżecie wpływy z podatków PIT i CIT mają być zrealizowane, i to z nawiązką.
– To świadczy o zaradności Opolan. Miasto żyje z ich podatków i fiskalnych danin firm, które u nas funkcjonują. To oznacza, że status ekonomiczny naszych mieszkańców się poprawia, a my w związku z tym możemy śmielej myśleć o przyszłości. Pamiętamy jednak, że za granicą trwa wojna, jesteśmy w stanie wojny hybrydowej z Rosją, w konflikcie, który przybiera coraz bardziej drastyczne formy, na co jako samorząd nie możemy przymykać oczu.
– W przyszłorocznym budżecie jest sporo pieniędzy na budowę fundamentów takiego myślenia.
– Zgadza się. W budżecie są duże pieniądze na zadbanie o przyszłość miasta, czyli na uzbrojenie terenów inwestycyjnych w strefie ekonomicznej, na przebudowę i rozbudowę układu drogowego, na rozwój oświaty…
– I na te między innymi zadania szerokim strumieniem płyną do nas teraz unijne pieniądze.
– Pamiętam jak gasiliśmy symbolicznie światło podczas happeningu, gdy chcieliśmy uzmysłowić wówczas rządzącym, że bez KPO samorządy nie będą się rozwijać. Wówczas nam tłumaczono, że po co nam ono, że damy sobie bez niego doskonale radę, bo stać nas w Polsce na wszystko. Dzisiaj środki z KPO są podstawą do szerokiego frontu modernizacji placówek oświatowych w mieście, na co przez lata, mimo zaklęć ekipy PiS nie mogliśmy sobie pozwolić. Dzięki dużym zewnętrznym środkom możemy wreszcie podjąć się dużych inwestycji w szkołach. Trwa już termomodernizacji kilku szkół i budowa kilku szkolnych hal sportowych. Chociaż oświata wciąż pozostaje dla nas wielkim wyzwaniem, bo jest związana z depopulacją, która dotyka nie tylko nas, ale i całą Polskę. Chcemy naszą oświatę podnosić na coraz wyższy poziom, by ściągać również uczniów z okolicznych miejscowości i nie tylko.
– A propos problemów demograficznych, prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego prześledził skąd i dokąd uciekają młodzi Polacy. Z jego badań wynika, że akurat Opole ma w regionie największą moc przyciągającą. Statystycznie na dziesięcioro młodych ludzi, który wyjechali stąd, by się kształcić, przybywa blisko czternaścioro tych, którzy tu wracają bądź po prostu wybrali Opole na miejsce, z którym wiążą swoją przyszłość. Wśród trzydziestolatków mamy przyrost 38,4 procent. Daleko nam do Warszawy, która w tej grupie wiekowej notuje przyrost na poziomie ponad 127 procent, ale i tak nie jest źle.
– To imponujące dane! A Warszawa to zupełnie inny świat. Na tej mapie Polski jest zaledwie kilkanaście samorządów z wzrostem, w tym Opole i Warszawa oczywiście. To absolutna ekstraklasa!
To jest dobry prognostyk, ale i wyzwanie, bo przecież inne miasta, konkurencja też nie śpi. Wszyscy starają się u siebie poprawiać warunki życia, chcą być coraz bardziej atrakcyjnym miejscem do osiedlenia się. Te wyniki, które pan przytoczył, to duża zasługa naszych opolskich uczelni, efekt elastyczności ich oferty kształcenia, otwartej na potrzeby lokalnego biznesu. Przyciągamy do Opola młodych ludzi, którzy widzą tu szanse na realizację swoich planów życiowych. Poziom oświaty, kształcenia to jedno, drugie to dobre wyniki naszego rynku pracy. Mamy jeden z najniższych wskaźników bezrobocia, który utrzymuje się na poziomie 3 procent. Inwestujemy w strefę ekonomiczną we Wrzoskach, tam idą setki milionów złotych na lepsze skomunikowane z miastem, na doskonalenie szeroko pojmowanej infrastruktury. Temu służy również przebudowa układu drogowego przy Makro. Z Wrzoskami wiążemy nadzieję na kolejne miejsca pracy dla Opolan i to w perspektywie wielu lat. To też przyciąga ludzi do Opola, podobnie jak dostępne mieszkania TBS-u, które budujemy obecnie w okolicy Wrocławskiej. Podobne powstały dwa lata temu przy ul. Nastrojowej w Winowie. Mamy kolejne plany na budowę kolejnych TBS-owskich osiedli, jeśli tylko uda nam się na to pozyskać środki z KPO.
– W Opolu w tym roku otwarto dwa Branżowe Centra Umiejętności, unikalne w skali kraju ośrodki kształcenia, jak to się wam udało?
– Ten sukces jest efektem przemyślanej strategii. Oparliśmy się przy tym na obecnym w mieście systemie kształcenia zawodowego i przekonaniu, że nauka zawodu oparta na praktyce, będzie zyskiwać na wartości wśród młodych i nie tylko.
Od lat jak samorząd dążymy do tego, by Opole stało się ośrodkiem elektromobilności. Możliwość kształcenia ludzi z całej Polski dla tej branży wzmocni też lokalny rynek pracy. Podobnie z branżą poligraficzną, poświęcone jej BCU powstało z inspiracji jednego z opolskich pracodawców, który prowadzi w mieście dużą drukarnię. BCU to również dowód na skuteczność pozyskiwania unijnych dotacji. W drodze jest trzecie BCU z technik informatycznych, wsparte przez jedną z najlepszych szkół elektrycznych w Polsce, czyli nasz elektryczniak. A kto wie czy nie uda namówić się nam firm z Opola z branży spożywczej (Danone, Zott itd.) na jakieś wspólne przedsięwzięcie w zakresie nauki zawodu?
– Mam wrażenie, że Opole realizuje model rozwoju stosowany z powodzeniem przez miasta o podobnej jak my wielkości na Zachodzie. Stawiają wpierw na rozwój kształcenia, rozwój szkół wyższych, przez to zapewniają sobie wykwalifikowane kadry, a te przyciągają biznes.
– od tysięcy lat miasta rozwijają się dzięki podobnym działaniom. Po 89 r. najpierw obroniliśmy naszą stołeczność, czyli region, potem podnieśliśmy status naszych uczelni i rozwinęliśmy ich ofertę edukacyjną, a w czasie zmiany granic zwiększyliśmy siłę miasta, zarówno poprzez demografię jak i pozyskanie dużych terenów inwestycyjnych. W tym czasie większość byłych stolic regionów i miast średnich przeszła zapaść i dzisiaj nie mają siły wyrwać się z miejsca, w którym się znalazły. Wraz z nimi tracą ich okolice.
Nie możemy jednak spać spokojnie. Musimy poprawić skomunikowanie wielu miast z Opolem (nie tylko autem) i konsekwentnie zmierzać do A4.
– Ciągle wraca w Opolu problem dokończenia obwodnicy południowej z niezbędnym kolejnym mostem przez Odrę. Na razie perspektywy nie widać.
– Na razie nie ma takiej decyzji, a tu potrzebna jest wola na szczeblu rządowym. W ustawie jest zapisane, że drogi krajowe w obrębie miast budują miasta. Ale dla miast takie projekty są nie do udźwignięcia. W Niemodline, Oleśnie, Nysie, takie inwestycje za kilkaset milionów każda powstały. Opole ciągle czeka. Na razie Opole jako jedyne miasto w regionie wyłączone jest z możliwości ubiegania się o dofinansowanie na drogi lokalne. Nie wiem dlaczego, w czym jesteśmy gorsi, że nam się nie należy wsparcie a wszystkim innym i owszem.
– Wracając do projektu przyszłorocznego budżetu: Na inwestycje przeznaczyć chcecie 457 milionów złotych, W ciągu 10 lat na inwestycje Opole wydało blisko 2,5 miliarda a udział długu w tych przedsięwzięciach wyniósł 19 procent. Każdy by chciał wybudować sobie dom zadłużając się jedynie na niecałe 20 procent niezbędnych kosztów. Ale rozmach inwestycyjny Opola powoduje, że zadłużenie miasta rośnie.
– Jesteśmy na podobnym poziomie zadłużenia, na którym byliśmy, gdy obejmowałem swoje rządy, czyli na poziomie około 40 procent dochodów miasta. Oczywiście w kwota nominalna jest teraz większa, na koniec tego roku sięgnie około 690 milionów złotych. Ale na poziomie naszego budżetu możemy spokojnie ją obsługiwać. Co zresztą potwierdzają niezależne instytucja ratingowe. Agencja Fitch w ostatnich latach sześciokrotnie podnosiła ocenę stabilności budżetowej miasta. Ważne jest co my z tymi pieniędzmi robimy, otóż nie przejadamy inwestujemy je dla poprawienia jakości życia mieszkańców, w rozwój gospodarczy. Po drugie, na jedną wydatkowaną złotówkę pozyskujemy 3-4 złote z funduszy zewnętrznych. Poza tym m. in. z kredytów budujemy inwestycje na wiele lat. Trudno oczekiwać, że spłaci je nasze pokolenie, podczas gdy następne będą tylko z ich dobrodziejstw korzystać. Sprawiedliwsze jest więc rozłożenie tych ciężarów na lata. Jest taki dylemat: czy odkładam i kupuję telewizor za pięć lat, czy kupuję go teraz na raty, które spłacam przez pięć kolejnych lat. My wybraliśmy to drugie rozwiązanie. Mieszkańcy mnie zatrudniają, bym coś robił a nie oszczędzał na przyszłość. Zwłaszcza, że ten symboliczny telewizor za pięć lat okazuje się zwykle dwa razy droższy.
– A’ propos mieszkańców, zawsze, przy każdej decyzji, w każdej sprawie znajdzie się grupa niezadowolonych kontestatorów. Pan zdążył przywyknąć do krytyki?
– Dokładnie, przykładem ostatnia emocjonalna dyskusja związana z ograniczeniem liczby przejść dla pieszych w okolicach Solarisa. Punktem wyjścia były narzekania, że w centrum miasta tworzą się korki, a kiedy pokazaliśmy, że można upłynnić ruch poprzez zredukowanie liczby przejść przy galerii handlowej, które funkcjonowały tam co kilkadziesiąt metrów, odezwali się przeciwnicy tego rozwiązania. Ludzie z Warszawy zaczęli nas pouczać jak ma wyglądać ruch w Opolu. Nie zliczę wniosków policji, by zamknąć przejście przy PSP 21, bo jest zwyczajnie niebezpieczne, umiejscowione dokładnie naprzeciwko wyjścia ze szkoły, gdzie jednocześnie kierowcy skupiają się na zmianie pasa ruchu Nikt z krytykujących mnie aktywistów nie bierze pod uwagę, że tamtędy, obok Solarisa biegnie szereg linii MZK, i to ich pasażerowie, czyli piesi też stoją tam w korkach. Mamy sygnały od kierowców MZK, że teraz jeździ się tamtędy lepiej, płynniej. Przy czym jeśli ktoś liczył, że likwidacja trzech przejść dla pieszych spowoduje likwidację korków, to tak jakby oczekiwał, że wyleczy się z choroby naklejając plaster na palec. Mamy teraz dużo remontów, co dla kierowców jest odczuwalne, ale prowadzimy je po to, żeby docelowo po mieście jeździło się sprawniej i łatwiej. Podział użytkowników dróg na pieszych, rowerzystów i zmotoryzowanych jest kontrproduktywny i nieprawdziwy. Zgoda jednak, że w Centrum miejsce jest przede wszystkim dla pieszych i taką politykę też prowadzimy zamykając kolejne ulice lub tworząc obszary z pierwszeństwem pieszych. W sytuacjach dramatycznych o rozstrzygnięciu powinna decydować nie ideologia o rozsądek.
– Dopiero co odebrał pan trzecią nagrodę w rankingu samorządów „Rzeczpospolitej”, którego jury analizuje liczne parametry składające się na kondycję tzw. zrównoważonego rozwoju. To dla pana potwierdzenie drogi, którą zmierza ekipa Ratusza?
– To ogromne wyróżnienie, choć przez te ponad 10 lat zebrało się ich znacznie więcej. Sześciokrotnie byliśmy ogólnopolskimi liderami rankingu Wspólnoty, w wydatkach inwestycyjnych. Otrzymywaliśmy też nagrody za pozyskiwanie środków unijnych. Nagroda Rzeczpospolitej jest jednak dla mnie ważna bo podkreśla zrównoważony rozwój. To znaczy, że rozwijając miasto nie koncentrujemy się tylko na jednej jego sferze. Podkreślić też chcę, że to efekt pracy zbiorowej, nie tylko mojej i moich zastępców, lecz szeregu ludzi, z którym dla dobra miasta pracujemy.
– Właściwy dobór współpracowników to też jest sztuka.
– Przez większość moich kadencji prezydenta miałem taką sytuację, że mogłem zatrudniać kogo chcę, a nie kogoś, kogo mi narzucają jakieś polityczne układy. Może poza początkiem pierwszej kadencji, gdy potrzebowałem czasu i kompetentnych ludzi na zbudowanie własnego zaplecza. Oczywiście moje związki z polityką też miały miejsce. Wynikały ze zwykłego pragmatyzmu – skoro odpowiadam za miasto muszę się układać z taką władzą jaka jest. Ludzie mnie rozliczają i oczekują efektów dla miasta, konkretnych rozwiązań dla mieszkańców, a nie sympatii politycznych. Jednak i tak, w różnych sytuacjach dawałem wyraz swoim politycznym poglądom, ale nie byłem związany formalnie z żadną partią i to mi w pewnych sytuacjach pomagało, no ale czasami wręcz przeciwnie, narażało mnie na rozmaite pretensje przeciwnej strony politycznego sporu.
– Został pan jednym z liderów nowego ugrupowania, Nowej Polski. Jest pan politykiem. To coś zmienia?
– Jeśli chodzi o mój styl działania i przywiązanie do Opola – zupełnie nic. Jestem też jednak obywatelem, i widzę, że Polska jest dzisiaj w politycznym klinczu, gdzie dwie czołowe partie nakręcają spiralę politycznego sporu i nie ma tam już miejsca na jakikolwiek kompromis. Taka formuła polityki negatywnie odbija się na nas wszystkich. Oczywiście nigdy nie ukrywałem, że kibicuję temu rządowi, niemniej jednak uważam, że w sytuacji takiego zagrożenia ze Wschodu, skomplikowanej sytuacji geopolitycznej, w której żyjemy, to jednak są sfery gdzie trzeba szukać pól kompromisu. A także sfery gdy rządzącym brakuje odwagi lub chęci do zmian. Oświata, system podatkowy, czy służba zdrowia wymagają większej odwagi i determinacji. A to nie jedyne przypadki. W służbie publicznej, a taką ja się zajmuję, na pierwszym miejscu powinna być Polska, a nie partia polityczna. Ostry spór dwóch wiodących partii wyklucza często jednak u ich członków samodzielność myślenia i kierowanie się rozumem zamiast partyjnych przekazów dnia.
Dlatego jest Nowa Polska z innym stylem działania i nastawieniem na obywatela.
– Dziękuję za rozmowę.




![Będą pieniądze na ochronę powietrza [Wideo] Nested Sequence 01.00_11_40_08.Still003](https://czasnaopole.pl/wp-content/uploads/2025/04/xNested-Sequence-01.00_11_40_08.Still003-150x150.jpg.pagespeed.ic.h-0-uQzM7a.jpg)

