Nie trzeba wylatywać nad poziomy, wystarczy trzymać poziom

Z prof. dr. hab. Jackiem Lipokiem, rektorem Uniwersytetu Opolskiego rozmawia Ryszard Rudnik

Panie profesorze, ósme miejsce UO w rankingu uniwersytetów Perspektyw. Jeszcze lepiej jest gdy wziąć pod uwagę pozycjonowanie się uniwersyteckich kierunków kształcenia. To poprawia samopoczucie rektora czy  raczej pobudza apetyt na więcej?

– Trudno mówić o nadmiernych oczekiwaniach. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy młodą uczelnią, średniej wielkości, jeśli wziąć pod uwagę liczbę kadry i studentów.  Nie mierzymy się z tuzami w rodzaju Uniwersytetu Jagiellońskiego czy Warszawskiego, nasza historia, jako ośrodka akademickiego sięga lat 50. ubiegłego wieku. Pamiętajmy też, że uniwersytety, które są w tym rankingu Perspektyw przed nami, to uczelnie dysponujące dodatkowymi funduszami związanymi ze stricte naukowymi programami ministerialnymi. Mówię o tym, by podkreślić, że racjonalnie podchodzimy do wszelkiego rodzaju rankingów, wnikliwie przyglądamy się metodologii każdego z nich. Po to, żeby zrozumieć skąd się wzięła taka a nie inna nasza pozycja. Oczywiście jestem zadowolony, że utrzymujemy się w uniwersyteckiej czołówce, zaraz za uczelniami, które poza podstawową subwencją są dodatkowo wspierane finansowo przez ministerstwo. To, co nas naprawdę cieszy, to bardzo wysoka pozycja w jakości publikacji naukowych. Bo to oznacza, że potencjał jest, że potrafimy wykorzystać w sposób wyjątkowo efektywny te środki, którymi dysponujemy.

– Skoro tak wnikliwie podchodzicie do metodologii rankingów, to czego panu w zestawieniu Perspektyw brakuje?

–  Uważam, że kryterium warunków kształcenia oparte tylko i wyłącznie na dostępności kadr wysokokwalifikowanych i posiadanych akredytacjach jest krzywdzące. Pomija się czynniki, na które zwracają uwagę studenci i ich rodzice: miejsca w  akademikach, jakość i dostępność infrastruktury, dostępność źródeł literaturowych, dostępność prowadzących zajęcia,  skomunikowanie poszczególnych wydziałów. Nasza uczelnia bez wątpienia spełnia je wszystkie z naddatkiem.

– Rozmawiamy, gdy uczelnia jest już po kolejnej rekrutacji, choć to jest nie do końca precyzyjne stwierdzenie, bo przystąpiliście właśnie do rekrutacji permanentnej, na czym ona polega?

– To oznacza, że po zakończeniu pierwszego etapu rekrutacji, który zakończył się 10 lipca, po kolejnym tygodniu kiedy kandydaci potwierdzają swój wybór, widzimy na jakich kierunkach mamy jeszcze wolne miejsca i wtedy rozpoczynamy rekrutację w trybie ciągłym, do momentu aż uzupełnimy wakaty. Nie ukrywam, że w tym roku podejmujemy działania, by zwiększyć limity przyjęć na kierunkach, na których taka możliwość istnieje. Datą graniczną naboru kandydatów rozpoczynających studia jest początek nowego roku akademickiego. Na razie perspektywy są niezłe, w systemie rekrutacyjnym, w I etapie zarejestrowało się u nas ponad 13200 osób, to jest nasz rekord. Na wszystkich kierunkach studiów mamy blisko 4300 miejsc. Po pierwszym etapie rekrutacji są kierunki, gdzie są jeszcze wolne miejsca, są też oczywiście kierunki rekordziści: na przykład 27 osób na jedno miejsce na kierunku lekarskim.

–  No ale nadchodzi to, co nieuniknione: po trwającej właśnie „górce demograficznej następne lata naboru będą już tylko gorsze. Czysta arytmetyka demograficzna pokazuje, że już za trzy lata liczba aplikujących na studia zmniejszy się w Polsce o 40 procent.

– Nawet o więcej,  mówimy tutaj o spadku liczby osób, które będą zdawały maturę. Jednocześnie jednak nasila się zjawisko, które obserwujemy już od kilku lat – systematycznie zmniejsza się grono maturzystów, którzy w ogóle decydują się na studia. W tej chwil ten odsetek wynosi zaledwie około 50 procent. Realnie kandydatów na studentów będzie jeszcze mniej.

– Moi koledzy ze studiów, którzy już są uniwersyteckimi profesorami powiadają, że jeśli chodzi o finansowanie uczelni dobrze już było. Czy pan potwierdza?

– Niestety tak. W tym roku otrzymaliśmy subwencję ministerialną dokładnie taką samą jak przed rokiem, co oznacza, że realnie mamy mniej pieniędzy, biorąc pod uwagę, że wszelkie koszty przecież rosną. Ale z tym borykają się wszystkie uczelnie, my podobnie jak inni staramy się dodatkowo pozyskać fundusze zewnętrzne i mogę powiedzieć, że w tej kwestii nie wypadliśmy sroce spod ogona, nieźle nam to idzie.

Taki trend zapowiadany był od lat, tylko niewiele osób w niego wierzyło. Już kilka lat temu nasze ministerstwo zapowiadało, że idziemy w kierunku, gdzie zaledwie 60 procent kosztów funkcjonowania uczelni będzie pokrywane z subwencji ministerialnej i że uczelnie muszą szukać sposobów na pozyskiwanie dodatkowych funduszy. Tylko, że wówczas mówiono o roku 2030 a regres właściwie obserwujemy już dziś. My te dodatkowe środki pozyskujemy projektowo z różnych źródeł. Bardzo nam w tym pomaga to, że mamy status uniwersytetu europejskiego. W aktualnym naborze projektowym Komisji Europejskiej wsparcie finansowe otrzymało 20 międzynarodowych sojuszy uczelnianych w tym ten, w którym my jesteśmy – konsorcjum FORTHEM. Warto podkreślić, że już przed laty Uniwersytet Opolski znalazł się w pierwszej piątce polskich uniwersytetów, które stały się uczelniami europejskimi.

– Wiele uczelni frekwencję ratuje przyjmując masowo słuchaczy z zagranicy.

– My w najbliższym czasie nie przewidujemy takiej sytuacji. Utrzymuje się u nas bardzo stabilna liczebnie grupa studentów z Ukrainy, co jest naturalne, bo większość z tych młodych osób zdaje polską maturę. Rośnie też grupa słuchaczy z Zachodu, która chce studiować w Opolu, ale to nie jest wyraz naszej jakiejś specjalnej rekrutacyjnej kampanii.

– Panie profesorze, czy ma pan poczucie, że szkolnictwo wyższe jest elementem długofalowej polityki państwa?

– (uśmiech) Nie mam takiego poczucia, choć bardzo chciałbym je mieć. Uważam, że szkolnictwo wyższe to jest obszar, który trochę na zasadzie gorącego kartofla jest przekazywany sobie przez kolejne ekipy rządzące. Obszar, którego znaczenia, tak oczywistego dla środowiska akademickiego i krajów uznanych za rozwinięte cywilizacyjnie, się nie docenia. Dotyczy to nie tylko uczelni, ale również Polskiej Akademii Nauk. Nie traktuje się nas jako rzeczywiste zaplecze eksperckie. Są zagadnienia, na których znamy się naprawdę dobrze i możemy służyć taką wiedzą.

Co prawda jeśli chodzi o arenę krajową  nie cieszymy się jakąś szczególną atencją, jednak gdy idzie o nasz region, samo Opole to zrozumienie roli środowiska akademickiego jest wysokie i to nas bardzo cieszy. My ze swej strony staramy się, by nasza wiedza ekspercka, z której korzysta miasto i coraz częściej nasz region, mogła być użyteczna. Wiedza zyskuje na wartości wtedy, gdy staje się użyteczna.

– Porozmawiajmy przez chwilę o studentach, jacy oni teraz są? Rośnie współczynnik rezygnacji ze studiów, z czego on się bierze –  z rozczarowania, nieprzemyślenia swojej drogi na przyszłość, niespełnienia oczekiwań przez uczelnię?

–  Na uczelni realizujemy właśnie projekt poświęcony zjawisku drop-out, w ramach którego analizujemy dlaczego studenci rezygnują ze studiów. Powody wyboru kierunków jak i rezygnacji, często jeszcze przed pierwszą sesją egzaminacyjną. To rzeczywiście jest trend ogólnopolski, myślę, że zderzamy się tu z wieloma czynnikami. Sądzę, że często oczekiwania młodych ludzi daleko odbiegają od oferty, którą przedstawia im dana uczelnia. Pojawiają się pytania, na które sami szukamy odpowiedzi – czy siatki studiów, ich programy, czas trwania studiów zostały właściwie ustalone. Mamy do czynienia z pokoleniem, które funkcjonuje tu i teraz na zasadzie niezwykłej dynamiki zdarzeń. Trzeba się poważnie zastanowić, czy perspektywa 3-3,5 lat dla pierwszego etapu studiowania, kolejnego 2-1,5 roku dla studiów magisterskich, czy też 5-6 lat dla jednolitych studiów magisterskich do tych ludzi przemawia. Czasem się zastanawiam, czy to nie jest dla tych młodych ludzi perspektywa nadmiernie odległa.

– A może po prostu oni nie widzą dziś sensu studiowania?

– W każdym razie ich podejście do studiów jest zupełnie inne niż naszego pokolenia, gdzie studia stanowiły rękojmię ciekawej, bardziej stabilnej pracy, bo czy zawsze dobrze płatnej, tego nie byłbym już taki pewny. Tej korelacji dzisiaj już nie ma, na rynku pracy liczą się najbardziej umiejętności, kompetencje a nie dyplom nawet najlepszej akademii. Dobrze jeśli dyplom i wynikające zeń kompetencje współgrają z rzeczywistymi walorami ich posiadacza. Jako uczelnia staramy się doprowadzić do maksymalnej zbieżności. Okazuje się, że walory akademickiego wykształcenia nie są tymi, które w pierwszej kolejności brane są pod uwagę przez pracodawców. Dopiero po pewnym czasie okazuje się, że akademickie przymioty – umiejętność krytycznego spojrzenia na rzeczywistość, analizy tekstu, czytania ze zrozumieniem, weryfikowania informacji, które do nas docierają – mają znaczenie i są tym, czym kształcenie akademickie wciąż się charakteryzuje. No ale to nie jest dziś na rynku pracy towar pierwszej potrzeby i młodzi ludzie to zauważyli.

– Był taki moment, że by zachęcić młodych ludzi do studiowania na uczelniach pączkowały różne egzotyczne kierunki. Ta strategia skończyła się nieodwołalnie. Z powodów, o którym pan już wspomniał.

– Młodzi ludzie są dziś doskonale zorientowani, podejmują decyzję o wyborze kierunków najczęściej po analizie kompetencji, które są wpisane jako efekty studiów. Dziś już nie wystarcza magia nazwy kierunku. My już nie tworzymy kierunków, by miały ładnie brzmiącą nazwę, odchodzimy od tego. Dziś można studiować na danym kierunku, a jednocześnie zdobywać certyfikowane poświadczenia umiejętności – tzw. mikropoświadczenie na tej samej uczelni, często obok lub w ramach zupełnie innej specjalizacji. To jest przejaw bardzo dużej elastyczności, stworzenia możliwości skomponowania sobie mocno indywidualnych studiów, w których student chciałby się odnaleźć, nawet poza pierwotnie wybranym kierunkiem. W ten sposób pokazujemy studentom rozczarowanym po pierwszych miesiącach na uczelni, że to nie musi być koniec tej historii, bo uczelnia otwiera przed nimi bardzo wiele przejść, by mogli dopasować kierunek swojego kształcenia do indywidualnych oczekiwań. Elastyczność to domena, która cechuje dziś uniwersytety europejskie, w tym również nasz. Gdy stajesz się studentem Uniwersytetu Opolskiego stajesz się jednocześnie częścią 240 tysięcznej społeczności akademickiej studentów i doktorantów, wspieranych przez prawie 40 tysięczną rzeszę pracowników dziewięciu uczelni w całej Europie. Poza programem Erasmus, jeśli masz ochotę pojechać na któryś z nich by uczestniczyć w cyklu zajęć, warsztatach, szkole, jeśli tylko znasz język, masz taką możliwość, nie potrzebujesz żadnych dodatkowych dokumentów. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że jako prowadzący zajęcia mamy osobę na liście, ale wiemy, że w tym semestrze jest ona na przykład w Walencji a już zasygnalizowała, że część następnego spędzi w Moguncji. To są możliwości, które nieprawdopodobnie ubogacają studia.

– Tylko jak pokazać młodym ludziom, którzy rezygnują już po kilku miesiącach, że jeśli wytrzymają te trudne początki, obowiązkowe wykłady, zaliczenia, kolokwia, które są dla nich czymś nowym,  w następnych semestrach rozwinie się przed nimi taki wachlarz możliwości.

– Wie pan, ja też w trakcie naszej rozmowy zdałem sobie sprawę, że musimy z tym przekazem dotrzeć do nich już na początku studiów, to może wiele zmienić.

– Dziękuję za rozmowę.      

 

Najnowsze artykuły