REKLAMA

REKLAMA

Niezatapialny, czyli batalia o stołek Jakiego

W poniedziałek 7 listopada rada nadzorcza WiK odwołała Ireneusza Jakiego i dwóch pozostałych członków zarządu, Agnieszkę Maślak i Sebastiana Paronia. Według nieoficjalnych informacji  w kwestii zmiany prezesa przeciwny był Polski Fundusz Rozwoju. Takie postępowanie wzbudziło niepokój dwóch największy związków zawodowych w spółce.

 

Odpowiedzią, na ich zdaniem, zaskakującą decyzję jest pismo skierowane do Funduszu. Związkowcom chodzi o brak reakcji PFR na możliwy mobbing opisany przez Państwową Inspekcję Pracy, niezależną kancelarię oraz pracowników w liście otwartym wysłanym pod koniec października do mediów:

Zaskoczeniem dla Związków Zawodowych jak i większości Pracowników Spółki jest brak zainteresowania Listem Otwartym z dnia 25.10.2022 roku o sytuacji w Spółce. Niezrozumiałym jest również ignorowanie raportu Państwowej Inspekcji Pracy, Komisji Zewnętrznej ds. zbadania zjawisk mobbingu w naszej firmie jak i rozmów z przedstawicielami Związków Zawodowych członków Rady Nadzorczej. List Otwarty jednoznacznie zawierał informację, że od dłuższego czasu miejsce naszej pracy stało się miejscem rozgrywek zarówno osobowych jak i politycznych. Polski Fundusz Rozwoju jako instytucja wobec której Nasza Spółka ma zobowiązania finansowe, szczególnie powinno zależeć na stabilnym działaniu strategicznej spółki dla Miasta Opola” – czytamy w liście do PFR, po którym podpisali się związkowcy.

Związkowcy bronią decyzji rady nadzorczej

Polski Fundusz Rozwoju, który sprzeciwił się decyzji i odwołaniu prezesa Jakiego jako mniejszościowy udziałowiec ma w tej kwestii tak zwany „złoty głos”. Wynika on z umowy, na mocy której PFR w zamian za ponad 100 mln złotych pożyczki otrzymał pakiet udziałów – sukcesywnie umarzany, wraz ze spłatą zobowiązania. Związkowcy nie rozumieją dlaczego przy tylu obciążających Ireneusza Jakiego zarzutach PFR wciąż go broni:

W naszej ocenie decyzja Rady Nadzorczej definitywnie zamyka temat tego co było. Daje nadzieję pracownikom na powrót do normalności. Ma zapewnić spokój, płynność funkcjonowania, brak obaw o utratę pracy. Mamy nadzieję, że zarówno my, jak i nasze rodziny, w końcu odetchną. Zwracamy się z prośbą o wyjaśnienie powodów sprzeciwu z dnia 07.11.2022 roku przez przedstawiciela Polskiego Funduszu Rozwoju przy odwołaniu Zarządu Spółki. Dalszy brak stabilizacji w funkcjonowaniu Spółki, spowodować może odchodzenie kompetentnych pracowników, którzy nie widzą ewentualnej dalszej współpracy z odwołanym Zarządem Spółki. Podkreślamy, że Spółkę tworzą pracownicy, a nie jedna osoba co bardzo często jest artykułowane przez p. Jakiego” – zaznaczają związkowcy.

„Ja będę pracował nie w tej, to w innej spółce”

Dzień po odwołaniu, Ireneusz Jaki kolejny raz zwołał konferencję prasową. Stwierdził, że nie uznaje decyzji rady nadzorczej WIK  o jego odwołaniu, dalej czuje się prezesem spółki i skieruje sprawę swojego odwołania do rozstrzygnięcia przez sąd. Choć 7 listopada odwołany został przez przedstawiciela  większościowego udziałowca, podkreśla, że mniejszościowi udziałowcy byli przeciw, jak przedstawiciel Państwowego Funduszu Rozwoju, lub wstrzymali się od głosu.

Jaki rysował wręcz wizję kataklizmu grożącego Wodociągom i Kanalizacji po jego odejściu, zasugerował, że z powodu jego odejścia  zagrożona jest największa inwestycja WiK – budowa oczyszczalni ścieków o wartości 200 mln. złotych, bo PFR może wystąpić teraz wnioskiem od zwrot 100 milionowej pożyczki. W opinii Jakiego jego następcy są niekompetentni, przy czym jako argument wskazał fakt, że… dotąd pracowali w innych miastach – tu wymienił Racibórz, Wrocław i Prudnik.

Tu nie chodzi o mnie– podkreślał odwołany prezes WiK, bo jak państwo doskonale wiecie, ja będę pracował jeśli nie w tej, to innej spółce, lecz o przyszłość firmy strategicznej dla miasta. Porównywał się kompetencjami z nowopowołanym prezesem WiK Pawłem Kaweckim, powołując się na… bliżej nieokreślony materiał o nim przygotowany przez TVP. Rzecz jasna jego zdaniem prezes Kawecki nie dorasta mu do pięt.

Wypowiedź pana Jakiego w kwestii wyników głosowania na odwołaniem trzech członków zarządu spółki była nieuprawniona, bo glosowanie było tajne– wyjaśnia szefowa rady nadzorczej WiK Anna Habzda. – Nie mam pojęcia skąd pan Jaki czerpie takie wiadomości. W kwestii mobbingu, nie chcę komentować wypowiedzi towarzyszącego panu Jakiemu na konferencji prasowej byłego wiceprezesa Filipowskiego, bo w tej sprawie dysponujemy dwoma niezależnymi raportami, które stwierdzają takie nieprawidłowości.  – mówi przewodnicząca rady nadzorczej. – Wcześniej, jeszcze w kwietniu tego roku, prowadziliśmy, na ich prośbę, rozmowy z pracownikami WiK, podczas których skarżyli się na nieprawidłowe zachowania Ireneusza Jakiego.

Sugestie, że bez Jakiego WiK-owi grozi katastrofa są po prostu żenujące. Nic na to nie wskazuje, odwrotnie, podjęliśmy decyzję o jego odwołaniu właśnie po to, by uspokoić nastroje w firmie, by załoga WiK mogła wreszcie spokojnie pracować. Zresztą jak wiadomo oczekiwały tego od nas dwie największe organizacje związkowe działające w spółce– podkreśla Anna Habzda.

Przywołany „do tablicy” przez Ireneusza Jakiego prezes WiK Paweł Kawecki nie oszczędza swego adwersarza: – Pan Jaki musi się zdecydować, bo raz mówi, że moje przejście do WiK jest merytorycznym wzmocnieniem spółki, po czym na konferencji sugeruje, tak to odbieram, że jestem człowiekiem niekompetentnym, w każdym razie mniej kompetentnym niż on. Jestem absolwentem analityki chemicznej i technologii chemicznej Politechniki Wrocławskiej, podyplomowo ukończyłem technologię wody, ścieków i odpadów, zarządzanie przedsiębiorstwem komunalnym, zarządzanie jakością, studia menadżerskie, wycenę nieruchomości. Oprócz tytułu magistra inżyniera jestem też magistrem zarządzania i posiadam dyplom NBA, taki sam jak premier Morawiecki i prezydent Opola Wiśniewski. Dodam, że te ostatnie studia pan Jaki rozpoczął, ale nie skończył, niewykluczone że po prostu nie dał rady. Przez 12 lat kierowałem ZWiK Prudnik, powiem nieskromnie, że z sukcesami. Prudnik od ponad 4 lat ma stuprocentowe pokrycie w wodomierzach radiowych, w Prudniku powstała idea mobilnej stacji zlewczej, uhonorowana dwoma medalami na międzynarodowych targach. Prudnik wprowadził już elementy gospodarki obiegu zamkniętego , dzięki temu w Prudniku nie powstaje już osad ściekowy. Moim zdaniem to są wystarczające kwalifikacje, by kierować WiK w Opolu.

„Rada nie możę być ograniczana”

Z prawną argumentacją Ireneusza Jakiego nie zgadza się przewodnicząca Rady Nadzorczej. W przesłanym do mediów oświadczeniu Anna Habzda podkreśla::”Uchwała została podjęta większością głosów w głosowaniu tajnym. Pomimo tego, że uchwała została podjęta niejednogłośnie to jest podjęta skutecznie, gdyż zgodnie z ustawą o gospodarce komunalnej kompetencja co do powoływania i odwoływania członków zarządu w spółkach komunalnych należy do Rady Nadzorczej. Rada podejmuje uchwały kolegialnie większością głosów i nie może być blokowana przez jednego członka Rady Nadzorczej. Tym samym Rada nie może być ograniczana w podjęciu właściwej decyzji, mając na względzie okoliczności, z którymi mamy do czynienia w niniejszej sprawie, w szczególności ciążący na Spółce obowiązek przeciwdziałania mobbingowi”.

Solidarna Polska i Ireneusz Jaki straszą Polskim Funduszem Rozwoju

PFR w zamian za pieniądze na rozbudowę oczyszczalni ścieków otrzymał od miasta 25 proc. udziałów w WiK. Miał być tzw. członkiem pasywnym czyli miał się nie wtrącać w działanie spółki. Tak było do momentu wykrycia „Afery Jakiego”. Gdy tylko nad Ireneuszem Jakim pojawiły się czarne chmury, PFR się uaktywnił. Opolscy politycy prawicy i prorządowe media zaczęli sugerować, że Fundusz może zacząć podejmować kroki skutkujące na przykład koniecznością zwrotu pieniędzy i innym trudnościami przy budowie oczyszczalni ścieków.  Po odwołaniu Ireneusza Jakiego te głosy się jeszcze nasiliły:

To, co się wydarzyło, określam mianem sytuacji kuriozalnej, „na rympał”. Odwołano nie tylko dwóch nominatów prezydenta, ale mimo sprzeciwu przedstawiciela PFR odwołano także prezesa zarządu. W tej sytuacji PFR może wystąpić do miasta o natychmiastową spłatę zobowiązania, a taki ruch, to jak słyszymy „gwóźdź do trumny spółki” – mówił Sławomir Batko, radny Solidarnej Polski

W takim samym tonie wypowiadał się Ireneusz Jaki i zaznacza, że PFR musi wyrazić zgodę na jego odwołanie,

Ustęp 14 w umowie spółki, gdzie urząd miasta otrzymał 100 mln z PFR-u, mówi wyraźnie, że odwołanie członka zarządu może się odbyć tylko za zgodą PFR-u. Takiej zgody nie było – podkreśla były prezes.

Odmiennego zdania jest Paweł Kawecki. Według prezesa WiK Opole rada nadzorcza mogła zdecydować się na taki krok.

Jest taka uchwała siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, która mówi o tym, że prawo zaskarżenia uchwały o odwołaniu członka zarządu nie przysługuje członkowi zarządu. Natomiast może to zrobić każdy inny organ spółki. Są jeszcze inne artykuły, zarówno w Kodeksie spółek handlowych, ustawie o gospodarce komunalnej i Kodeksie cywilnym, które rzutują na czytanie tego przepisu (o zgodzie PFR na odwołanie prezesa zarządu red). To moja opinia prywatna. Mówimy o tym, co się działo na radzie nadzorczej, my jesteśmy członkami zarządu. Otrzymaliśmy uchwałę rady nadzorczej, w której zaznaczono, że głosowanie było tajne, więc nie mogę się odnieść do tego, kto, jak i czy ewentualnie zgłaszał coś do protokołu, bo nie mam tej wiedzy – mówi Paweł Kawecki prezes spółki WiK.

PFR broni swoich?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy najpierw wyjaśnić czym jest Polski Fundusz Rozwoju. Na stronie funduszu możemy przeczytać, że „PFR to grupa instytucji finansowych i doradczych dla przedsiębiorców, samorządów i osób prywatnych inwestująca w zrównoważony rozwój społeczny i wzrost gospodarczy kraju”. Jednak PFR to instytucja powiązana z rządem. Na jej czele stoi bliski współpracownik Mateusza Morawickiego. Paweł Borys był kiedyś typowany na stanowisko ministra finansów w rządzie Morawieckiego. Wg informacji Onetu ma mieć władzę większą niż ministrowie i to on pilnował miliardów z tarczy antykryzysowej. W Opolu PFR ma swojego członka w radzie nadzorczej WiK. Jednego, tyle tylko, że jest to „ gorące” stanowisko. Członek zmienia się ilekroć wokół Ireneusza Jakiego pojawiają się nowe informacje na temat mobbingu w spółce.

Od maja, czyli od momentu wybuchu „Afery Jakiego” w radzie nadzorczej WiK zasiadało już czterech przedstawicieli PFR. Ich kariera nie trwała długo, zwykle kilka tygodni. Ostatnia zmiana nastąpiła 4 listopada. Tego dnia ze stanowiska zrezygnował Jarosław Szewczyk. W niedzielę 6 listopada o 17:00 do Zarządu spółki wpłynęło pismo, że zastąpi go Łukasz Sieczka. W poniedziałek miało się odbyć głosowanie nad odwołaniem Ireneusza Jakiego, który jest ojcem byłego wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego.

Kancelaria współpracująca z Januszem Kowalskim w RN, z ramienia PFR

RKKW – KWAŚNICKI, WRÓBEL & Partnerzy to kancelaria, z której wywodzi się dwóch z czterech członków rady nadzorczej WiK powołanych przez Polski Fundusz Rozwoju. Są nimi dwaj ostatni członkowie: Jarosław Szewczyk i Łukasz Sieczka. RKKW współpracowała też posłem Januszem Kowalskim przy nowelizacji Kodeksu spółek handlowych. Spółką prawa handlowego są m.in. Wodociągi i Kanalizacja w Opolu. Nazwisko Janusza Kowalskiego nie pojawia się przypadkowo. Od lat wiadomo, że obecny wiceminister rolnictwa jest jednym z najbliższych współpracowników Patryka Jakiego, który prywatnie jest ojcem odwołanego prezesa WiK

RKKW to też kancelaria, której pracownik Hubert Pogorzelski stał na czele komisji badającej na  zlecenie Ireneusza Jakiego mobbing w spółce. Powołana przez byłego prezesa Ireneusza Jakiego komisja, po pierwsze, była nielegalna, bo nie można było jej stworzyć jednoosobowo, a po drugie, zbadała niewielu pracowników. Bronili oni byłego prezesa, co jest sprzeczne m.in. z raportem PIP, który potwierdził mobbing i był miażdżący dla Jakiego.

Patryk Jaki broni i straszy

Sprawą mobbingu w lipcu zajął się również TVN 24. Podczas pracy nad materiałem, redaktor Iga Dzieciuchowicz poprosiła o komentarz w sprawie Ireneusza Jakiego. Zamiast niego na rozmowę umówił się Patryk Jaki. Doszło do niego w… Ministerstwie Sprawiedliwości, w którym europoseł nie pracował od trzech lat. Podczas spotkania, Dzieciuchowicz miała zostać poproszona o wyłączenie dyktafonu:

Upewnia się jeszcze, czy na pewno nic nie nagrywam. Chce wytłumaczyć mi kulisy wojny w WiK po to, byśmy potem, jak zaznacza, nie ciągali się po sądach. Ma dokumenty – relacjonuje Iga Dzieciuchowicz w swoim tekście „Pracownicy oskarżają prezesa wodociągów o mobbing. Ojca broni Patryk Jaki”.

To jeszcze nie koniec?

Ireneusz Jaki zapowiada, że tak łatwo nie odpuści walki o swoje stanowisko. Podczas konferencji prasowych odgraża się, że będzie w sądzie zaskarżał decyzję rady nadzorczej.

Będę podejmował kroki prawne dotyczące szykanowania mojego wizerunku i doświadczenia. Minęło właśnie 40 lat mojej pracy zawodowej. Nigdy nie miałem przez ten czas takich sytuacji, spraw w sądzie czy wizyt inspekcji pracy. Sądy są po mojej stronie – stwierdził ojciec byłego wiceministra sprawiedliwości.

Prezes WiK Paweł Kawecki ma jednak nadzieję, że to już finał tej historii, PFR pójdzie po rozum do głowy i stanie po stronie pracowników. A w każdym razie zanim podejmie jakąkolwiek kolejną decyzję w obronie stanowiska dla  Ireneusza Jakiego, wysłucha racji załogi i poważnie jako współudziałowiec WiK podejdzie do ich zarzutów wobec jego poprzednika.