Niezwykłe historie opolskich ulic (21): Orląt Lwowskich – od Adolfa do Orląt
Najdłuższa boczna ulica od Katowickiej ciągnąca się aż do Bohaterów Monte Casino, jak rzadko która w Opolu zmieniała nazwę. Współczesna Orląt Lwowskich swoją historię rozpoczęła prawie 100 lat temu w niemieckim Oppeln (w 1930 roku) od imienia Adolfa W. Damaschke. A potem było wiele innych…
Damaschke był wybitnym niemieckim ekonomistą i propagatorem reformy rolnej, która uwzględniała m.in. pozyskiwanie gruntów pod miejskie budownictwo mieszkaniowe. W Berlinie prowadził akcję na rzecz poprawy warunków mieszkaniowych dla biedniejszych warstw społecznych i preferował jednorodzinne budownictwo, czyli właśnie domy z ogrodami. Jako publicysta był bardzo zaangażowanym społecznie człowiekiem. A gdy Opole stanęło w polskich granicach nikt już nie chciał za patrona Niemca, ale zachowując swego rodzaju ciągłość z okresem przedwojennym ulicę nazwano – Rolna, bo przecież tą dziedziną bardzo interesował się Damaschke. Szybko jednak ulica zyskała kolejną nazwę, tym razem Zygmuntowska od imienia królów polskich, ale i ona nie utrzymała się długo.
Le Rond niczym premier całego Śląska
Następny w kolejce był Henri Le Rond, francuski generał, przewodniczący międzynarodowej komisji plebiscytowej w Opolu w latach 1920-1922. Działała w nieistniejącym już budynku Rejencji Opolskiej na Placu Wolności. Le Rond wspólnie z zastępcami zarządzał kilkunastoosobową komisją, w skład której wchodzili przedstawiciele rządów alianckich oraz reprezentanci Polski i Niemiec. Byli niczym rząd, a sam generał jako premier Śląska, a przynajmniej obszaru plebiscytowego. W skład kontyngentu alianckiego wchodziły głównie francuskie, ale również brytyjskie i włoskie wojska. Stacjonowały w koszarach przy dzisiejszym skrzyżowaniu ulic Ozimskiej i Plebiscytowej. Równolegle z przybyciem sił aliantów, armia niemiecka została wycofana z terenu Śląska. Pozostała jednak niemiecka policja. Komisja zajmowała się przygotowaniami i przeprowadzeniem plebiscytu na Górnym Śląsku, który miał określić, do którego państwa przyłączy się ten region. Sam generał był niezwykle inteligentnym człowiekiem i poliglotą. Znał wiele języków: hiszpański, japoński, rosyjski oraz biegle angielski, niemiecki, włoski i oczywiście ojczysty francuski.
Róża Luksemburg, która „czytała jak dzika”
W kwietniu 1951 roku uznano, że od francuskiego generała lepszym patronem tej ulicy będzie działaczka polityczna Róża Luksemburg. Wielu może to zdziwić, ale na Zachodzie pamięć o niej jest bardzo żywa do dzisiaj. W Berlinie, gdzie została zamordowana, ma place, ulice, pomniki, tablice pamiątkowe na domach we wschodniej i zachodniej części miasta. Jej biografię napisano po niemiecku, angielsku, francusku, hiszpańsku, a nawet japońsku i chorwacku. Na całym świecie powstają o niej kolejne książki, filmy, piosenki, murale i komiksy. W Polsce odeszłą wraz z PRL-em. W Opolu ulica jej imieniem przetrwała cztery dekady. Róża była jedną z pierwszych kobiet, które w XIX wieku zarabiały na życie pracą umysłową. „Przed I wojną światową płacono za jej artykuły publicystyczne najwyższe stawki w niemieckiej prasie. Doceniano nie tylko znakomity styl, ale też erudycję, bo interesowała ją naprawdę rozległa tematyka. Kiedy się czyta o praktykach kolonialnych Anglików i Francuzów w jej najważniejszym dziele „Akumulacja kapitału”, można odnieść wrażenie, że była we wszystkich miejscach, o których pisze, a nie była w żadnym z nich. Dużą część życia spędziła w więzieniu, gdzie – według własnego określenia – „czytała jak dzika”. Zginęła od kolb pruskich oficerów. Najpierw tłukli ją kolbą karabinu, potem strzelili w głowę, a na końcu wrzucili do kanału” – pisał w artykule gazeta.pl Mike Urbaniak.
Pamięci Antosia Petrykiewicza i innych
Róży Luksemburg ostatecznie „podziękowano” uchwałą Rady Miasta z 12 marca 1991 r. Nowy wybór padł na Orląt Lwowskich. Chodzi oczywiście o pamięć młodych obrońców polskiego Lwowa z lat 1918–1920, głównie w czasie wojny polsko-ukraińskiej (1918–1919), a także polsko-bolszewickiej (1920). Najmłodszy z Orląt miał zaledwie 9 lat. W obronie Lwowa poległo blisko 200 Orląt. 13-letni Antoś Petrykiewicz został najmłodszym w historii Polski Kawalerem Orderu Virtuti Militari. Zmarł w wyniku odniesionych ran w styczniu 1919 roku.
Pomiędzy 1945 a 1950 rokiem w naszym mieście osiedliło się ponad 34 tysiące osób przywiezionych na stację Opole – Wschód specjalnymi pociągami. Najwięcej, bo aż pięć tysięcy przyjechało właśnie ze Lwowa.
– Pamiętam bardzo dobrze ulicę Orląt Lwowskich na koniec wojny. Urządzono tam obóz dla włoskich żołnierzy, którzy byli niemieckimi jeńcami. Nadal przed oczyma mam, jak grali w piłkę – wspominał na łamach nto Bolesław Grocholski, który w Opolu pojawił się późną wiosną 1945 roku. W przyszłości został m.in. perkusistą opolskich zespołów bigbitowych, grywając m.in. w sali Hotelu Bristol na rogu ulic Sempołowskiej i Ozimskiej, czy w nieistniejącej już restauracji Gdynia na ul. Ozimskiej.
Dzisiaj Orląt Lwowskich jest jedną z najbardziej urokliwych ulic w Śródmieściu. Otoczona zielenią niedawno doczekała się także nowoczesnego oświetlenia w postaci 16 energooszczędnych lamp LED.











