Niezwykłe historie opolskich ulic (27): Plac Jana Kazimierza – czekając na swoje „pięć minut”

Plac Jana Kazimierza w Opolu jest jednym z najstarszych w mieście.

Patron tego miejsca był ostatnim członkiem rodu Wazów na polskim tronie, po kądzieli spokrewnionym z Jagiellonami. Jednocześnie to także ostatni z Wazów urodzony na Wawelu przed przeniesieniem siedziby królewskiej do Warszawy. To w Opolu polski władca wezwał naród do walki przeciwko Szwedom. Trzeba pamiętać, że przebywał wtedy u siebie, ponieważ Wazowie byli właścicielami miasta. Co ciekawe, opolski ślad można znaleźć w powieści „Potop” Henryka Sienkiewicza, w której opisano właśnie wizytę króla w stolicy Opolszczyzny.

Ważny „kawałek” miasta

Interesujący nas plac był bardzo ważnym „kawałkiem” miasta, o czym zaświadcza fakt, że w 1933 roku nadano mu nazwę Danziger Freihelt, co przetłumaczymy jako wolność Gdańska. Oto bowiem na apel gdańskiego biura komunikacji (już za czasów hitlerowskich) nakazano, aby w dużych miastach Rzeszy nadawać ważnym dla komunikacji miejskiej placom tę właśnie nazwę.

Plac króla bez… króla

Po II wojnie światowej, w 1945 roku, plac otrzymał nazwę Gdański, ale jeszcze tego samego roku stał się placem Jana Kazimierza. Trzy lata później przemianowano go na plac króla Jana Kazimierza, jednak potem znowu wrócono do nazwy plac Jana Kazimierza, by w 1961 r. jeszcze bardziej ją skrócić, usuwając imię. Obecnie W najnowszych nam czasach imię przywrócono, choć jeśli ktoś kompletnie nie zna historii i nie doczyta sobie indywidualnie, to nie będzie wiedział, że ów Kazimierz był polskim królem…

Szerokim łukiem

Ten plac wciąż czeka na swoje „pięć minut”, których dostąpiły inne place w Opolu. Z pewnością mu się to należy, bo przecież warto pamiętać, że to właśnie zabudowa przed laty w tym miejscu dała nowe życie całemu Zaodrzu. Wcześniej nie cieszyło się dobrym zdaniem, a jego rozwój utrudniał fakt, że znajdowało się poza murami miasta. Jak ktoś nie musiał, to te okolice omijał szerokim łukiem. I pewnie dlatego to w tej okolicy znalazło się miejsce na szpital (jak najdalej od ludzi w obawie przed zarazą), szubienice czy nowy cmentarz, gdy zabrakło w mieście miejsca na pochówki. A jakby tego mało, to właśnie po tej stronie miasta co rusz wylewała Odra niszcząc wszystko co udało się tam zbudować.

„Odczarowywanie” Zaodrza

Paradoksalnie jednak to m.in. powstanie cmentarza sprawiło, że ludzie byli zmuszeni od czasu do czasu przeprawiać się za Odrę. I w ten sposób powolutku Zaodrze zaczęto „odczarowywać”, a prawdziwy bum miał nastąpić na początku XX wieku, gdy władze miasta zdecydowały, aby zbudować tam nowe osiedla i przeprowadzić wielu mieszkańców w te niebezpieczne rejony. I w tych właśnie okolicznościach powstał właśnie dzisiejszy Plac Kazimierza, wtedy nazywany Falkenbergen Platz – od kierunku na miasto Falkenberg (dzisiejszy Niemodlin).

Modernizm architekta z Wrocławia

Architektem, który miał odmienić to miejsce, był urodzony we Wrocławiu Albrecht Jager. Do dzisiaj pozostaje znaczącą postacią w dziejach architektury modernistycznej. Jego prace są głęboko osadzone w kontekście architektury niemieckiej, a on sam zyskał uznanie jako projektant spółdzielczych osiedli mieszkaniowych, które powstały na Śląsku, także w Chorzowie, Bytomiu czy Wrocławiu. Po wojnie znalazł się w NRD, następnie uciekł do RFN.

Ówczesna zabudowa przy Placu Jana Kazimierza pomyślana była według obowiązujących wówczas trendów modernistycznych. Obiekty mieszkalne miały być przede wszystkim wygodne i dostosowane do indywidualnych potrzeb mieszkańców. Powstał wtedy m.in. trzykondygnacyjny galeriowiec z parterowymi pawilonami handlowymi zakończonymi zaokrąglonymi narożnikami, a plac miał spełniać rolę integrującą okolicznych mieszkańców.

***

Niestety, linia frontu II wojny światowej niemal idealnie przechodziła właśnie w tym miejscu, zatem po niespełna dekadzie nowi lokatorzy okolic Placu Jana Kazimierza musieli uciekać… Plac znajduje się przy jednej z najważniejszych ulic w mieście, Niemodlińskiej. Coś nam się więc wydaje, że jego historia nie została jeszcze napisana do końca.

Dariusz Król

Fot. Witold Chojnacki

Najnowsze artykuły