Ptasie miasto

Czy miasto to jest dobre miejsce dla ptaków? Zależy dla których – mówi Łukasz Berlik z Opolskiego Towarzystwa Przyrodniczego. Organizator liczenia ptactwa w Opolu, w którym może wziąć udział każdy, kto ma chęć i lornetkę.

W Opolu jest co obserwować, i to nie tylko na suburbiach, przypominających wiejskie klimaty, lecz również w ścisłym centrum. Miasto jest nie tylko dla ludzi. Staje się spiżarnia, coraz częściej miejscem zimowania. Bo wiadomo – klimat jest tu łagodniejszy a średnia temperatur wyższa niż poza aglomeracją

Gdyby spytać przeciętnego laika, by wymienił ptaka, który kojarzy mu się z miastem, z pewnością byłby to gołąb. No ale dla ornitologa jest to odpowiedź dalece niewystarczająca – gołąb owszem, ale jaki? To może być na przykład grzywacz, nasz największy gołąb, którego można rozpoznać po dwóch białych plamach po bokach. Stosunkowo niedawno był ptakiem leśnym a dzisiaj świetnie się zaaklimatyzował w miejskich warunkach. Spotkanie przelatującego przez miasto grzywacza na przykład przy osiedlowych blokach nie jest już niczym wyjątkowym, podobnie jak gołębie miejskie czy sierpówki – beżowy gołąb z czarnym paseczkiem na karku. Trudniej będzie spotkać siniaka, który jest gołębiem gniazdującym w dziuplach. Można go czasem wypatrzyć w stadach gołębi miejskich. W Opolu raczej zimuje, pojawia się przelotem, dosłownie i w przenośni. Ostatnio przez Łukasza Berlika był widziany na osiedlu AK naprzeciwko budynków Politechniki Opolskiej.

W mieście popularnym lokatorem jest wróbel, który jest synantropem, czyli gatunkiem, który doskonale przystosował się do życia w środowisku przekształconym przez człowieka. Ich populacja ostatnio zmalała, spotyka się je rzadziej, ale to ciągle gatunek bardzo popularny.

Wróbel ma problemy te same co inne ptaki miejskie: coraz częściej pakujemy odpadki w foliowe worki, co ogranicza  stołówkowe menu wróbla. Ważnym problemem jest też niszczenie siedlisk. Co ciekawe, badacze odkryli, że wróble w różnych miastach mają różne ulubione miejsca gniazdowania. Na przykład w Londynie są to przestrzenie za rynnami a w Nowym Jorku wnętrza słupów sygnalizacji świetlnej. I nikt nie wie dlaczego tak jest. Jakie jest ulubione miejsce lęgu opolskich wróbli – nie wiadomo, trzeba by przeprowadzić dopiero takie badania.

Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że miejskie gmachy, osiedlowe bloki z wielkiej płyty to są nie tylko ludzkie, ale i ptasie mieszkania. Często gatunków chronionych. I to wcale nie jest żaden margines, bo w Polsce właściwie gros ptaków podlega ścisłej ochronie. Mamy dziś 13 gatunków łownych, których od przyszłego roku będzie o 5 mniej i 9 chronionych częściowo, czyli w okresach lęgowych. Cała reszta jest ściśle chroniona.

Zwłaszcza przy termomodernizacjach budynków nie wszyscy inwestorzy postępują tak jak się powinno – podkreśla  opolski ornitolog. Przed każdą taką inwestycją należałoby zlecić inwentaryzację ornitologiczną oraz obecności nietoperzy, czyli inwentaryzację chiropterologiczną. Na przykład na opolskim osiedlu AK nie ma remontu elewacji bez wcześniejszego sprawdzenia, czy aby nie zaszkodzi to gniazdującym w jej zakamarkach ptakom. Niszczenie siedlisk jest możliwe, lecz wyłącznie za zgodą Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Oczywiście ich istnienie nie wstrzymuje samych robót, wymaga jednak ich liczbowego odtworzenia. Najprostszym sposobem są pojawiające się w elewacji lęgowe budki – najczęściej dla wróbli, jerzyków, pustułek.

Niestety zdarza się, że inwestor nie bierze pod uwagę okresów lęgowych, ma gdzieś ptasi dobrostan, wtedy  pisklęta są zamurowywanie w gniazdach, skazywane na śmierć w męczarniach.

Jerzyki są trochę przereklamowane

W mieście najlepszą chyba opinią cieszą się jerzyki W powszechnym mniemaniu to one są głównym pogromcą komarów. Dla jerzyków na osiedlu zawsze miejsce lęgowe na bloku się znajdzie. Rzecz w tym, że jerzyki przeważnie latają wyżej niż komary. Znaczy głównie mijają się w locie. Owszem są one w ich menu, ale nie bardziej niż innych ptaków, na przykład kopciuszka, którego my laicy najczęściej mylimy z wróblem. Samiczki kopciuszka i młode osobniki  są myszate, szare z pomarańczowym ogonkiem. Dojrzale samczyki są czarniawe, pomarańczowy ogonek pozostaje ich cechą charakterystyczną.  A komary są też przysmakiem nietoperzy.

W miastach coraz powszechniejszy jest kulczyk, blisko spokrewniony z kanarkiem, ze względu na żółte ubarwienie samczyka. Samiczka jest już bardziej zielono-brązowawa, czyli mniej rzuca się w oczy. Kulczyk kiedyś występował tylko w rejonie Morza Śródziemnego, skąd w XIX wieku rozpoczął ekspansję na północ. Teraz jest u nas powszechny, również rzecz jasna w Opolu. Powszechne w miastach są pustułki i oknówki – te ostatnie z rodziny jaskółkowatych. Na zielonych skwerach i wszędzie tam, gdzie jest więcej zieleni można spotkać kosa. W budynkach chętnie gniazdują kawki, na trawnikach sejmikują gawrony.

Gawrony kraczą z żałoby

– Niestety lęgowych gawronów w Opolu mamy coraz mniej – ubolewa  Łukasz Berlik.

W roku 2021 podczas ornitologicznych peregrynacji udało mu się naliczyć w całym Opolu około 130 par. A w tym roku nieco ponad 60 gniazd. Zdaniem ornitologa przyczyny mogą być różne, jedną z nich jest niszczenie gawronich gniazd przez człowieka, czemu sprzyja fakt, że ten gatunek jest objęty ochroną częściową. A tym wyjątkiem są właśnie miasta, gdzie można likwidować ich siedliska. W miastach gawronów jest coraz mniej i wraz z ich ubywaniem rośnie dla nich sympatia mieszkańców. Niedawno słynna była ich reakcja Świebodzinie, gdzie burmistrz  chciał zrobić dobrze mieszkańcom ogłaszając akcję tępienia gawronów w miejskim parku, co nie spotkało się ze społeczną akceptacją, wręcz przeciwnie – z silnymi protestami. Gawrony uratowano, mimo, że zanieczyszczały parkowe ławki. Gawronów jest u nas więcej zimą. Wtedy część naszych ptaków odlatuje w cieplejsze klimaty  południowego zachodu, a przylatują do nas ptaki z północnego wschodu, m. in. Rosji. Zima to w ogóle jest czas, gdy ptaki chętniej zaglądają do miast w poszukiwaniu w miarę ciepłego kąta i łatwego pożywienia

Gniazda gawronów, czasem siłą,  chętnie zajmują uszatki. Ta sowa coraz częściej przenosi się do miast. Decyduje łatwość dostępu pożywienia, ale również dostępność ptasich pustostanów. Uszatka bowiem nie buduje gniazd, zajmuje je często po krukowatych.

Coraz częstsze w miastach są sroki, które zaczęły przenosić się ze wsi na przedmieścia a z nich bliżej centrum. I coraz lepiej sobie tu radzą Na wyspie Bolko dobrze się mają wrony siwe. Tą ostatnią jeśli chce się zobaczyć w centrum miasta, to trzeba się raczej udać do Wrocławia.

Mewa to opolski ptak

Na Odrze w rejonie stopnia wodnego i nad Młynówką dobrze się mają ptaki wodne. Widywane są tam różne gatunki mew. Ciągle jeszcze pokutuje wśród mieszkańców przekonanie, że mewy są tylko nad morzem a u nas gniazdują rybitwy. Nic bardziej mylnego. Spotkać tu można mewy śmieszki, mewy siwe. Może się wśród nich zdarzyć mewa białogłowa, a nawet rzadka mewa żółtonoga. Mewy widujemy w Opolu przez cały rok, w przeciwieństwie do rybitw. Nasze mewy zimują w Holandii, Francji, do nas przylatują na zimowisko głównie z północnego wschodu z Rosji, Litwy, Łotwy, Finlandii…

W okolicach hotelu Piast 15 lat temu po raz pierwszy pojawiło się stado kormoranów.

Na kanale wińskim można teraz zobaczyć cyraneczki, zdarzają się czernice, świstuny, głowienki. Kaczek, przede wszystkim krzyżówek ci u nas dostatek.

 

Nad Opolem bielik się bieli

A jakie ptaki rzadko można wypatrzyć w mieście? Regularnie przelatują nad miastem myszołowy, krogulce, błotniaki zbożowe, które praktycznie w naszym regionie nie gniazdują. Rzadkim gościem jest błotniak stępowy, choć ostatnio widywany u nas częściej. Regularnie za to pojawia się w Opolu błotniak stawowy, który u nas gniazduje i opuszcza nas na zimę. Zdarzyło się, że przy orle z Wieży Piastowskiej przelatywały bieliki, które Łukaszowi Berlikowi udało się zatrzymać trzy w jednym kadrze. Były też widziane nad ulicą Kołłątaja i na osiedlu na Zaodrzu. Nad Bolko i Parkiem 800-lecia dwa razy widziany był nawet orzeł cesarski, najprawdopodobniej były to dwa różne osobniki.  Są tak unikalne, że ich pojawienie się podlega weryfikacji i zgłoszeniu do Komisji Faunistycznej.

 

Obrączka wiele ci powie

To jakie jest pochodzenie ptaka wiemy odczytując jego obrączkę. To nie jest prosta rzecz, bo zwykle robi się to fotografując ją z możliwie wielu pozycji. Naturalnie przydaje się dobry fotograficzny sprzęt z silnym obiektywem no i spora dawka cierpliwości. Trudniej odczytać metalowe obrączki, bo stosowny kod jest znaczony po okręgu. Trzeba wtedy obiekt obfotografować z kilku stron a ptak specjalnie  spolegliwym fotomodelem nie jest. Są też obrączki plastikowe zdecydowanie z bardziej czytelnym kodem. Dlatego też często odłowionym ptakom zakłada się obrączkę plastikową, na drugą nogę, nawet jeśli ma już starą metalową.

Dobrym miejscem do odczytów obrączek jest miejskie składowisko odpadów, największa ptasia stołówka w okolicy. Z obrączek wiadomo, że jednym z najstarszych bocianów tam się stołujących jest czternastolatek pochodzący z Dzierżkowic w gminie Branice.

Obrączka pozwala po odczytaniu określić pochodzenie ptaka, jego wiek, szlaki migracyjne. Odczyty obrączek zgłasza się do systemu POLRING, który sfinansował opolski przedsiębiorca Joachim Siekiera, który również zajmuje się ornitologią. Sam też obrączkuje ptaki, m.in. bociany, i to w całym regionie.

Żeby obrączkować ptaki, trzeba zaliczyć stosowny kurs i uzyskać uprawnienia. Niektórzy robią to jednak bez uprawnień, całkowicie amatorsko, zakładają ptakom trytki, dzikim osobnikom obrączki hodowlane. Amatorskie znakowanie ptaków jest nielegalne i niewskazane. Wiecej z tego szkody i niewiele pożytku.  Rzadko, lecz zdarza się, że ktoś zgłasza ptaka jednego gatunku, po czym okazuje się przy kolejnym odczycie, że to kompletnie inny gatunek. Wiedza popłaca. Łukasz Berlik sam miał taki przypadek, że odczytał obrączkę kulczyka, który w danych widniał jako pokrzywnica. Choć tych ptaków nie sposób pomylić.

Człowieku, nie zdrapuj kropek!

Ptaki w mieście mają całą masę wrogów. Do największych należą samochody, koty, no i tzw. szklane pułapki. Przede wszystkim wiaty przystankowe no i  mocno przeszkolone budynki. Swoje żniwo zbierają  nieodpowiednio zabezpieczone ekrany akustyczne.  Przy czym naklejki z czarnymi wizerunkami lecących ptaków to nie jest dobre zabezpieczenie. Znacznie skuteczniejsze są… białe kropki, i każde inne geometryczne wzory naklejane na szybę. Po pierwsze, na architekturze wyglądają one estetyczniej, po drugie, naklejki czarnego ptactwa nie chronią. Czarny to nie jest najlepszy kolor, lepszy jest biały, żółty, pomarańczowy, czerwony – uważają ornitolodzy. Ważny jest kolor naklejek, ale kluczowe są odległości między nimi. W pionie to powinno być maksymalnie 5 centymetrów, a w poziomie 10. Chodzi o to, by również te małe ptaszki miały jasny sygnał – tędy nie przelecisz, nawet nie próbuj.

Niestety naklejane kropki bywają zdrapywane przez ludzi, więc apel, żeby tego nie robić. Dajcie ptakom żyć. Żeby się na nie lepiej uwrażliwić, warto wziąć udział w spacerach ornitologicznych po Opolu, dość często organizowanych przez Opolskie Towarzystwo Przyrodnicze. Odbywają się w weekendy, Naprawdę warto.

Wydaje się, że ptakom w mieście żyje się łatwiej, ale to nie do końca jest prawda.  Z ornitologicznych badań wynika, że w przestrzeniach zurbanizowanych zwierzęta te rozwijają się wolniej niż w naturalnym środowisku. Miejskie sikorki na przykład są mniejsze od osobników wychowujących się w lesie i opuszczają gniazda średnio o 1,5 dnia później niż ich kuzyni na suburbiach. To niby niewiele, ale jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że sikorka opuszcza gniazdo po średnio 19 dniach od wyklucia, okazuje się, że to jednak sporo. A i rodzice piskląt, które zaraz po wykluciu podwajają codziennie swoją masę, na wykarmienie potomstwa poświęcają znacznie więcej energii. W lesie ich strefa żerowania wynosi około 50 metrów od gniazda, w mieście natomiast to już jest około 350 metrów. Trzeba się więc nalatać, żeby zdobyć górę pożywienia

Skąd to wszystko wiadomo? Z badań w ramach programu Urban Cavities Project, gdzie każdy może dołączyć ze swoimi obserwacjami, zdjęciami, stając się jednocześnie jego współuczestnikiem, współautorem i współpracownikiem badaczy.

Ryszard Rudnik

 

fot. Łukasz Berlik

Najnowsze artykuły