Róbmy miłość, a nie wojnę
Czerwiec jest na całym świecie obchodzony jako Pride Month – miesiąc dumy osób LGBT+. W Opolu na rzecz tej społeczności działa Stowarzyszenie Tęczowe Opole. O działalności organizacji, sytuacji osób LGBT+ w regionie oraz kulisach Marszu Równości opowiada Maciej Kruszka, współzałożyciel i rzecznik prasowy Tęczowego Opola.
Jak narodził się pomysł założenia Tęczowego Opola?
Maciej Kruszka: Tęczowe Opole ma już kilka ładnych lat. Inicjatywa narodziła się w 2017 roku w gronie kilku znajomych. Pamiętam, że czuliśmy wtedy silną potrzebę stworzenia w Opolu organizacji, która zrzeszałaby społeczność LGBT+ i integrowała ją lokalnie. Pierwszy impuls dała moja koleżanka i jej ówczesna partnerka, które zaczęły zachęcać innych do spotkania. Byłem w tej grupie od samego początku. Choć na pierwsze spotkanie przyszło około sześciu osób, zaczęliśmy widywać się regularnie, a nasza grupa szybko rosła. Po kilku miesiącach zdecydowaliśmy się sformalizować nasze działania i od czerwca 2018 roku zarejestrowaliśmy stowarzyszenie. To właśnie wtedy zorganizowaliśmy też pierwszy Marsz Równości w Opolu.
Jakie cele stawialiście sobie na początku i jak organizacja zmieniła się przez te lata? Co udało się osiągnąć?
Naszym priorytetem od początku była integracja lokalnej społeczności LGBT+ oraz zwiększenie jej widoczności. Wierzymy, że obecność w przestrzeni publicznej bezpośrednio przekłada się na akceptację społeczną, której w Polsce przez lata brakowało ze względu na liczne stereotypy. Przez ten czas udało nam się zbudować stabilną organizację, która prowadzi stałe działania i przyciąga nowe osoby. Kluczowym osiągnięciem jest nawiązanie współpracy z miastem. Zależało nam, aby władze reagowały na akty dyskryminacji, i to się udało. Mamy stały kontakt z Centrum Dialogu Obywatelskiego oraz samym Prezydentem Miasta, który wielokrotnie reagował na ważne dla nas wydarzenia. Dzięki temu nie czujemy się pozostawieni sami sobie i wiemy, że możemy trzymać się razem i liczyć na wsparcie.
Jak ocenia pan obecną sytuację osób LGBT+ w Opolu? Czy podejście mieszkańców zmieniło się na lepsze w ciągu ostatnich lat?
Zmiana jest wyraźnie odczuwalna. To proces, który zachodzi w całym kraju. Kiedy zaczynaliśmy w 2017 roku, podobne organizacje powstawały niemal we wszystkich miastach wojewódzkich i powiatowych. Była to autentyczna, oddolna potrzeba społeczna. Jeśli spojrzymy na statystyki, zmiana jest ogromna – jeszcze w okolicach 2010 roku poparcie dla związków partnerskich wynosiło około 30%, a dla małżeństw zaledwie 10%. Dziś poparcie dla związków partnerskich przekracza 60%. Ta zmiana dokonuje się właśnie dzięki lokalnym działaniom, obecności w mediach i pokazywaniu się, co skutecznie burzy narzucone stereotypy. Współpracujemy z wieloma innymi organizacjami w Opolu, co buduje wzajemne zrozumienie. Choć jako aktywista chciałbym, aby te zmiany zachodziły szybciej, widzę, że idziemy w dobrym kierunku.
Prowadzicie również poradnictwo psychologiczne. Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się do was osoby potrzebujące wsparcia?
Szczegóły rozmów znają tylko nasi specjaliści, jednak na podstawie przeprowadzonych przez nas badań sytuacji osób LGBT+ na Opolszczyźnie wiemy, że głównym problemem pozostaje wykluczenie w najbliższym otoczeniu. Najbardziej dotkliwe jest ono w rodzinie, gdy młoda osoba, mieszkając z rodzicami czy dziadkami, nie czuje się akceptowana, a jednocześnie nie ma możliwości usamodzielnienia się. Często wiąże się to z brakiem wsparcia ze strony grupy rówieśniczej lub problemami w szkole. Sytuacja zazwyczaj poprawia się, gdy te osoby idą na studia lub zaczynają pracę, zyskując niezależność. Brak akceptacji w domu generuje jednak ogromne obciążenie psychiczne, dlatego oferujemy pakiet trzech bezpłatnych porad psychologicznych, które pomagają zdiagnozować problem i wskazać dalszą ścieżkę działania.
Jak wygląda wasza współpraca z lokalnymi instytucjami i samorządem?
Początki nie były łatwe, tę współpracę musieliśmy sobie wypracować, ale z czasem pojawiła się duża otwartość. Przełomem było utworzenie przez Prezydenta Miasta stanowiska pełnomocniczki ds. równego traktowania w Centrum Dialogu Obywatelskiego. Dzięki temu wspólnie realizujemy projekty i ubiegamy się o dofinansowania. Prezydent objął również Marsz Równości swoim patronatem, co daje nam poczucie bycia pełnoprawną częścią miejskiej społeczności. Korzystamy też z lokalu na preferencyjnych warunkach, co motywuje nas do stałej aktywności na rzecz miasta. Współpracujemy również z Urzędem Marszałkowskim, m.in. przy projekcie „Żywa Biblioteka”, który pozwala przełamywać stereotypy poprzez bezpośrednią rozmowę z osobami z grup wykluczonych. Jeśli chodzi o Urząd Wojewódzki, muszę przyznać, że na początku było z nimi bardzo trudno. Wynikało to głównie z ówczesnej sytuacji politycznej i postawy władz PiS, które nie sprzyjały działaniom organizacji LGBT+. Obecnie staramy się budować te relacje na nowo w zmienionym układzie politycznym.
Waszym stałym partnerem jest Kino Meduza. Na czym polega ta współpraca?
Kino Meduza od zawsze było bardzo otwarte na nasze inicjatywy. Początkowo organizowaliśmy tam wspólne malowanie transparentów przed marszami, później doszły pokazy kina queerowego. Współpraca jest stała – często dostajemy sygnał o nowych filmach queerowych czy o tematyce LGBT+ w dystrybucji, a nasi członkowie mogą liczyć na tańsze lub darmowe bilety. Obecnie w Meduzie odbywają się czasem nasze piątkowe świetlice. To dla nas bardzo ważny projekt, skierowany szczególnie do nowych osób, na przykład studentów, którzy dopiero przyjechali do Opola i szukają przyjaznej przestrzeni, by poznać kogoś ze społeczności i po prostu się zakolegować.
12 września odbędzie się kolejny Marsz Równości. Jak wyglądają kulisy przygotowań do tak dużego wydarzenia?
To kilka miesięcy intensywnej pracy. Zawsze zaczynamy od koncepcji i hasła. Ponieważ Opole jest stolicą polskiej piosenki, nasze hasła zawsze nawiązują do tekstów utworów. W tym roku wybraliśmy fragment piosenki Marii Peszek „Róbmy miłość, a nie wojnę”. Kolejnym krokiem jest nabór do wolontariatu. Zależy nam, aby marsz współtworzyło jak najwięcej osób. Nie chcemy narzucać gotowego scenariusza, dlatego pytamy wolontariuszy i społeczność, jakie wydarzenia towarzyszące chcieliby zorganizować. W planach mamy m.in. warsztaty malowania transparentów, pokazy filmowe, pikniki czy przejazdy rowerowe. Na koniec zostają kwestie prawne, patronaty i zaproszenie artystów, np. drag queens, którzy poprowadzą wydarzenie. Marsz to z jednej strony manifestacja ważnych dla nas postulatów, a z drugiej radosne święto widoczności naszej społeczności.
Ilu wolontariuszy angażuje się w wasze działania i czy prowadzicie statystyki frekwencji na waszych wydarzeniach?
Statystyki prowadzimy głównie przy wydarzeniach dotacyjnych, takich jak spotkania autorskie czy otwarte dyskusje. Widzimy, że tematy filmowe oraz wspólne przygotowywanie transparentów cieszą się bardzo dużą popularnością. Jeśli chodzi o wolontariat, co roku zgłasza się około 20 osób, co jest dla nas liczbą optymalną do sprawnego przeprowadzenia marszu. Bardzo cenimy sobie współpracę z Młodzieżową Radą Miasta w Opolu. Ich komisja ds. równości regularnie wspiera nas w działaniach technicznych, roznoszeniu ulotek czy wieszaniu plakatów.
Co osobiście Pana motywuje i daje największą satysfakcję z pracy?
Największą radość sprawia mi widok konkretnych zmian w życiu ludzi. Satysfakcję daje moment, gdy ktoś, kto czuł się wyizolowany, odnajduje u nas swoje miejsce i bezpieczną przestrzeń do rozmowy. Choć praca w stowarzyszeniu wiąże się z dużą ilością formalności i siedzeniem w papierach, to efekt w postaci uśmiechniętych ludzi na Marszu Równości rekompensuje ten trud. Moją pierwotną motywacją była walka o zmiany systemowe w Polsce, i choć na tym polu postęp jest powolny, to jestem ogromnie dumny z tego, jak wiele udało nam się zbudować lokalnie jako Tęczowe Opole.
Jaką radę dałby pan osobom LGBT+, które boją się ujawnienia przed bliskimi?
Przede wszystkim nie ma obowiązku ujawniania się, jeśli nie czujecie się na to gotowi lub nie macie bezpiecznej przestrzeni. Najważniejsze jest to, abyście czuli się dobrze sami ze sobą. Jeśli jednak czujecie potrzebę coming outu, zadbajcie o zaplecze, tzn. kogoś, do kogo będziecie mogli się zwrócić w razie braku akceptacji. Pamiętajcie, że sytuacja rodzinna może się z czasem zmienić, ale na ten moment warto szukać wsparcia wśród znajomych lub w społecznościach takich jak nasza. Poczucie, że ma się do kogo zwrócić, jest kluczowe.
Rozmawiała Ilona Sukmanowska
