Minimalna przegrana z faworytem i pech kapitana
Pierwszoligowi koszykarze Weegree AZS-u Politechniki Opolskiej ulegli w Łańcucie Sokołowi 80:87 po bardzo wyrównanym meczu, w którym niestety kluczowym momentem okazała się 7 minuta gry, w której kontuzji kostki stopy doznał kapitan opolan Jakub Kobel.
Trener Michał Rutkowski musiał zatem zmienić taktykę i korzystać z umiejętności rozegrania takich zawodników jak Cameron Jones i Łukasz Kupczyński. Choć wszystkie kwarty wygrywali gospodarze to z minimalną przewagą maksymalnie czterech punków. Kolejno w kwartach było: 23:22, 26:22, 17:16 i 21:20 dla Sokoła.
Właśnie wspomniany pechowiec Kobel zdobył pierwsze punkty w meczu dla AZS-u. Niestety to gospodarze zdobyli szybko bo w niespełna 4. minuty gry prowadzenie 10:2. Straty do stanu 16:11 zmniejszył Rutkowski, ale za chwilę po trafieniu Mateusza Bręka zrobił o się 21:11. Opolanie konsekwentnie odrabiali straty i po lay-up’ie Kamila Białachowskiego było już tylko 21:20 dla rywali. Co więcej ten właśnie zawodnik wyprowadził nasz zespół na 40 sek. przed końcem kwarty na prowadzenie 22:21. Sokół odpowiedział rzutem Filipa Struskiego i wygrał kwartę 23:22.
W drugiej kwarcie nadal trwała zacięta gra o każdą piłkę a AZS po rzucie „za trzy” Kupczyńskiego objął prowadzenie 30:26, a po „trójce Dominika Rutkowskiego 36:33. Niestety nie udało się do przerwy tego prowadzenia mimo, że w połowie kwarty Jakub Wójcicki podciągnął wynik na 39:34. Niestety kolejne minuty to niefrasobliwość naszej drużyny i doświadczeni gracze Sokoła nie dość, że wyrównali straty to na 40 sek. objęli prowadzenie 49:44.
Kilka nieprzemyślanych zagrań na początku trzeciej odsłony spowodowało, że Sokół znów powiększył przewagę za sprawą Brenka do stanu 56:46. W tej kwarcie przewaga zespołu z Łańcuta wzrosła nawet do 11 punktów. W samej końcówce Rutkowski zniwelował ją do stanu 66:60 dla gospodarzy. Rutkowski wraz z Piotrem Niedźwieckim wlali nadzieję w serca kibiców po starcie ostatniej kwarty, kiedy to na tablicy pojawił się wynik 68:66 dla Sokoła. Niestety zespół AZS-u choć zbliżał się już do końca meczu do rywala nie potrafił nawet doprowadzić do wyrównania. Było 74:70, 81:72, 82:78 i ostatecznie 87:80 dla gospodarzy.



