Gwardia wygrała w Kaliszu, siatkarki przegrały, ale nie zawiodły, Odra i AZS poniżej oczekiwań
W siatkarskiej ekstraklasie kobiet około dwóch tysięcy widzów, oglądało stojące momentami na bardzo dobrym poziomie i pełne zwrotów akcji widowisko w Stegu Arenie w Opolu. Trzecia drużyna Tauron Ligi, UNI Opole podejmowała wicelidera tabeli PGE Budowlanych Łódź. Mecz do ostatniej piłki trzymał w napięciu a ostatecznie zwyciężyła drużyna z Łodzi 3:2.
Pierwsze dwa sety nie wskazywały na taki a nie inny obraz pojedynku. Aktualne brązowe medalistki z poprzedniego sezonu znakomicie kierowane przez rozgrywającą Alicję Grabkę zwyciężyły pewnie w dwóch pierwszych odsłonach 25:18 i 25:15.
Zanosiło się na szybkie 3:0 w Opolu, a tymczasem podopieczne Bartłomieja Dąbrowskiego mimo, że na początku trzeciej partii 4:6 przebudziły się i wykorzystały zbytnią pewność siebie rywalek, które zaczęły posyłać piłki na auty i nie kończyły ataków. Na dodatek wreszcie zaczęła funkcjonować zagrywka opolanek. Zarówno Gabriela Makarowska-Kulej, Hanna Helvig czy Uxue Guereca dołożyły punkty z tego elementu gry bądź po ich serwisach rywalki nie potrafiły wyprowadzić skutecznych akcji.
Od stanu 12:11 UNI nabierało rozpędu i powiększało przewagę. Było 16:13 a za chwilę po ataku meksykańskiej przyjmującej 20:13. Ostatecznie set zakończył się wygraną gospodyń 25:21 po ataku Szwedki Hellvig.
Liczne zmiany nastrojów przeżywali kibice obu drużyn (bo w Opolu pojawiła się też liczna grupa fanów z Łodzi) w secie czwartym. Wystarczy prześledzić jego przebieg. 2:2, 4:6, 7:7, 8:10, 11:14, 12:15, 16:16 i znakomita końcówka „Wilczyc”. 19:16 po błędzie w obronie rywalek. Kolejne dwa punkty dla łodzianek a następnie odzyskanie trzy punktowego prowadzenia przy stanie 21:18 i jego poprawie bowiem Katarzyna Zaroślińska-Król dała UNI prowadzenie 23:19. Ostatecznie wygraną seta 25:22 cieszyły się opolanki.
Tie break też nie zawiódł. Wyborny początek UNI. zaczęło się od 3:0 przy zagrywce Hellvig. Budowlane doprowadziły do remisu 5:5, ale na zmianę stron opolanki schodziły z prowadzeniem 8:6. Niestety doświadczone łodzianki objęły prowadzenie 9:8 a za chwilę 11:8 i mimo ambitnej pogoni, UNI uległo w tym secie 13:15 pozostawiając jednak bardzo dobre wrażenie i nadzieję na utrzymanie trzej pozycji przed rundą play off. UNI ma 40 punktów zdobytych w 17 meczach i wyprzedza zespół z Bielska-Białej o 6 punktów mając o jedno spotkanie rozegrane mniej.
Niestety inne obrazy oglądali kibice piłki nożnej i koszykówki. Pierwszoligowa Odra Opole uległa we Wrocławiu Śląskowi 0:3 remisując do przerwy 0:0. Fatalny dla Odry okazał się sam początek drugiej połowy. Podopieczni Jarosława Skrobacza stracili bramki w 47 i 49 minucie gry. Trzeci gol padł 20 minut później. Niestety nasza drużyna mimo, że miała tak sam procent posiadania piłki jak Śląsk nie potrafiła oddać ani jednego celnego strzału do bramki rywala (w sumie wykonując 7 niecelnych prób) oraz wykonując ledwie jeden rzut rożny. Na dodatek w 70. minucie czerwoną kartkę obejrzał Cassio co ułatwiło Śląskowi utrzymanie korzystnego wyniku.
W tabeli Odra jest na 12 miejscu z dorobkiem 26. punktów.
Słabe spotkanie rozegrali pierwszoligowi koszykarze Weegree AZS-u Politechniki Opolskiej, którzy wysoko ulegli we własnej hali zespołowi Decka Pelplin 83:106. Każda z kwart została przegrana przez nasz zespół, który gwoli usprawiedliwienia wciąż nie może wystąpić w pełnym składzie z powodu kontuzji kilku zawodników. Nie mniej nie był to udany występ podopiecznych trenera Michała Rutkowskiego. Jeszcze po pierwszej kwarcie przegranej tylko 24:28 można było mieć nadzieję na lepsze chwile AZS-u. Niestety już do przerwy widać było różnicę klas obu zespołów. 25:16 w drugiej kwarcie dla rywali dało im bezpieczną przewagę i kontrolowanie przebiegu meczu. W kolejnych zespół z Pelplina zwyciężał 27:22 i 26:21.
Wreszcie doczekaliśmy się wyjazdowego zwycięstwa w Orlen Superlidze piłkarzy ręcznych. Corotop Gwardia Opole pokonała w Kaliszu Netland MKS 31:29 rewanżując się za porażkę w Opolu. Po pierwszej połowie gwardziści prowadzili 18:14. Podopieczni Bartosza Jureckiego rozpoczęli znakomicie prowadząc 5:2 w 6. minucie meczu. Po 10. było już 8:4 a po 16. 12:17 kiedy to rzut karny na bramkę zamienił Admir Pelidija. Różnica 2-4 bramek utrzymywała się do przerwy. Na 17:13 rzucił Oliwier Kamiński a w końcówce połowy Bartosz Kowalczyk wyprowadził na moment Gwardię na 18:13. Odpowiedział Joel Ribeiro i do przerwy było wspomniane 18:14.
Drugie 30 minut było emocjonujące z dużą liczbą wykluczeń i rzutów karnych. Gwardia rozpoczęła fatalnie tracąc trzy bramki. Dopiero bramkę gospodarzy po ponad 6. minutach gry „odczarował” Kelian Janikowski (19:17).
Na parkiecie trwała zacięta walka a gospodarze doprowadzili do wyrównania 20:20 po rzucie karnym Matiji Starcevica w 41. minucie gry. Co gorsza w kolejnych minutach gospodarze obejmowali jednobramkowe prowadzenie po celnych trafieniach z 7. metrów Jakuba Morynia (21:20 i 22:21). Gwardziści jednak przetrwali ten nie najlepszy okres i ruszyli do odrabiania strat. Udało im się to bardzo szybko i w 50. minucie indywidualne wejście Bartłomieja Rugały dały Gwardii prowadzenie 26:24, którego nie oddała do końca. W ostatnich minutach dwa razy z karnych trafił Pelidija a w kluczowej akcji w 56 minucie Mateusz Wojdan przechwycił piłkę i rzucił do pustej bramki powiększając przewagę do stanu 31:27. Gospodarze co prawda zniwelowali nieco straty ale to Corotop Gwardia zasłużenie odniosła zwycięstwo 31:29.
Najwięcej bramek dla naszej drużyny zdobyli: Admir Pelidija 8 i Oliwier Kamiński 6.







