Agata Ozdoba: Technika w judo jest podstawą

Nie wszyscy wiedzą, że na ostatnich igrzysk olimpijskich Opole było reprezentowane nie tylko przez czwórkę sportowców z dwóch naszych klubów. W Tokio startowała bowiem także judoczka Agata Ozdoba-Błach, rodowita opolanka i wychowanka AZS-u Edwarda Faciejewa, która obecnie broni barw AZS-u AWF Wrocław*.

W stolicy Japonii zaprezentowała się bardzo dobrze i otarła się o medal w kategorii do 63 kg. Ostatecznie zajęła jednak siódmą lokatę.

– Z jednej strony mam poczucie niedosytu, że nie udało się stanąć na podium, ale z drugiej czuje dumę, bo brałam udział w igrzyskach, o czym marzy chyba każdy sportowiec – nie kryje zawodniczka. – W dodatku sam fakt wywalczenia sobie miejsca na liście w judo to już spory wyczyn.

„Wimbledon” w judo

I trudno się z tym nie zgodzić. Wszak eliminacje w tym sporcie trwają dwa lata, ale z pierwszego roku w tym okresie do rankingu olimpijskiego zalicza się 50 procent punktów i sumuje się osiągnięcia z pięciu najlepszych startów plus wynik z mistrzostw Europy lub turnieju rangi masters. Drugi, już przedolimpijski, rok kwalifikacji, to 100 procent „oczek” do rankingu za każde zawody. Na tym nie koniec, bo dany kraj może mieć tylko jednego przedstawiciela!

Jakby tego było mało nasza fighterka prawo występu na IO ostatecznie „zarezerwowała” sobie triumfując – i to jako pierwsza Polka w historii – w prestiżowym turnieju grand slam w Kazaniu. To w tym sporcie prestiż podobny do tego jak np. wygrana w tenisowym Wimbledonie. Dość napisać, że za zwycięstwo tamże dopisuje się 1000 punktów w olimpijskich kwalifikacjach, a dla porównania za mistrzostwo Europy przyznawano ich „tylko” 700.

– Gdy w 2017 roku zdobyłam brąz mistrzostw świata to poczułam się spełnionym sportowcem, ale gdy potem otworzyła się perspektywa startu na igrzyskach, to znowu miałam do czego dążyć, a wywalczenie tej kwalifikacji było potwierdzeniem słuszności wyboru, nagrodą za te wszystkie lata trudów i wyrzeczeń – wspomina Agata Ozdoba-Błach. – Cieszyłam się chwile, ale chyba nie docierało do mnie jak wielka to sprawa. To było takie minimum wówczas, bo zaraz potem postawiłam sobie za cel medal w Tokio i gdy potem go nie zdobyłam, to było mi przykro. – Gdy jednak pomyślę jaką drogę przeszłam, ile straciłam zdrowia, to myślę, że to siódme miejsce jest ukoronowaniem mojej kariery – podkreśla.

Było Tokio, będzie Paryż?

Zmagania w Tokio jednak zaczęła świetnie. W inauguracyjnym pojedynku Ozdoba-Błach w niespełna półtorej minuty przez ippon pokonała Estefanię Garcię z Ekwador, następnie w taki sam sposób wygrała także z faworyzowaną Japonką Miku Tashiro. W ćwierćfinale jednak dość niespodziewanie przegrała z Włoszką Marią Centracchio, a w repesażu nie sprostała Wenezuelce Anriquelis Barrios i odpadła z walki o brąz.

Co ciekawe paradoksalnie jest w grupie tych sportowców, którzy mogli w pewien sposób cieszyć się, że IO przełożono z 2020 roku na 2021. W ówczesnym czasie bowiem zmagała się z kontuzją i najprawdopodobniej znowu nie zdołałaby wywalczyć awansu. Tym samym los niejako się do niej uśmiechnął, albowiem wcześniej nie miała szczęścia przy dwóch poprzednich próbach, gdy z kwalifikacji eliminowała ją kontuzja.

Czy spróbuje zatem jeszcze raz i powalczy o kolejne igrzyska? Tym bardziej, że te są już za niespełna trzy lata, do tego w Paryżu, który jest jej bliski choćby z tego względu, że studiowała filologię romańską i bywała w nim także prywatnie…

– Lubię to miasto, ale nie wydaje mi się, żebym tyle wytrwała. Kłopoty z barkiem coraz bardziej dają się we znaki. Miałam dwa zastrzyki, w tym roku także, inaczej nie byłabym w stanie dotrwać do igrzysk w Tokio – wyjaśnia, choć też od razu przyznaje, że na razie nie myśli o zakończeniu kariery. – Niemniej po operacji barku czeka mnie sześć miesięcy przerwy, potem rehabilitacja, a trzy lata to bardzo dużo czasu, tym bardziej w tym sporcie. Zobaczymy…

Na pewno opolanka nie musi już nikomu nic udowadniać. Nie tylko bowiem start na igrzyskach i niezłe siódme miejsce śmiało może usadowić w kategorii ogromnych sukcesów. Na to konto może zapisać także dwa brązowe medale indywidualnych mistrzostw świata (Budapeszt 2017 i Montpellier 2014) czy zespołowe srebro tej imprezy (2015) i cztery krążki drużynowych zmagań na ME.

Opole zawsze w sercu

I choć za każdym razem na podium stawała już jako zawodniczka AZS-u AWF Wrocław to nie zapomina, że to przecież w Opolu uczyła się podstaw tego sportu. Jak i tego, że to stąd potem wypłynęła na „szerokie wody”, zdobywając najpierw mistrzostwa Polski w młodzieżowych kategoriach, a później pierwsze krajowe tytuły wśród seniorek.

– Tutaj się urodziłam, wychowałam, a w klubie długo trenowałam pod okiem Edwarda Faciejewa czy Anny Chodakowskiej i zawsze chętnie tutaj wracam – zaznacza nie kryjąc przy tym, iż nie byłoby jej późniejszych sukcesów gdyby nie nauki tej pary trenerskiej, jak choćby dbałość o technikę.

– Z perspektywy czasu zdaje sobie coraz bardziej sprawę jak wielkim pasjonatem judo był trener Faciejew i jak chciał nas dobrze wyszkolić. Potrafił tak wszystko opisać słowami, mówiąc nam przy tym o prawach fizyki, biomechaniki i innych, zwracając przy tym uwagę na wszystkie szczegóły, że widzieliśmy jak co wykonać, bez demonstrowania nam tego – wspomina z uśmiechem na ustach. – To wszystko jest bardzo ważne, bo technika w judo jest podstawą. Jak się jej nie nauczymy za młodu to potem ciężko nadrobić zaległości. Ja nie byłam zbyt silna, ale byłam niezła w tym elemencie i potem mogłam wokół tego obudowywać swój styl – tłumaczy dodając, iż Faciejew był nie tylko świetnym szkoleniowcem… – Był surowy, ale opiekuńczy. Wpłynął na nasze wychowanie. Przekazał nam te wartości, które judo też powinno przekazywać, co później miało pozytywne przełożenie także na życie poza sportem – dodaje. – I tak sobie myślę, że może by tego głośno nie mówił, ale koniec końców z tego mojego siódmego miejsca w Tokio także byłby dumny.

* Tekst ukazał się w listopadowym wydaniu magazynu „Opole i Kropka”