Stoi przy stacji lokomotywa
Stoi przy stacji lokomotywa, ciężka, ale już nie taka ogromna. A pot nie spływa z niej, tylko z miejskich urzędników na samą myśl ile będzie kosztować jej rewitalizacja. Czyli jednak spływa tłusta oliwa.
I to by było tyle co do konotacji z wierszem Juliana Tuwima. Lokomotywa przy opolskim dworcu głównym stała sobie i gniła w chaszczach latami. Pies z kulawą nogą się nią nie interesował. Ot, czasami jakiś pasażer omiótł ją wzrokiem i tyle. Właściciel, czyli PKP jej stanem niespecjalnie się przejmował, może dlatego, że takiego złomu pełno zalega jeszcze u nich na bocznicach.
Dla miasta to była jednak słaba wizytówka, więc gdy postanowiono zrewitalizować plac przed dworcem, który zwie się dziś Placem Kory Jackowskiej, opolski samorząd postanowił lokomotywę przejąć, odnowić i przywrócić ją mieszkańcom jako element nowego architektonicznego rozwiązania. Ciuchcia pochodzi z lat 50-tych nie była wtedy żadną unikalną lukstorpedą a zwyczajnym robolem do ciągnięcia towarowych składów średniej wielkości. Gdy ją miasto przejmowało pojawiły się szacunki, że najwyżej za 100 tysięcy z małym haczkiem da się ją posklejać i odmalować tak, że rzeczywiście stanie się ozdobą, na dodatek konweniującą z przydworcowym placem.
Jak raz jednak, gdy znalazł się gospodarz, który chciał przewrócić lokomotywę do stanu wizualnej używalności, czyli miasto, ciuchcię wyciągniętą z krzaków dostrzegła Wojewódzka Konserwator Zabytków i wszczęła procedurę wpisywania obiektu do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków. Procedurę wpisu dokończyli jej następcy.
W ten sposób nikomu niepotrzebny złom, nad którym litościwie pochylił się Ratusz stał się w jednej chwili cennym obiektem zabytkowym. Już nie da się go posklejać po taniości. Należy ją zrekonstruować i odtworzyć wiernie konstrukcyjne detale, w praktyce to ręczna, detaliczna robota. Choć przecież ona nigdy już nie ruszy z miejsca. Nawet pokrywająca całość nowa farba nie może być pierwsza lepsza, nawet odcień koloru nie może być przypadkowy, tudzież rodzaj i gatunek farby. To wszystko wymaga ustaleń z konserwatorem zabytków. Efekt jest taki, że remont lokomotywy wiąże się dziś z kosztem około miliona złotych i masą formalnych ustaleń. A dla przechodniów będzie z tego efekt taki sam jaki byłby za pierwszą kalkulację, czyli za 100 tysięcy.
Za stalinowskich czasów świetności tej ciuchci nad parowozowniami w całej Polsce często wisiało hasło „Moja lokomotywa świadczy o mnie”. Dziś do jej historii wypadałoby dopisać: fajnie, tylko dlaczego za takie pieniądze? Ciuchcia miała być atrakcją zrewitalizowanego placu Kory, a okazała się skarbonką bez dna.
Ryszard Rudnik

