To mieszkańcy wybierają, na tym polega demokracja
Z Katarzyną Gołębiowską-Jarek, wójtem Dąbrowy rozmawia Ilona Sukmanowska
Co sądzi Pani o pomyśle zniesienia dwukadencyjności wójtów, burmistrzów?
Samorząd istnieje w Polsce od 35 lat i jest najlepszą rzeczą jaka się nam kraju przydarzyła. W mojej ocenie, dwukadencyjność wprowadzono w 2018r. w celu upolitycznienia gmin. Czysta polityczna kalkulacja. Polityka, szczególnie w małych gminach to samobójstwo.
Uważam, że takie rozwiązanie to krok w tył. Samorządność to przede wszystkim zaufanie mieszkańców. Jeśli społeczność chce kontynuować współpracę z danym gospodarzem, powinna mieć do tego prawo. Kadencyjność powinna być w rękach obywateli, a nie odgórnie narzucana. Uważam, że dwukadencyjność może bardziej zaszkodzić lokalnym wspólnotom niż pomóc. Jeśli ustawodawca jednak miał taki pomysł to powinien go wprowadzić na każdym szczeblu – mówię o posłach w Sejmie, bo wtedy w ławach sejmowych zasiadali by doświadczeni samorządowcy, którzy znają potrzeby małych środowisk
Jak obecna zasada dwóch kadencji wpłynie na rozwój gmin?
Moim zdaniem zadziała hamująco. Dla samorządu potrzebna jest ciągłość, stabilność i odpowiedzialność, a wiele projektów wykracza poza jedną czy dwie kadencje. Czasem dopiero trzecia kadencja przynosi owoce długofalowego planowania. W ostatnich wyborach samorządowych wymianie uległo 40 proc. włodarzy w wyniku naturalnej selekcji. Jest lepszy kandydat i mieszkańcy wybierają. Na tym polega demokracja.
Czyli dłuższe pełnienie funkcji pomaga realizować długoterminowe projekty?
Zdecydowanie tak. Projekty infrastrukturalne, edukacyjne, środowiskowe – to procesy kilkuletnie. Każda zmiana lidera to długi czas wdrożenia, brak spójnych działań i inne priorytety. Samorząd to wielodziedzinowość – zadania inwestycyjne, zarządzanie kryzysowe, obrona cywilna, gospodarka przestrzenna czy ochrona środowiska. Trzeba w każdym temacie naprawdę się orientować. Pozyskiwanie zewnętrznych środków i polityka finansowa w sektorze publicznym – najmniejszy błąd może kosztować wiele.
No ale czy długoletnia władza nie rozleniwia?
Wręcz przeciwnie. Przychodząc na chwilę, nie będziemy podejmować niewygodnych decyzji w swoich miejscowościach i w swoim otoczeniu. Przykładowo, po co podnosić podatki i i tym samym denerwować sąsiadów i narażać się na niepotrzebne konflikty i komentarze, po co wchodzić w ryzykowany trudny projekt i odpowiadać za jego finansowanie, po co zezwolić np. na uruchomienie zakładu produkcyjnego, który co prawda zapewni miejsca pracy ale wzbudzi protesty okolicznych mieszkańców. I do czego to doprowadzi ? do stagnacji, marazmu i zatrzymania rozwoju.
Długoletnie zarządzanie gminą przez właściwego człowieka jest możliwe jeżeli zasłużymy na pozytywną ocenę ze strony mieszkańców, a to jest możliwe kiedy podejmujemy odważne decyzje, działamy dynamicznie i skutecznie, mamy długofalową wizję rozwoju gminy.
Jeżeli lider współpracuje, słucha, oddaje przestrzeń do działania sołtysom, radnym, młodzieży czy NGO – to nie ma mowy o „układzie”. Długoletnie zaufanie może oznaczać efektywność, a nie stagnację.
Jak wyglądało Pani wejście do urzędu?
To był czas pełen wyzwań. Oczywiście zmiana lidera oznacza reorganizację, ale dla mnie to był moment mobilizacji – i dla mnie, i dla zespołu. Pokazaliśmy, że zmiany można przeprowadzać z szacunkiem dla ludzi i instytucji. Byłam fachowcem od inwestycji i sprawnie pozyskiwałam wcześniej duże środki finansowe dla gminy czy organizacji pozarządowych. Pochodzę z sektora biznesu i wprowadziłam inny styl zarządzania – ale nowoczesny i skuteczny. Kieruje gminą jak sprawnie działającym przedsiębiorstwem, w którym liczą się skuteczność, odpowiedzialność i stały kontakt z mieszkańcami. To styl zarządzania, w którym nie ma miejsca na przypadek – jest strategia, analiza i decyzje podejmowane w oparciu o realne dane i rozmowy z ludźmi. Gmina Dąbrowa to dziś przykład samorządu, który łączy nowoczesne zarządzanie z lokalnym zaangażowaniem. Wójt i zespół urzędu pracują jak dobrze zgrana firma – tyle że zamiast klientów mają sąsiadów. Każda decyzja to efekt dialogu, każda inwestycja to krok ku wspólnej przyszłości.
A młodzi mają u pani jakieś szanse w samorządzie?
Oczywiście. Kluczowe jest, by młodym stwarzać warunki do działania – niezależnie od tego, kto sprawuje urząd. Jakiś czas temu zajęliśmy 1 miejsce w województwie w konkursie – Gmina Przyjazna Młodzieży. W mojej gminie młodzież angażuje się w życie lokalne, współpracuje z samorządem i zyskuje doświadczenie. Piszemy razem projekty i je realizujemy. Kadencje to jedno, otwartość i partnerstwo – to drugie. Startować na wójta może każdy. Musi jednak przekonać swoim wykształceniem, doświadczeniem i pomysłem mieszkańców swojej gminy.




