Uśmiech łączy nas wszystkich. Rozmowa z Elżbietą Dzikowską

Wybitna podróżniczka, reżyser i operator filmów dokumentalnych, ale również autorka książek oraz wystaw sztuki współczesnej. Elżbieta Dzikowska, Honorowa Obywatelka Opola wraca do naszego miasta z wystawą „Uśmiech Świata”.

Możemy ją oglądać na terenie Młodzieżowego Domu Kultury od 5 maja. Tymczasem na spotkanie z podróżniczką zapraszamy na Plac Wolności przed Miejską Biblioteką Publiczną w Opolu w dniu 21 maja o godzinie 17.

Ryszard Kapuściński we wstępie do Pani albumu napisał, że: „(…)jedną z cech łączących ludzi wszystkich ras i kultur jest zdolność do uśmiechania się”.  Uśmiech nas zatem łączy nawet w trudnych czasach?
Elżbieta Dzikowska: To prawda. Przez wiele lat wędrowałam po świecie fotografując ludzi różnych kultur i ras. Na wystawie, którą zobaczycie Państwo z okazji Dni Opola są bardzo różne osoby – stare i młode, mężczyźni, kobiety oraz dzieci. Są tam osoby zamożne i biedne. To, co ich łączy to właśnie umiejętność uśmiechania się. To jest najpiękniejszy język świata.

Czy ma Pani ulubione zdjęcie na tej wystawie?
– Tak. Fotografia przedstawia bezzębną staruszkę. Nazwałam ją „Miss uśmiechu”. Wygląda na tym zdjęciu bardzo biednie. A mimo to w jej oczach, nie tylko na ustach, maluje się radość życia. Przekonałam się, że uśmiech można znaleźć u ludzi żyjących nawet w bardzo ciężkich warunkach, choć z naszej perspektywy wydaje się to bardzo trudne.

Jest Pani honorową obywatelką naszego miasta.
– Zgadza się i jestem dumna z posiadania tego tytułu. Przez wiele lat współpracowałam z Galerią Sztuki Współczesnej w Opolu kierowaną przez świetną dyrektor Annę Potocką, z którą łączy mnie przyjaźń. Cieszę się, że ta współpraca zaowocowała przyznaniem zaszczytnego tytułu honorowego obywatela miasta.

Ma Pani ulubione miejsca, skojarzenia z Opolem?
– Opole zawsze pozytywnie mi się kojarzy. Chociażby Ratusz na opolskim rynku, który przypomina ten we Florencji czy wspomniana galeria sztuki znajdująca się przy teatrze. Mam sentyment do Opola i jego mieszkańców, których wspominam bardzo ciepło. Podczas uroczystości wręczania honorowego tytułu w 2012 roku czułam się jak królowa siedząca na tronie (śmiech). Byłam bardzo dumna, no i trochę speszona tym, jak zostałam pozytywnie w Opolu przyjęta. To było dla mnie bardzo miłe doświadczenie.

– W wielu publikacjach książkowych, takich jak chociażby seria podróżnicza po Polsce „Groch i kapusta”, opisuje Pani nasz region z punktu widzenia jego atrakcji. Co Pani się najbardziej w nim spodobało?
– Najbardziej zainteresował mnie szlak drewnianej architektury sakralnej i polichromii. Zresztą w każdej mojej książce podróżniczej po Polsce ten temat zajmuje sporo miejsca. W najbliższym czasie wybieram się na Śląsk właśnie tropem zabytków drewnianych. Mam w planach odwiedzić również Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu i już się na to cieszę.

Dla wielu osób, również z mojego pokolenia, jest Pani nierozerwalnie kojarzona z telewizyjnymi programami z serii „Pieprz i wanilia” realizowanymi wspólnie z Tonym Halikiem. Program ten był na antenie telewizyjnej przez ponad dwadzieścia lat i liczył ponad trzysta odcinków.
– I ponoć oglądało go w porywach ponad 18 milionów widzów, co jednak wydaje mi się mało prawdopodobne (śmiech).

 To tylko dowodzi zainteresowania Państwa programami. Na czym polegał ich fenomen?
– Ludzie najwyraźniej tego potrzebowali. Byli ciekawi świata, a on był wówczas dla nich zamknięty. Wspólnie z Tonym to okno na świat otwieraliśmy. Poza tym starałam się, żeby w tych programach  zawarta była jakaś wiedza. Nie tylko anegdoty i dowcipy z naszych wypraw, ale żeby ludzie mogli się czegoś konkretnego dowiedzieć o świecie, w którym żyją, a który był dla nich tak niedostępny.

Skąd pomysł na formułę programu łączącą prezentację filmów z dyskusją.
– Na pomysł wpadł mój mąż, który miał taki program już w Stanach Zjednoczonych. Tematy poszczególnych odcinków ustalaliśmy wspólnie. Tony’ego bardziej interesowało to, co się rusza, czyli przykładowo Indianie i zwierzęta. A mnie, to co stoi, czyli zabytki i przyroda. Ważne, że dawaliśmy sobie wolność w tworzeniu i tak samo w życiu. Dzięki temu mogłam chociażby sama jeździć w Bieszczady, które do dziś uważam za najpiękniejsze góry świata.

Państwa rozmowę urozmaicały prezentacje pamiątek z poszczególnych wypraw.
– To prawda, przy czym, to nie były przypadkowe pamiątki, których pełno w różnych miejscach turystycznych, ale wartościowe artefakty z całego świata, które stały się zalążkiem Muzeum Tony’ego Halika w Toruniu. Zawsze starałam się, aby przywozić z wypraw autentyczne eksponaty, takie jak biżuteria czy oryginalne stroje, zwłaszcza z Ameryki Łacińskiej. Jest również sporo cennych eksponatów przedkolumbijskich, które teraz byłyby niemożliwe do zdobycia. Dzisiaj wypełniają one dwie toruńskie kamienice, a mam poczucie, że przydałaby się i trzecia. Cieszę się, że po śmierci Tony’ego mogłam je podarować i pokazać naszym widzom w jego rodzinnym mieście.

Tym bardziej, że mamy w dzisiejszych czasach do czynienia z dynamiczną zmianą kultur i ich globalizacją. Czy to bardziej zagrożenie czy szansa?
– I jedno i drugie. Z jednej strony globalizacja ułatwia życie ludziom żyjącym często w odległych rejonach świata, bo na przykład mają dostęp do dróg i ubrań. Z drugiej strony, jaka szkoda, że pewne autentyczne zwyczaje, stroje i obyczaje odchodzą w zapomnienie i zmienia się tradycja. Oby trwała ona jak najdłużej.

Niedawno ukończyła Pani 85 rok życia. Pani przyjazd do Opola będzie zatem okazją do świętowania tego pięknego Jubileuszu. Czego możemy Pani życzyć z okazji urodzin?
– W ostatnim czasie z  uwagi na pandemię kilka moich wypraw zostało odwołanych, ale myślę, że jeszcze będę krążyć po świecie. Mam przecież w planach kolejne książki i albumy. A tymczasem jeżdżę i pogłębiam swoją świadomość i wiedzę o Polsce. Do Waszego miasta przyjadę z prawdziwą przyjemnością, bo bardzo lubię Opole.

*Rozmowa ukazała się w majowym wydaniu magazynu „Opole i Kropka”.