Wychodzi na jaw w jakiej grze braliśmy udział

Z posłem Witoldem Zembaczyńskim (KO) rozmawia Ryszard Rudnik

– Mamy możliwość posłuchania, jak prokurator regionalny w Warszawie za czasów PiS Jakub Romelczyk z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Marcinem Romanowskim wspólnie zastanawiają się, jak skręcić sprawę pana zawiadomienia do prokuratury dotyczącego nieprawidłowości w opolskiej Fundacji Ex Bono. Pana pierwsza refleksja po wysłuchaniu tego nagrania?

– Że jeżeli można było na poziomie ministerialnym skręcać sprawy, to znaczy, że można je też było w ten sam sposób sztucznie generować. Oczywiście możemy tu zastosować tysiąc figur retorycznych na ocenę tego szemranego procederu, ale nie o to chodzi. Dla mnie najważniejsze w tej sprawie jest to, żeby po pięciu latach doprowadzić wreszcie aferę Ex Bono do szczęśliwego finału. Jeżeli podjęli w kwestii Ex Bono kroki na poziomie ministerstwa i prokuratury regionalnej, by zneutralizować moje zawiadomienie, to oznacza, że fakty, o których w nim wspominałem, były prawdziwe, a sprawa poważna. To znaczy, że ministerstwo było przekonane, że wina leży po ich stronie

–  Kiedyś politycy bardzo eksploatowali aferę z sędzią Milewskim, nazywanym przez nich „sedzią na telefon” a oni sami mieli prokuratora na telefon. Z tym, że sędzia Milewski jedynie spolegliwie poinformował o terminie rozprawy w aferze Amber Gold, a nie o tym, by jej ukręcić łeb. Taka jest zasadnicza różnica.

– Tu mamy przypadek ingerencji władzy wykonawczej w osobie byłego ministra Romanowskiego, który „stał na bramce”  tego szemranego procederu kradzieży pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. Tam był w kwestii wyprowadzania pieniędzy z Funduszu istotny podział ról: wiceminister Michał Woś był swego rodzaju administracyjnym słupem, a wiceminister Romanowski dbał, żeby usuwać wszelkie przeszkody. Wynaturzenie polega na tym, że to była zinstytucjonalizowana, usystematyzowana kradzież w oparciu o najniższe pobudki. Co do prokuratora Romelczyka, uważam, że powinny go objąć nie tylko reperkusje dyscyplinarne, ale również karne, ten człowiek sprzeniewierzył się wszelkim zasadom i etyce zawodu.

– Czeka pan w tej kwestii na jakiś ruch prokuratury?
– Zastanawiam się, czy będzie wszczynać postepowanie dyscyplinarne wobec pana Romelczyka. Bo co do postępowania karnego wobec byłego wiceministra Romanowskiego, już wiemy, że nastąpi ono wkrótce, po cofnięciu mu immunitetu poselskiego.  W oparciu o dowody dostarczone prokuraturze przez byłego dyrektora Funduszu Sprawiedliwości Mraza, który ubiega się o status świadka koronnego.

– Sprawa Ex Bono ślimaczy się od lat…

– To pokazuje, że w polskim systemie prawnym od zaistnienia winy do konsekwencji w postaci kary mogą upływać dekady. Powiem szczerze, że gdy zadzwonił do mnie Kamil Dziubka z Onetu i zapytał czy rzeczywiście złożyłem zawiadomienie, które stało się przedmiotem manipulacji Romanowskiego z Romelczykiem, musiałem to sprawdzić. Tak ad hoc po prostu nie pamiętałem z uwagi na upływ czasu. Z początku myślałem nawet, że chodzi tu o to, że oni przez 517 dni nie odpowiadali na moje interwencje poselskie, zapytania, interpelacje w sprawie Ex Bono. Wiadomo było, że łamią w ten sposób kodeks postepowania administracyjnego, bo termin odpowiedzi wynosi 21 dni. A teraz okazuje się, że nie działo się to z powodu nawału ministerialnej pracy, ale świadomego, sterowanego z poziomu ministerstwa procederu instytucjonalnej kradzieży środków z Funduszu Sprawiedliwości. Jeżeli dziś mówimy o odpowiedzialności karnej, to w moim przekonaniu ten proceder wyczerpuje zapisy  art. 258 KK o zorganizowanej grupie przestępczej.

–  Wiele wskazuje na to, że dowody, które zgromadził i przekazał prokuraturze podejrzany Tomasz Mraz, potwierdzają ustalenia NIK, który po kontroli Funduszu Sprawiedliwości zarzucił jego dysponentom nierzetelne wydanie ponad 280 milionów złotych.

– Tak, i mówimy tu nie o ministerstwie jako takim, tylko o konkretnych ludziach, którzy piastowali konkretne wysokie stanowiska państwowe, zajmowali się konkretnym procederem i reprezentują konkretne ugrupowanie polityczne, czyli Suwerenną Polskę. Wreszcie nadchodzi moment zrozumienia, w jakiej grze braliśmy udział.

– Nagranie, która wyciekło do Onetu to jest rozmowa między wiceministrem i wysoko postawionym prokuratorem, skąd Mraz znalazł się w jej posiadaniu?

– Bardzo prosto. Mraz jako dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości był odpowiedzialny za udzielanie odpowiedzi na poselskie interpelacje. Po moim zawiadomieniu Mraz poszedł więc do gabinetu wiceministra Romanowskiego z sygnałem: mamy tu kolejne pisma od Zembaczyńskiego w sprawie Ex Bono, co z tym robimy? Na to minister Romanowski odpowiada: słuchaj zaraz sprawę załatwimy, dzwoni na głośnomówiącym do prokuratura Romelczyka, by się poradzić, a Mraz to nagrywa.

– A jak pan myśli,  dlaczego akurat ta rozmowa wyciekła jako pierwsza?

– Bo ona ma najcięższy ciężar gatunkowy: wiceminister sprawiedliwości i wysoko postawiony prokurator regionalny wspólnie się zastanawiają, jak obejść prawo, choć teoretycznie powinni stać na jego straży. Powtórzę to, co powiedziałem na początku: skoro oni potrafili skręcać sprawy na telefon, to znaczy, że potrafili też tak wszczynać sprawy i to jest najbardziej przerażające. W sytuacji, co wynika z treści rozmowy, gdy mamy do czynienia z chęcią wpływania na decyzję sądu. Moje jak i inne wnioski, które do nich wpływały, a kończyły się  umorzeniem, były potem przez nas zaskarżane do sądu powszechnego. W ich rozmowie pojawiają się więc kwestie wpływania na decyzje sędziowskie. To poczucie władzy Suwerennej Polski nie dotyczyło więc tylko prokuratury ale rozpościerało się też sądownictwo. To jest infekowanie niezależności zarówno prokuratorskiej jak i sędziowskiej, czyli absolutnie pomieszanie porządków, czysta patologia władzy.

– Pętla sprawiedliwości na szyi działaczy Suwerennej Polski się zaciska. Ich politycy reagują krzykiem, połajankami, odgrażaniem się co to będzie, gdy wrócą do władzy. Poseł Janusz Kowalski doszedł w swej argumentacji do ściany twierdząc, że nie ma dzisiaj uczciwej prokuratury, bo ta była włącznie za ich rządów. Jesteśmy na etapie, gdy złodziej złapany za rękę krzyczy: to nie moja ręka.

– To nawiązanie do znanego nagrania posła Macierewicza, który na zamkniętym spotkaniu przekazywał logikę odwracania pojęć w myśl zasady: jeśli cię złapią na kradzieży, tym silniej podkreślaj, że to oni kradną. Stąd tyrady Kowalskiego, że Ziobrze powinniśmy stawiać pomniki a Woś zasługuje niemalże na Order Orla Białego. To jest właśnie instrumentarium PiS-u. PiS zawsze się posługuje zasadą braku adopcji winy. Jeśli łapiesz pisowca za rękę, to on nawet nie musi mówić, że to jego ręka, bo za niego to powie jego prezes. Stąd nazywanie dziś świadka Mraza agentem. Dojrzała, transparentna władza, gdy popełnia błędy wyjaśnia sprawę, odsuwa winnych, naprawia szkodę i mówi przepraszam, to się już więcej nie powtórzy. Przy braku adopcji winy taka ewentualność nigdy nie zachodzi, próbuje się za to obarczyć winą wszystkich, poza własnym obozem. Trudno jest grać z populistycznym przeciwnikiem, który twoje winy będzie afirmował a swoje abortował. I dlatego jest taki problem z uzdrowieniem kultury politycznej w Polsce i wprowadzeniem w tym zakresie europejskich standardów. Bo jedna ze stron nie gra fair i zawsze na siebie.

 

Najnowsze artykuły